statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
środa, 10 czerwca 2009

 Od wielu miesięcy trwają we Francji protesty związane z reformą systemu edukacji. Trwa to i trwa zakończyć się nie może. Czasami dostaję różne materiały związane z tematem. Kilka dni temu dostałem „zabawny” plakat zapraszający na „Marsz wiedzy”. Ten na rysunku to Descartes a tekst w chmurce „Je pense donc je nuis” w tłumaczeniu na polski oznacza „Myślę więc szkodzę”. Myślenia nie zaprzestanę. Zatem szkodzić również. Weź tu, człowieku bądź mądry.

Chyba pod każdym moim tekstem powinienem zamieszczać  klauzulę.

Czytanie tekstów powyższych i poniższych może szkodzić czytelnikowi. Czytelnik ma prawo nie czytać. Autor pisząc, myśli, tak więc i szkodzi.

07:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 czerwca 2009

Paskudny jest ten początek czerwca. „Ciągle pada, asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby”. Jesienią zeszłego roku spadła na mnie i moich sąsiadów, Tych, którzy opiekują się kotem Zenkiem, łaska miejska. Wyasfaltowano moją ulicę. Gmina miała do wyboru, kanalizacja albo asfalt. Wybrali asfalt, który i tak zerwać trzeba będzie zakładając kanalizację. No cóż takie są reguły urzędnicze. Zysk z posiadania wyasfaltowanej ulicy jest różny. Wracając do domu wnoszę mniej błota, jeśli pada, wnoszę mniej piachu jeśli nie pada. Korzyść z posiadania wyasfaltowanej ulicy jest jednak zauważalny na zupełnie innej płaszczyźnie. Najpierw Kasia kupiła sobie rolki, potem ja a w międzyczasie sąsiedzi kupili rolki dla swoich wnuków lub dzieci. No i teraz na asfalcie jest tyle samo śladów po oponach samochodów jak i po śladach rolek. Przynajmniej trzy razy w tygodniu zakładam rolki i śmigam po prostej. To wychodzi mi najlepiej. Kasia to też trenuje i robi to pięknie. Jakieś dwa tygodnie temu zobaczyłem jak moja sąsiadka śmiga na rolkach trzymając na smyczy swoją amstafkę. No i zamarzyło mi się pójść na rolki z Bianką i pośmigać, pójść na rolki z Bertą i pojeździć jak przystało na pięćdziesiąlatka i starszą panią jaką jest Berta. Jednak jeszcze za wcześnie. Muszę się poczuć pewnie, umiejętnie balansować własnym ciałem, przypomnieć Biance jak powinna reagować na zmiany w położeniu mojego ciała. To jest do zrobienia, tylko muszę się nauczyć skutecznego hamowania. To wcale nie jest łatwe, przynajmniej dla mnie. Jak to zwykle ze mną bywa zaprę się i zrobię. We wrześniu gdy dotknę rolek psy będą oczekiwały aktywnego spaceru. Taki mam plan. Plany wcześniej zaplanowane, się spełniają. Zatem myślę, że niedługo pokażę jak spaceruje się z psem będąc na rolkach.

Gdyby chcieć pozostać w temacie, to jeszcze powiem, że mam doświadczenie w spacerach z psami jeżdżąc na rowerze. Gdyby tak to podliczyć pewnie uzbierało by się ze trzy, cztery tysiące kilometrów. Tak na przestrzeni pięciu lat. Może to mało może dużo. Jest to zapewne temat do podzielenia się doświadczeniami.

Kasia śmiga już teraz na rolkach dużo odeażniej, ja też. Można to zobaczyć http://picasaweb.google.com/KatyaB100/ROLLER

 

14:05, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 maja 2009

Mój blog jest bardzo moim osobistym działaniem upublicznianym na własne życzenie. Mogę tu pisać i zamieszczać teksty wygodne lub niewygodne. Dla siebie i dla innych. Zatem jednak zdecydowałem się na zamieszczenie mojego pożegnalnego tekstu z „forum o pozytywnym szkoleniu psów”. Dziękuję za gościnę ale już więcej nie. Bardzo szanuję fakt funkcjonowania forum. Jednak moja cierpliwość się wyczerpała.

 

Zatem skoro postawiono mi zarzut niehumanitarnego traktowania zwierząt, proponuję poprzeć to konkretnymi merytorycznymi dowodami. Najlepiej zawiadomić o tym TOZ lub straż miejską, może policję. Na pewno będą mieli powód do interwencji. Wiem bo sam współpracuję czasami z policją. Robię to jednak w odróżnieniu od wielu z Was naprawdę i w przypadkach wymagającej prawdziwej interwencji. Czytajcie teksty ze zrozumieniem, nie rozsiewajcie plotek. No i może nie szukajcie patologii wśród osób piszących na forum o pozytywnym szkoleniu psów. Możecie się delikatnie mówiąc ośmieszyć. Lepiej swoją aktywność internetową przenieść na, jak to się mówi „real” i tam coś zdziałać. Wyraźnie i publicznie zadziałałyście Panie na moją niekorzyść naruszając mój wizerunek. Nie zamierzam wdawać się w bezprzedmiotowe polemiki. Jednak zawsze będę bronić siebie i swojego dobrego imienia przed bezpodstawnymi zarzutami, osób które tylko krzyczą bo jest afera, niesprawdzona, nieprawdziwa, fałszywa.  Wygodnie jest siedzieć przed iskrzącym niebieską poświatą ekranem i tylko czyhać, może ktoś będzie gorszy. Jednak ja też mogę wyrazić swoją opinię, nie krytykę. Treści które przeczytałem na swój temat są puste i  nic nie wnoszące w dyskusjach w których uczestniczą. Jestem ironiczny, czasami kontrowersyjny, czasami nieznośny. Nikomu nie każę czytać mojego bloga. Nikomu nie każę mnie słuchać. Po prostu jestem i nie zniknę. Znikam jednak z forum. To jednak nie jest miejsce dla mnie. Dlaczego? Zgadnijcie sami. Bardzo dobrze, że forum jest. Ja chyba jestem za stary na taką zabawę.

Wolę być zauważalny ale nie poprzez zgrzyty medialne
Wolę robić co moje nie tłumacząc się dlaczego to robię
Na forum trzeba być grzecznym medium, żeby nie oberwać za swoje remedium
Trzymajcie Panie swoje uwagi na uwadze, żeby nie pękły
Jak guma na gaciach niejakiego Gruzina, Rozwadze
Bardzo się starał a guma pękła ta podtrzymująca podbrzusze
Przez chwilę Gruzin się przeląkł, nawet wystraszył
Podciągnął gacie, powiedział :
Alem się wystraszył
Że coś co jest tylko moje, obejrzą inne dziewoje.
Pozdrawiam
Robert Drozda 

POGROMCA KOTA  

21:54, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

 Zapraszam Wszystkich zainteresowanych szkoleniem na zajęcia do Szkoły dla Psów Roberta Drozdy. Zajęcia odbywają się w soboty i niedziele w godz. 9.00, 10.00, 11.00. Oraz w poniedziałki i wtorki o godz. 17.00, 18.00, 19.00. Dla osób dysponujących czasem przed południem istnieje możliwość organizacji zajęć w środy i czwartki w godz. 10.00, 11.00, 12.00. Zajęcia odbywają się na terenie mojej posesji, na bezpiecznym i zamkniętym terenie. W przypadku niedogodnych warunków atmosferycznych dysponuję zadaszonym i ogrzewanym lokalem do pracy z psami. Grupy uczestniczące w zajęciach to 4, góra 5 par, przewodnik – pies. Zajęcia odbywają się w trybie osiemnastu godzinnych spotkań plus dwóch moich wykładów. Jeden dotyczący komunikacji między zwierzętami, drugi opisujący sposoby eliminacji zachowań niepożądanych. Uczestnicy kursu otrzymują mój autorski skrypt opisujący poszczególne lekcje, oraz film instruktarzowy dotyczący uspokajającego masażu psów. W zajęciach mogą uczestniczyć wszystkie psy, wszelkich ras i nieras. Jednakże w przypadku psów objętych listą tzw. ras niebezpiecznych, wymagam wcześniejszej indywidualnej konsultacji. Koszt całego cyklu szkoleniowego to 750 PLN, indywidualna konsultacja u klienta to 100 PLN, konsultacja na moim terenie 50 PLN. Moje metody szkolenia opierają się wyłącznie na pozytywnych wzmocnieniach zachowań pożądanych. Przechodząc pierwszy etap szkolenia nazwany przeze mnie „Przyjemnie spędzam czas ze swoim psem” psy i ich przewodnicy uczą się wzajemnej bezkonfliktowej relacji. Przy okazji na wstępnym etapie nauczymy psy podstawowych zasad psiej obyczajności:

Przywołanie zwykłe.
Przywołanie awaryjne.
Siad i waruj
Siad i waruj w dystansie i interwale czasowym.
Chodzenie na luźnej smyczy.
Chodzenie przy nodze bez smyczy.
Aportowanie i podawanie drobnych przedmiotów.
Ważnym elementem szkolenia na tym etapie jest proces socjalizacji. W trakcie zajęć psy mają okazję znaleźć się w sytuacji dla nich trudnych i niecodziennych. Nowe miejsce, psy za płotem, obecność kilku nieznanych psów na placu, gołębie u sąsiada, lub kot z dzwoneczkiem przechadzający się ulicą itp. Dla osób, które złapią bakcyla szkoleniowego oferuję zajęcia na następnym etapie. „Spróbujmy obedience” lub „Spróbujmy agility”. Lub jeszcze wyżej, od września będę dysponował profesjonalnym torem do agility i miejscem do ćwiczeń obedience. Następny etap to „Wystartujmy w zawodach” zatem zapraszam. 
Robert Drozda„Szkoła dla psów Roberta Drozdy” 4drozdy@wp.pl
http://drozdaipsy.blox.pl
http://drozdaipytania.blox.pl 
gg 10330283
Tel: 022 4284562, 0 668097589  

16:51, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 maja 2009

Szanowny Wysoki Sądzie Społeczny!

Chciałem się jeszcze do czegoś przyznać, bo sprawa nie daje mi spać po nocach. Otóż w niedzielę idąc od drzwi wyjściowych mojego domu do furtki, dokonałem poczwórnego morderstwa na zwierzętach. Rozdeptałem cztery dorodne ślimaki. W dodatku zamiast urządzić im godny pochówek, kopnąłem zwłoki w kierunku płotu, na pożarcie ptakom. Wiem nie mam niczego na usprawiedliwienie. Nawet to, że było po deszczu, nawet to, że bez okularów niczego nie widzę co mam pod nogami. Powinienem był wziąć mocniejsze okulary i parasol. No może parasol nie, bo było po deszczu. Wiem, że moja sprawa jest beznadziejna, jako że po sprawie pogrążonego kota Zenka to już recydywa. Przyznaję się również, że dwanaście lat temu zmusiłem mojego nieletniego syna Łukasza do skonstruowania wizerunku kota. Kot ten zawieszony na drzewie straszył wiewiórki. Kajam się i proszę o wybaczenie, bo wiewiórek też nie lubię. Moje niehumanitarne podejście do „naszych braci”, jak mawiał Św Franciszek, wraża się również tym, że nie przeprowadziłem odpowiedniej edukacji uświadamiającej synowi, jak kot wygląda. W wyniku czego syn pomalował kota niemerytorycznie. Kot jest czerwony w białe paski, a przecież wiadomo, że koty tak nie wyglądają. Wszyscy wiedzą, że koty są zielone i mają kwadratowe białe centki a nie paski. Ponadto przez ten czas, temu kotu, łeb i ogon odleciał, zostały uszy, tułów i łapy. Ja natomiast nie zrobiłem niczego żeby zadbać o poprawność jego wizerunku. Nie zrobiłem tego tylko z własnego lenistwa, bo nie chciało mi się gramolić po drabinie.

Proszę Wysokiego Sądu obiecuję poprawę. Naprawię wizerunek kota, żeby właściwy straszył wiewiórki. Założę sierociniec dla małych ślimaczków, będę nosił okulary, szczególnie po deszczu. No i już nigdy, naprawdę przenigdy nie przerzucę skrycie kota przez płot. Gdy będę to robił, będę krzyczał na całe gardło: Uwagaaaa, leeeciii.

Prawda, że się postaram. Gdyby to było za mało to proszę o wyznaczenie mi kuratora. Najlepiej Puchacza, tylko nie wiem czy to symbol mądrości czy puszenia się, no i Lewki choć nie wiem co to znaczy.

Z poważaniem

Oskarżony

Robert Drozda 

Acha i jeszcze przepraszam, że nieusunąłem żadnego z komentarzy w ym temacie, następnym razem to zrobię.

20:04, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009

Psy i koty są zwierzętami udomowionymi. Kiedyś ktoś sformułował warunek udomowienia: „Zwierze udomowione to takie, które bez ingerencji człowieka zginie w stworzonym przez człowieka ekosystemie, odmiennym dla przodków genetycznie związanym z właściwym gatunkiem.”. Coraz częściej mam wątpliwości czy tak naprawdę psy i koty to udomowione zwierzaki. Środowisko pierwotne wilków i kotowatych zdecydowanie różniło się od tego co człowiek stworzył dzisiaj. Pies czy kot samodzielnie, nie pożyli by długo na tajdze syberyjskiej, czy w siermiężnych warunkach Alaski. No może kot, chwilę dłużej. Wilk w mieście zginąłby szybciej niż by złapał oddech. Jeśli nie potrącony przez samochód, to zaszczuty przez ludzi. Dziki kotoway, może trochę dłużej. Jak ten grasujący ostatnio na południu Polski. Mamy w Polsce żyjące na wolności rysie i wilki. To jednak obiekty muzealne, żyjące w skansenie zwanym Polską. Kiedyś Pan leśnik z Hajnówki powiedział mi: „Puszcza Białowieska to piękny i stary las, ale tak naprawdę coraz bardziej staje się zorganizowanym wybiegiem dla zwierząt inwentarskich, już nawet nie pastwiskiem.” Te zwierzęta tzw. inwentarskie to nasze żubry. Narodowy i marketingowy symbol dziewiczej fauny. Czy one takimi symbolami mogą jeszcze pozostać niech wypowiedzą się ich opiekunowie i specjaliści z zakresu etologii. Ja zaczynam widzieć w nich, tylko trochę bardziej owłosione krowy. Zwierzęta jeśli żyją na tzw. wolności to i tak jest to kontrolowany obszar, co roku sprawdzana jest ich liczebność. Są leczone, ewidencjonowane, obrączkowane no i dokarmiane. Często po to żeby je odstrzelić. Z jednej strony to celowe działanie człowieka starającego się utrzymać zagrożone gatunki i jako taki porządek w ekosystemie. Z drugiej strony, typowa dla człowieka hipokryzja. Na czym polega typowa ludzka hipokryzja nie będę tłumaczył. Każdy, kto chce niech sam sobie dopowie.

 

Dla psów i kotów ich właściwym środowiskiem są miasta duże i małe, wieś, obejścia gospodarskie, mieszkanie na piątym lub piętnastym piętrze itp. Wszystko to co można by nazwać „cywilizacyjnym ekosystemem człowieka”. Większość populacji tych zwierząt żyje, trwa i prokreuje następców. Dzieje się tak, bo jako udomowione i uzależnione od człowieka dostają wszystko co jest niezbędne do takiego życia. Z ok. 9 milionów psów w Polsce, 1 - 2 % lub może tylko promil wybiera jako swojego opiekuna „cywilizacyjny ekosystem człowieka”. Część takich osobników ginie wdeptana w asfalt, część odchodzi w swoim zaciszu, część jest mordowana przez ludzi. Są też psy, które świetnie dają sobie radę i nie potrzebują pomocy. Nie każda bezdomność jest nieszczęściem. Nie wyłapujmy w harcerski sposób staruszek dla spełnienia intencji przeprowadzenia ich na drugą stronę ulicy, jeżeli tego nie chcą.

Cdn. Jutro lub pojutrze.

10:42, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 maja 2009

Siedzę teraz w kuchni przy oknie i spoglądam na rosnące przed domem wiśnie. Stare i zdziczałe drzewka a jednak w tym roku pięknie kwitły i niespodziewanie mają sporo zawiązków owoców. Kiedyś dawno temu pielęgnowałem wiśnie, przycinałem nawoziłem. Potem musiałem ścigać się ze szpakami, kto szybciej zbierze owoce. Wreszcie darowałem sobie. Korzyścią jaką sobie zostawiłem było oglądanie jak pięknie na wiosnę kwitną. Korzyścią dla ptaków były owoce, pojawiające się w niewielkich ilościach ale zawsze. Rośnie u mnie jeszcze śliwka, berberys, dzika róża i kilka innych roślin owocujących od lata do późnej jesieni. Przyjemnie było patrzeć na ptaki zbierające ten dziki plon. Ano było, bo to coraz rzadszy widok. Nie dlatego, że ptaki wyginęły. Jest ich tu zatrzęsienie, kilkanaście jak nie więcej, gatunków. Hałas jaki czasami robią niczym nie ustępuje miejskiemu zamieszaniu. Dlaczego więc gardzą  ich naturalnym źródłem pożywienia. Dlatego, że jak zwykle wszystko z winy człowieka. Po pierwsze ludzie okazując swoje miłosierdzie, dokarmiają ptaki i to, o zgrozo, nawet latem. Po drugie okazując swoją głupotę pozostawiają po sobie tony wysokokalorycznych śmieci. Łatwiej jest zjeść porzuconą przez kogoś kanapkę, niż cały dzień zbierać drobne kulki berberysu. Zatem ptaki zamiast zjadać lęgnące się na roślinach szkodniki czy zwykłe muchy wyjadają resztki twarożków czy jogurtów. Czy widział ktoś ptaka żywiącego się krowim mlekiem? Chyba nie? Nawet okoliczne dzięcioły wolą wystukiwać z przyulicznych latarni drzemiące tam ćmy, niż pracować nad higieną drzew. Napisałem, że pierwszy przypadek to miłosierdzie a drugi to głupota. Wydaje mi się że obydwa przypadki to ludzka głupota wynikająca z braku wiedzy ekologicznej i etologicznej. Ludziom wydaje się, że przenosząc w świat zwierząt emocje towarzyszące relacjom interpersonalnym, czynią dobro. Tym czasem niemiłosiernie szkodzą. Dlatego nie dokarmiam celowo ptaków i nie przejmuję się rozdeptanym ślimakiem. Bo ślimaki to plaga, nie regulowana jak kiedyś przez krukowate. Trudniej wyłuskać ze skorupy ślimaka niż najeść się pozostawionych przez człowieka śmieci. Dlaczego sprzątam kupy moich psów? Dlatego, że sójki, wrony i sroki raczą się takim przysmakiem. W przypadku moich psów to jeszcze nie jest takie bolesne, wszak krukowate pełnią funkcję higienistów, oczyszczających nasze środowisko ze śmieci. Moje psy są zdrowe, pozbawione pasożytów. A ile jest psów których odchody są pełne różnego rodzaju robactwa. Pasożytów zabijających w konsekwencji ptaki? Dużo, nawet bardzo dużo.

Cdn. jutro
09:57, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009

Tak to ze mną jest, że mówię zazwyczaj pełnymi zdaniami. Często rzeczy kontrowersyjne, za co obrywam od wielu przyjaciół zwierząt. Mnie takie bęcki nie bolą, bo są bęckami a ja nigdy nie wypowiadam się co do rzeczy, o których nie jestem w pełni przekonanym.

Zatem napiszę jeszcze coś, za co dopiero dostanie mi się bura.

Nigdy z zasady nie zajmuję się porzuconymi zwierzętami. Nie przygarniam ich. Choć w końcu w przypadku Zenka zasadę złamałem. Tak samo wtedy gdy odwoziłem do schroniska różne Burki. Ale tylko wtedy gdy widziałem bezpośrednie zagrożenie ich życia. Nie jestem też zwolennikiem adopcji zwierząt schroniskowych. Niestety ale nie. Dlaczego? Bo to akt, miłosierdzia i litości. Emocje towarzyszące temu są niestety złymi i nieskutecznymi doradcami. Bardzo podziwiam i szanuję wszystkich, którzy przygarnęli bezpańskie psy. Zasługują na pomniki. Swoją drogą sformułowanie „bezpańskie” to dość kuriozalne określenie obrażające podmiotowość zwierząt, jednak społecznie akceptowane. Niestety wszędzie gdzie system opieki nad zwierzętami działa poprawnie, stwierdzono że najbardziej skuteczna jest profilaktyka. Zatem im więcej mamy ludzi czy przeróżnych fundacji i organizacji społecznych  przygarniających porzucone zwierzęta, tym więcej pozostawionych zwierząt. To jakby chcieć zatrzymać lokomotywę sypiąc w nią coraz więcej węgla. Radzę zajrzeć do linka : http://www.polonia.net/wiadomosci/listy.cfm?id=39 . Pani Bożena Whal właśnie roztrzaskała taką lokomotywę bo nie potrafiła przestać sypać węgla. A to trzeba jeszcze umieć obsługiwać przyrządy. Nie tylko kierować się własną litością w trosce o to żeby lokomotywie nie było zimno. Dlatego nie przygarnę, żadnego podrzuconego mi zwierzaka. Jeśli zrobię to choćby raz, zaraz znajdzie się więcej azylantów. Gdyby ktoś, kto latami wydaje kolosalne pieniądze na opiekę nad porzuconymi zwierzakami wydał je na profilaktykę, to w okolicy problem bezdomnych psów by zniknął. Zajmowanie się profilaktyką, np. szkoleniami nie jest jednak tak społecznie akceptowane jak samarytanizm. Dla mnie ważniejsze jest pokazać innym, że bez wysiłku można ze zwierzakiem żyć i czerpać z tego przyjemność. To tak jak z ludźmi bezdomnymi, łatwiej jest pomagać utrzymując ich w bezdomności, niż pomóc im z tego letargu wyjść. Czy to zwierz, czy człowiek bezdomnemu, do przetrwania wystarcza czasami kromka chleba. Łatwo mu ją podać. Wysiłek niewielki, skutek mierny. Pomożemy im tylko pozostać w bezdomności. Kupujmy wędki nie karmy. Zresztą widać to teraz bardzo wyraźnie w reakcjach tzw. biznesu na odzew akcji charytatywnych. Większość firm z dużym kapitałem ma tak naprawdę głęboko w poważaniu wszelkie akcje pomocowe gdy skutek polega na przetrwaniu. Gdy efekt jest mierzalny można ustawić przed sobą kolejkę donatorów. Bez sensu jest finansowanie worka bez dna. Będzie to dotyczyło zarówno tylko samarytaninów jak i tych, którzy bez mierzalnych efektów udają, że krzesają coś społecznie. Kiedyś chciałem założyć własną fundację. Wiem, że nigdy takiej nie założę. Fundacja społeczna to organizacyjny relikt z połowy lat 90 tych. Zresztą jak widać skutecznie przetrwały jedynie te za którymi stoi duży kapitał i wsparcie korporacji. Małe organizacje przepadają bez dużego i uczciwego wsparcia. Przepadają bo tak naprawdę nie mają niczego do zaoferowania poza prośbą: DAJCIE, bo to co robimy ma wielkie znaczenie społeczne. Donatorzy i osoby zarządzające funduszami mają to głęboko w ….

A tylko duże korporacje mogą coś pomóc. Pełno jest na świecie emerytów, którzy wzruszają się niedolą postaci poszkodowanych przez los i wydających na to swoją nadwyżkę podatkową. Tylko czy na tym można oprzeć skuteczne działanie na rzecz zmian społecznych. Już chyba tylko w krajach gdzie ludzie żyją za równowartość 150 – 200 euro lub mniej. Polska do tej strefy należy. Aspirujemy do społeczeństwa mocno osadzonego w kulturze europejskiej to korzystajmy z tego. Wykształceni ludzie nie będą bez końca pracować za ochłapy. Albo pracujemy społecznie i nie oczekujemy gratyfikacji, albo oczekujemy gratyfikacji, która pozwoli żyć godnie. Zazwyczaj w Polsce nikogo nie stać na pracę bez gratyfikacji w obliczu napływających rachunków za prąd, gaz, czy wodę. Przestańmy się oszukiwać, to nic nie da. Pracujmy regularnie w opcjach, które są regularne, jak kto to zrobi to jego wola.

Robert Drozda

Pogromca kota

14:36, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Dostałem wczoraj zdjęcia Magnusa zrobione przez Pawła. Są lepsze niż moje dlatego publikuję właśnie te.

 

10:01, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2009

Mam teraz na szkoleniu wielkiej urody psa imieniem Magnus. Brązowy Labrador, którego ukradłbym w każdej dostępnej mi chwili. Magnus był u mnie zaledwie sześć razy, a potrafi sześć razy więcej niż inne psy. Ma bardzo odpowiedzialną i świetnie z nim pracującą  przewodniczkę. Sylwia ma świetną rękę do psów a Magnus trafił w doskonałe ręce. Bardzo ten uroczy bestiol przypomina mi Tango. Podobna sylwetka, podobny zapał do pracy. Tylko minę ma inną. Jutro zrobię zdjęcia i zamieszczę na forum. Mógłbym powiedzieć dzisiaj. Boże daj mi siłę żebym czegoś w nim nie spieprzył. Magnus jest jednak za dobry żeby coś w nim zepsuć to super pies. Odważę się powiedzieć ”Najfajniejszy Labrador jakiego spotkałem” zaraz po Tango.

Drozda pogromca kota

15:42, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27