statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
sobota, 16 maja 2009

Zapraszam wszystkich uczestników szkoleń jakie prowadzę na 31 maja, w niedzielę o godz. 11.00 na mój wykład: „Porozmawiajmy o komunikacji między zwierzętami”. Dla uczestników zajęć wykład jest częścią szkolenia. Dla osób zainteresowanych tematem czeka otwarty słoik na datki na rzecz schroniska w Celestynowie. Minimum 30 zł lub równowartość w karmie dla psów. Nie dla kotów.Tego dnia zostawiamy swoje zwierzaki w domu. Będą nam towarzyszyły tylko dwa ciągle głodne pyski Berty i Bianki. Proszę nie przyjeżdżać z kotami. Właściciele kotów są mile widziani.

Zapraszam.

Drozda pogromca kota.

4drozdy@wp.pl

www.drozdaipsy.blox.pl

13:58, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 maja 2009

Od czasu do czasu tłumaczę różne teksty główne francuskie bo sprawia mi to przyjemność.Jest taki tekst Noire Desire właściwie to Cantany Europa. Cholernie trudny tekst do przetłumaczenia. Nie przetłumaczyłem go tylko zinterpretowałem. Tu dzięki Agnieszko, że wytłumaczyłaś mi różnicę między tłumaczeniem i interpreacją.

Zatem 3/4 tekstu Europa. Dedykuję go moim synom Jackowi i Łukaszowi. Kocham Was bardzo.Nawet jeśli myślicie, że jest inaczej.

Europa 

Dziki nie żyją

Europa Dziki nie żyją,

Powtarzam: Powtarzam:

Dzików nie ma.

Dzików nie ma.

Strzał z dubeltówki

Strzały z dubeltówki robią diamentową wyrwę.

Dwa razy.

Dwa razy.

Czerwone róże Europy to szatański pomysł

Czerwone róże Europy to szatański pomysł.

Powtarzam:Powtarzam:Czerwone róże Europy to szatański pomysł 

Jesteśmy dla Europy.

Czerwone róże Europy to szatański pomysł. 

Jesteśmy dla Europy.

Jesteśmy dla Europy.

Jesteśmy dla Europy Jesteśmy dla Europy.

Myśląc, że dla Świata.

Kochana droga Europo, drogi kontynencie, autorytarna dziwko, arystokratko i libertynko, burżujko i robotnico, napuszona wiekami hołdów i osiągnięć. Spójrz na swe zmęczone ramiona, bezsilne i niezręczne by przeczesać Twe siwe włosy. Wszystko co zostaje czystą kartą,

Tabula rasa. Chciałbym dzisiaj poczuć Twoje zasługi i Twój wysiłek. Jednak ciągle Twój oddech to wzdechnienie cierpienia. Pieprzona stara Europo, zrobiłaś dwie wojny. A teraz chcesz, żeby starzy europejczycy zaleli twoją wioskę europejską spermą wszystkich innych.

Europejskich autochtonów jest za mało. Obudź się. Obudź się, to studnia bez dna.  Podnosimy się i opadamy. Możemy tak bez końca, góra i dół. Jak kochankowie zauroczeni. Góra i dół,

Europa jest moją kochanką jednak…Jednak wielka i kochana jak prostytutka pożądana. Ty kiedyś westchniesz gdy zobaczysz iluminację na Twoją Cześć. Bo prostytutki są jak aksamit a ja jestem jak papier ścierny. Jesteśmy dla Europy, jesteśmy dla Świata Amnestia, lub amnezja wszystko do zapomnienia.

Są rzeczy do zapamiętania, do przeżywania do kontynuowania, do zapominania. Brnij w to co zobaczysz bez wytchnienia, bez zobaczenia. Zawsze zostanie coś do zrobienia. Zmaterializuj wszystko co widzisz, czego jesteś pewny. Nie pomyl się w gestach i zdarzeniach. I tak nie znajdziesz sensu w tym co robisz.

Historia ma swój sens zapamiętany, bez sensu gdy nie pamiętamy. Jesteśmy dla Europy, jesteśmy dla Świata Przechodzimy wokół kolumn Twojej władzy. Przechodzimy wokół kolumn Twojej władzy. Przechodzimy obojętnie wokół uśmiechów technokratów.

Tak więc Europo, bądź Europą. Zawsze i niezależnie  od Bruxelles, Schengen, Strasbourg, Maastricht, PIB, PIB, CEE, Euratom, OCDE i GATT. Chroń nas przed światem, który jest tak malutki. Monetarne Euro, Nasdaq et CAC 40, orgiastycznie idylliczna, twórz swoją historię Europo.

Twórz swoją kulturę, spektakle których nikt nie rozumie. Nie przejmuj się tym co mówią nasi przyjaciele za oceanu. Dla nich jesteś starą nudną Europą. Jesteś piękna i pełna poezji. Gaś i zapalaj swój delikatny płomień. Gdy ktoś mówi, że nas lubi, że szanuje, że coś zrobi i nie ugnie się presji bruku nie daj wiary, głupi tłumoku.

Nie jesteśmy politykami uginającymi się pod presją ulicy. Gdzieś z daleka słychać słowa odbijające się jak echo, tych którzy uspakajają szmery tłumu. Wyciszają a potem defilują w glorii chwały, tak naprawdę nic nie robią.A teraz kochanie na poważnie, myślimy tylko o biznesie, który podcina skrzydła pegazowi.

Już to nas nie rusza nie podnieca, bo podniet zabrakło i koniec. Rozszerzenia i ekspansja, koniec marzeń o zwykłej progresji. Na dzisiaj został nam zwykły globalizm i nic się nie zmieni ani nie wróci to warto żeby zostało lub było. 

Kochana stara Europo!

Twoja głowa, twój rozum wie jak kroczyć wśród meandrów i pomieszania stóp i dłoni. Jak to działa? Nie wiem. Nie wiem jak ciało może chodzić bez rozumu. Może gdy cię przytulę zrozumiem to lepiej. Pieprzona stara Europo, przypominasz sobie swoją złość i wschód kompletnie olany, wojnę płonącą, wojnę zmrożoną, wojnę zimną i w końcu zostawioną jeszcze nieodgrzaną? 

Jesteśmy dla Europy, jesteśmy dla Świata 

No i sama chciałaś, masz teraz swoich szefów, globalistów rządzących biznesem i handlem elektronicznym pełzających wśród świata nawet tego niezwykłego, świata sztuki. To tak jakby ktoś splunął na naszą kulturę. 

Ci którzy coś robią i ci którzy zjadają. Ci zjadają a tamci robią, między nimi rozjemcy ustalający właściwą dietę, żeby się nie przejeść. Ktoś ustala drogę, którą i tak zdmuchnie lub poniesie wiatr, jak nas samych. Polecimy z wiatrem nie szukając zrozumienia i powiemy światu, tak lećcie za nami to nasz cel. 

Jak wysoko będziesz wspinać swoje stare mury obronne?

A gdzie postawisz nowe granice?

Coś zostało nam w gardle jak uwięzła ość ryby. Ale możesz droga pani jeszcze to powiedzieć, jeszcze nawet wykrzyczeć. Mów do nas, jeszcze nie wszystko stracone, mów do nas droga pani, Twój mit wielkości jeszcze świeci niczym promień Słońca, bardzo na to liczymy. Jeszcze nie wszystko straciliśmy. 

Jesteśmy dla Europy, jesteśmy dla Świata. 

Coś zostało nam w gardle jak uwięzła ość ryby. Ale możesz droga pani jeszcze to powiedzieć, jeszcze nawet wykrzyczeć. Mów do nas, jeszcze nie wszystko stracone, mów do nas droga pani, Twój mit wielkości jeszcze świeci niczym promień Słońca, bardzo na to liczymy. Jeszcze nie wszystko straciliśmy. 

No i pękłem dalej nie przetłumaczę może kiedyś.  

20:24, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

No cóż widzę, że młodsi wiekiem użytkownicy internetu i czytelnicy mojego blogu, zatracili umiejętność czytania tekstów ze zrozumieniem. Bardzo im współczuję takiej ułomności. Mam jednak dużą wiarę w ludzkie zdolności. Jeszcze się nauczą, wierzę w to głęboko.

Drozda pogromca kota.

01:36, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2009

Kiedyś popełniłem taki tekst, coś o kotach.

Są na świecie duże cynowane balie. Duży nawet nie pamięta czy to prawidłowa nazwa czy tylko potoczna. Balie służyły do prania lub kąpieli. Wielkie podłużne z jednym brzegiem wyższym pozwalały kąpiącemu siedzieć w kucki z plecami opartymi o wyższy brzeg tak żeby nie wżynał się w rozmoczoną skórę. Niektóre z nich były tak wielkie, że miały nawet korek spustowy. Wylanie tak dużej ilości wody przez przechylenie naczynia było, bowiem zadaniem dla nie byle, jakiego siłacza. Balie były nierozłącznym atrybutem ogródka. Stały przy alejce między wiśniami
w najbardziej nasłonecznionym miejscu. Nalana rano woda przez cały słoneczny dzień zbierała ciepło żeby późnym popołudniem wsączyć je w brudną skórę Dużego. Kąpiel na dworze miała szereg zalet. Po pierwsze nie trzeba było martwić się o zalaną podłogę a po drugie można było siedzieć w wodzie bez ograniczeń. Nikt nie wyganiał dużego z kąpieli ani nie zachęcał do pozostania w niej dłużej. Był to czas, kiedy dorośli zapominali o nim. Świadomość tego, że się myje, ustalała automatycznie, że robi coś pożytecznego, w związku z tym nie należy mu przeszkadzać. Porządek ten mógł zaburzyć jedynie katar, kichanie lub drobne przeziębienie. Jeżeli następnego dnia nieopatrznie kichnął lub zakasłał, natychmiast zewsząd słyszał burę dorosłych
     - A nie mówiłam, żebyś nie siedział tyle czasu w wodzie. Ile to trzeba się natłumaczyć żeby wreszcie coś do niego dotarło.     Normalne dorosłych narzekanie na własną niemoc lub brak czasu. Duży całe wakacje kąpał się w balii. Balie służyły tez do innych rzeczy. W mniej pogodne dni stawały się doskonałymi instrumentami perkusyjnymi. Walenie w nie miękkimi patykami dawało tyle samo satysfakcji ile powodowało irytacji mieszkańców naszego domu i sąsiadów. Duży teraz dobrze rozumie zarówno swoją satysfakcję jak i poirytowanie sąsiadów. Ale do tego trzeba dojrzeć. W różnych okresach lata balie służyły za magazyn owoców. Zbierali do nich papierówki, wiśnie, wielkie śliwki renklody czy porzeczki. Do wypełnionego po brzegi owocami naczynia lało się wodę szlauchem. Owoce pływały, można było wtedy po pachy zanurzyć w wodzie ręce i robić wiry lub fale, bawić się w ocean, na którym pływają armady okrętów strzelających pestkami wiśni. Zabawa trwała do czasu, gdy przychodził diabeł morski, który zbierał garściami owoce i zamykał je wielkich szklanych gąsiorach. Po kilku miesiącach powstawał z nich iście diabelski napitek. W baliach, w okresach największej suszy gromadzono wodę deszczową do podlewania ogórków i pomidorów. Woda do podlewania tych roślin musiała być ciepła. O zachodzie Słońca dziadek z małą konewką lub rondlem krążył między grządkami i baliami roznosząc życiodajną wodę. Właśnie czy woda jest życiodajna? Kiedyś Duży przechodząc obok balii zobaczył, że moczą się w nich dwa stare dywaniki.
Na wierzchu były przygniecione dużym polnym kamieniem. Duży pomyślał, że postanowiono wyprać zakurzone i wytarte dywany. Obecność kamienia też była uzasadniona, bo przytrzymywał dywany pod wodą tak żeby nie wypłynęły na wierzch. Czym było by dzieciństwo bez potrzeby eksploracji świata? Duży podszedł do balii i odsunął kamień, dywany wypłynęły na wierzch. Duży odchylił delikatnie jeden z nich. Pod spodem były trzy małe, ślepe koty, jeszcze żyły. Duży zdrętwiał, uciekł z podwórka zaszył się głęboko w lesie. Nie wrócił do domu do późnego wieczora. Gdy wracał musiał przejść obok naczyń. Była w nich już tylko czysta woda i księżyc w pełni. Duży już nigdy więcej nie wszedł do balii i nie bawił się w orkiestrę. Naczynia stały na swoim miejscu przez długie lata. Rdzewiały straciły swój urok.

18:18, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 maja 2009

No cóż jako autor bloga i jego administraor powinienem usunąć dwa ostatnie komentarze. Napisali je miłośnicy kotów. Szanuję bardzo aktywne wspieranie złego losu ulubionych zwierząt. W ciągu ostatnich kilku godzin urosłem na pogromcę kotów. Nie ukrywam tego, że nie lubię kotów i wyjaśniłem dlaczego. Wcale się tego nie wstydzę. Terapia nie jest mi potrzebna. Terapia jest potrzebna osobom, które zakleszczają się na jednym schemacie myślenia.

Koty są super. A ja ich nie lubię. Zamiast wysyłania inwektyw. Wyślijcie mi merytoryczny tekst zachęcający właściciela dwóch psów, psiego trenera i instruktora do przygarnięcia lub zakupu kota.

Z zasady nie odpowiadam na komentarze na blogu. Jednak temat kotów wydał mi się bardzo ciekawy. Zatem wcześniej odpisłem.

00:30, r.drozda
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 maja 2009

 

Lubię i nie lubię koty!

Dlaczego postaram się to wyjaśnić.

Był rok 1972. To dość dawno. Jako dziecko spędzałem większą część wakacji u moich dziadków w Michalinie pod Warszawą. Dom w Michalinie był istną wierzą Babel. W jednym miejscu mogłem odwiedzić babcię Tanię i Zuzię, dziadka Piotra i Cześka. Mieszkali tam jeszcze: wujek Tolek z żoną i synem Piotrem, czasami przyjeżdżał jeszcze Wojtek, syn Tolka. Na dole mieszkała jeszcze ciocia Marysia z mężem i dwojgiem dzieci Wiolą i Arturem. Jak to z wieżą Babel, intencje są dobre, skutek powalający w gruzy.

Zawsze 22 lipca, nie mylić z dawnym świętem narodowym, były urodziny dziadka Cześka. U dziadka zawsze mieszkała Kotka, tak się nazywała. Najpiękniejsza bura, cętkowana kotka. Była tam zawsze, miała może ze dwadzieścia lat lub więcej. Kotka była najcudowniejszym i wiernym psem jakiego można sobie wyobrazić. Łaziła z nami do lasu, przychodziła wieczorami do łóżka na pieszczoty. Lizała obtłuczone kolana, była gotowa na łagodzenie każdej niedogodności. Kotka to takie wspomnienie z dzieciństwa, które zostaje na zawsze.

Była cudowną towarzyszką mojego dzieciństwa i zapewne dzieciństwa większości moich kuzynów.

No i przyszła okrągła rocznica urodzin dziadka Cześka. Zjechała się cała rodzina wraz z przyległościami, w sumie ok. 40 osób. Kotka na parę dni przed imprezą zachorowała. Właściwie zaparszywiała, spieniony pysk, zaparszywiałe oczy, napady drażliwości, wyglądała marnie. Łasiła się jednak do każdego. 40 osób ją pieściło cmokało i żałowało.

Dwa dni po urodzinach, kotka zeszła. Dziadek zakopał ją w ogródku. W ciągu następnych kilku dni okazało się, że  w okolicy było gniazdo wścieklizny. Kilka psów zarażonych, kilka kotów. Dziadek wykopał zwłoki Kotki i zawiózł do weterynarza. Okazało się że Kotka była zainfekowana wścieklizną. Okazało się, że ja byłem w kontakcie z Kotką w najbardziej zaraźliwym momencie inkubacji wściekilzny. To wszystko zdarzyło się ponad 30 lat temu. Przeszedłem wtedy kurację polegającą na 23 bolesnych zastrzykach w podbrzusze. Plus wiele innych ograniczeń. No i od tamtej pory jakoś trudno mi powiedzieć czy lubię koty nigdy im krzywdy nie zrobię, ale trudno mi z nimi empatyzować. Unikam kotów i ich towarzystwa.

Część z mojej rodziny potraktowało sprawę poważnie i się zaszczepiło. Część to olała,  wśród tej części w ciągu następnych pięciu lat zdarzyło się kilka przypadków zejść śmiertelnych z ewidentnymi objawami wścieklizny. Dlatego nie lubię kotów, choć to dobrze, że są na świecie.

Robert

13:12, r.drozda
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 maja 2009

 Zapraszam Wszystkich zainteresowanych szkoleniem na zajęcia do Szkoły dla Psów Roberta Drozdy. Zajęcia odbywają się w soboty i niedziele w godz. 9.00, 10.00, 11.00. Oraz w poniedziałki i wtorki o godz. 17.00, 18.00, 19.00. Dla osób dysponujących czasem przed południem istnieje możliwość organizacji zajęć w środy i czwartki w godz. 10.00, 11.00, 12.00. Zajęcia odbywają się na terenie mojej posesji, na bezpiecznym i zamkniętym terenie. W przypadku niedogodnych warunków atmosferycznych dysponuję zadaszonym i ogrzewanym lokalem do pracy z psami. Grupy uczestniczące w zajęciach to 4, góra 5 par, przewodnik – pies. Zajęcia odbywają się w trybie osiemnastu godzinnych spotkań plus dwóch moich wykładów. Jeden dotyczący komunikacji między zwierzętami, drugi opisujący sposoby eliminacji zachowań niepożądanych. Uczestnicy kursu otrzymują mój autorski skrypt opisujący poszczególne lekcje, oraz film instruktarzowy dotyczący uspokajającego masażu psów. W zajęciach mogą uczestniczyć wszystkie psy, wszelkich ras i nieras. Jednakże w przypadku psów objętych listą tzw. ras niebezpiecznych, wymagam wcześniejszej indywidualnej konsultacji. Koszt całego cyklu szkoleniowego to 750 PLN, indywidualna konsultacja u klienta to 100 PLN, konsultacja na moim terenie 50 PLN. Moje metody szkolenia opierają się wyłącznie na pozytywnych wzmocnieniach zachowań pożądanych. Przechodząc pierwszy etap szkolenia nazwany przeze mnie „Przyjemnie spędzam czas ze swoim psem” psy i ich przewodnicy uczą się wzajemnej bezkonfliktowej relacji. Przy okazji na wstępnym etapie nauczymy psy podstawowych zasad psiej obyczajności:

Przywołanie zwykłe.

Przywołanie awaryjne.

Siad i waruj….

Siad i waruj w dystansie i interwale czasowym.

Chodzenie na luźnej smyczy.

Chodzenie przy nodze bez smyczy.

Aportowanie i podawanie drobnych przedmiotów.

Ważnym elementem szkolenia na tym etapie jest proces socjalizacji. W trakcie zajęć psy mają okazję znaleźć się w sytuacji dla nich trudnych i niecodziennych. Nowe miejsce, psy za płotem, obecność kilku nieznanych psów na placu, gołębie u sąsiada, lub kot z dzwoneczkiem przechadzający się ulicą itp. Dla osób, które złapią bakcyl szkolenia oferuję zajęcia na następnym etapie. „Spróbujmy obedience” lub „Spróbujmy agility”. Lub jeszcze wyżej, od września będę dysponował profesjonalnym torem do agility i miejscem do ćwiczeń obedience. Następny etap to „Wystartujmy w zawodach” zatem zapraszam. 

Robert Drozda„Szkoła dla psów Roberta Drozdy”

 4drozdy@wp.plhttp://drozdaipsy.blox.pl

http://drozdaipytania.blox.pl 

gg 10330283

Tel: 022 4284562, 0 668097589  

21:57, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Dlaczego moje psy są takie a nie inne?

Wczoraj usłyszałem następujący komentarz o mojej Bercie: „szewc bez butów chodzi”. Zapewne uwaga dotyczyła tego, że Berta nic nie potrafi. Żadnych sztuczek, żadnych fajerwerków. Potrafi jedynie, siad i podaje łapę. Tego pierwszego nauczyła się jakoś przy okazji a podawania łapy nauczyła ją moja mama. Berta nigdy nie brała udziału w szkoleniu a ja nigdy celowo jej nie szkoliłem. Gdyby potrafiła mówić powiedziałaby „jestem Berta, po prostu Berta”. Gdybym był szewcem to powiedziałbym zupełnie coś innego. Mam buty szyte na miarę, idealnie dopasowane do mojej stopy. Chodzenie w tych butach, nie dość że nie powoduje odcisków to leczy odciski pozostałe po chodzeniu w niewygodnych butach, lub po nierównym podłożu.  Bo taka jest Berta. Jest miodem słodzącym każdą niedogodność. Jest właśnie taka jaką bym chciał ją widzieć zawsze i taką ją pamiętać jak najdłużej. Berta przychodzi rano i mówi „muu” lub „uuuy”. Jest delikatna i potrafi ze mną rozmawiać. Robi to codziennie, ja wstaję zazwyczaj ok. szóstej rano. Potem następuje rytuał budzenia mojej ukochanej Kasi. Berta i Bianka przychodzą do sypialni mówiąc „muu” lub „uuauy”. Chwilę to trwa a potem spadamy. Psy pamiętają miziania, ja pamiętam kilka pocałunków. Schodzę do kuchni, dwie kanapki, kawa z mlekiem. Kasia przychodzi do salonu, mówi że kocha potem znika za szybą przedziału pociągu. Berta i Bianka są na co dzień i czasami mam ich dość. Kasia znika czasami na kilka dni a ja pragnę jej obecności. Kasiu kocham Cię, tak po prostu i coraz bardziej.

22:30, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Nie pijcie Coca Coli.

  

Miesiąc temu kupiłem butelkę tego brunatnego płynu. Zdarza mi się to raz na kilka miesięcy lub w ogóle. Jako niedoświadczony klient tej marki otworzyłem spienioną butelkę nad moim laptopem. Połowa coli rozlała się po klawiaturze i wsiąkła do środka urządzenia. Po wyschnięciu okazało się, że nie działa klawiatura, Cd nie ma zamiaru się otwierać a na ekranie pojawiają się dziwne robaczki. Ponieważ w tym momencie straciłem gwarancję na sprzęt postanowiłem zadziałać samodzielnie. Rozebrałem komputer i kawałek po kawałku myłem w wodzie destylowanej a potem suszyłem. Po dwóch dniach złożyłem komputer i odpaliłem. Nawet zadziałał, tyle że trwałe zablokowanie kilku klawiszy uniemożliwiło mi wpisanie hasła, cdrom nawet nie drgnął. Postanowiłem zasięgnąć języka w serwisie. Gdy dowiedziałem się ile będzie kosztowała naprawa, odeszła mi chęć zbliżania się do komputera. Zostawiłem go na tydzień samemu sobie. Choć był mi naprawdę potrzebny. Po tygodniu włączył się i nawet udało się wpisać hasło. Z dnia na dzień zaczęły odblokowywać się klawisze. Jeszcze raz go rozebrałem, przemyłem, wysuszyłem, przedmuchałem. Jakoś zaczął działać choć z czkawką. Pisanie czegokolwiek na nim mijało się z celem. A miałem tyle zaległości. Wreszcie w sobotę wstaję rano patrzę się na komputer i widzę, że cdrom sam się otworzył. Niektóre klawisze ciągle się zacinały. A dzisiaj no proszę, napisałem ten tekst, uderzając może zbyt mocno w klawiaturę, ale wszystko zadziałało. Jeszcze kilka dni i może wróci do normy. Wierzę w niego bo to w końcu dobry i nowoczesny komputer, no i dość drogi.

Przyznam się do tego, że te trzy tygodnie prawie bez komputera były bardzo przyjemne. Nawet zacząłem pisać odręcznie. Tyle tylko, że teraz jak już zaczyna działać ta czarna skrzynka to trzeba to wszystko przepisać, a tego nie znoszę.

Nie pijcie CocaColi szkodzi wszystkim i zagraża porządkowi Waszego świata. Psuje zdrowie, komputery i bardzo rozczarowuje.
10:04, r.drozda
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 marca 2009

Jeszcze kilka zdjęć z pracy z moimi psami, no może z Bianką bo Berta, tak naprawdę pęta się wokół Bianki i tylko jej przeszkadza. Choć i ona zawsze coś z takiego doświadczenia wyniesie. Przejrzałem zdjęcia z niedzieli i wybrałem jeszcze jedną sekwencję. Otóż często zdarza się tak, że mamy psy u swojego boku i musimy zrobić coś w czym nie ma dla nich miejsca. Zatelefonować, lub wejść z kimś w rozmowę. Jeśli jest to wyszkolony pies potrafiący w bezruchu oczekiwać na swojego przewodnika to kłopot mamy z głowy. Jeśli towarzyszący nam burek niecierpliwi się przystępuję z nogi na nogę, ciągnie smycz itp., to zazwyczaj sobie nie pogadamy. Przez przypadek zastosowałem prościutki manewr, bardzo skuteczny. Garstka smakołyków i przykrywająca je doniczka odwrócona do góry dnem. Berta i Bianka zajęły się wydłubywaniem smakołyków, trwało to jakieś 5 minut a potem kolejne 5 minut lub więcej sprawdzały czy aby na pewno nic tam nie zostało. Ja natomiast miałem kilkanaście minut na spokojną rozmowę. W dodatku cały czas miałem je na oku i wiedziałem, że nic głupiego im wtedy do głowy nie przyjdzie. Opisując ten przykład chciałem zwrócić uwagę na to jak bardzo ważne jest dla relacji pies – przewodnik, organizowanie psom przestrzeni do różnorodnych zajęć. Nie tylko wtedy gdy dysponujemy wolnym czasem, najczęściej w weekend. Jakie to mogą być aktywności zależy od pary pies – człowiek ich kreatywności. Bardzo polecam takie myślenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No i po rozmowie

 

10:20, r.drozda
Link Dodaj komentarz »