statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2008

Dzieją się różne rzeczy ćwiczymy z Tango różne jego aktywności.  Dzisiaj jednak napiszę o relacji Tango z moimi psami. To dwie goldenki. I tu oniemiałem co mam o nich napisać? Dwie ukochane i dopieszczone psiaki. Wrażliwe i czułe na każdy mój ruch wrażliwe na każde moje napięcie. Znam je dobrze, najlepiej na świecie. Zniosą wszystko co im zaproponuję i do wszystkiego się adoptują aż przychodzi granica. Bianka i Berta żyły dość spokojnie w warunkach, które im stworzyłem. Potem był trudny moment rozkładu mojego małżeństwa i Berta przestała wchodzić do naszej sypialni, w ogóle nie wchodziła na schody. Trwało to trzy lata. Od trzech lat nigdy nie weszła na górę. Była świadkiem naszych kłótni i rozmów, którym towarzyszyły podniesione głosy. Po miesiącu mieszkania samodzielnego Berta zaczęła wchodzić na górę, teraz co noc wypędzam ją z łóżka, cholernie linieje. Berta i Bianka już chyba nauczyły się, że co jakiś czas dostarczam im atrakcji. Przywożę nowe psy duże i małe, są i po jakimś czasie zmykają. Altura wydawała się, przygodą na zawsze, wyszło inaczej. To największa dla mnie porażka. Tango najczęściej wtula się w Bertę, bawi się jej ogonem, kilka razy mam wrażenie, że próbował czy aby gdzieś tam nie ma mleka. Berta znosi to ze spokojem, parę razy go skarciła. Siada wtedy przed nią i kręci głową.

Był piątek i sobota. W piątek pojechałem z Tango autobusem odebrać z dworca mojego ulubionego psiego instruktora z dworca Warszawa Centralna. Był tłum ludzi, samochody, szukanie restauracji gdzie spokojnie moglibyśmy porozmawiać, potem taksówka, wcześniej schody ruchome, normalne i aktywne miasto. W końcu trafiliśmy do restauracji, Mirador. Już gdzieś o tym pisałem, ale wszystkie restauracje Kręglickich, Mirador, Chianti, i pozostałe są najbardziej przyjaznymi miejscami dla psów. Nikt się o nic nie pyta, może tylko o to czy można psu przynieść miskę z wodą. Mieliśmy jakąś, kelnerkę nowicjuszkę, bo zapytała się czy postawić psu miskę na stole czy na podłodze? Cóż błędy młodości. Potem przyjechała Olga. Mój lubiony instruktor zabijał mnie za to wzrokiem a ja mówiłem, odwal się. Tym razem to  mój problem. Olga pieściła Tango przez cały pobyt w restauracji. Potem postawiła Tango na podłodze a ten dziarsko poleciał do kuchni. Były wrzaski ale Tango zobaczył to co chciał, może to co ja bym chciał, różne reakcje ludzi. Potem pojechaliśmy do Olgi całą noc przegadaliśmy a Tango zmagał się z dwoma przepięknymi kundlami Olgi. Rano z moim ulubionym instruktorem pojechaliśmy z Tango odwieść ją na wykłady. Znowu trfiliśmy do przyjaznego miejsca na Pl. Trzech Krzyży.

Następnego dnia było zaplanowane spotkanie z tzw. ludźmi związanymi z Alteri. Przyjazne i pełne uroku spotkanie. Na wstępie powiedziałem żeby nikt Tango nie dotykał nie pieścił. Trenerzy z trudem to przełknęli. Jest jednak jeden wyjątek. Nie wiem co ten facet w sobie ma. Grzesiek Duda jak się zbliży do jakiegoś psa, to wiszą mu luźno lapy, a ja zastanawiam się  k... jak on to robi? On tak ma. Grześ parę razy podnosił Tango  a ten leżał mu bezwładnie na rękach. Tango był super i pięknie się zachowywał. Cały pobyt u Ani był dla niego wielkim doświadczeniem. Mam nadzieję, że mój ulubiony instruktor to zauważył bo zleży mi na  jego zdaniu, choć z góry zastrzegam, ze i tak Tango będzie prowadzony tak jak ja to chcę i tak jak szefowa czyli Sylwia Gajewska to sobie wymyśli. Póki co jesteśmy zgodni.

Jednak w poniedziałek musiałem wyjść bez Tango. Nie było mnie 4 godziny i pies był w klatce. Przeżył i zastałem go w dobrej formie. Po powrocie trochę poćwiczyliśmy gwizdek i chodzenie na luźnej smyczy. Szkoda cholera, bo mieliśmy zaplanowaną wizytę w Wedlowskiej pijalni czekolady. Niestety nie dałem rady organizacyjnie. Ale pewno nas to nie ominie. Na dzisiaj tyle.

17:50, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 stycznia 2008

Piszę od początku z jednodniowym opóźnieniem. Ze wszystkimi spostrzeżeniami muszę się przespać i przemyśleć je. Bardzo zależy mi na dokładnej relacji z okresu socjalizacyjnego. Przecież wszystko to co dzieje się teraz będzie miało kolosalne znaczenie później. Wiele rzeczy umyka a potem właściciel psa zastanawia się dlaczego jego pies panicznie się boi np. automatycznie otwierających się drzwi. Jak coś zchrzanię później to przynajmniej będę mógł łatwiej dojść dlaczego? Albo inaczej, jak coś mi nie będzie wychodziło w przyszłości, to łatwiej znajdę tego powód. Dzisiaj w ramach spaceru przejechaliśmy się pociągiem Radość – Międzylesie i wróciliśmy autobusem. Nie była to żadna wielka wyprawa. Pociąg jechał raptem jakieś 5 minut a autobus może 10. W weekend może pojedziemy do znajomych na warszawski Żoliborz, a to już cała wyprawa. Będzie pociąg, metro, ruchome schody, tramwaj. Z moją Bianką też tak robiłem i teraz nie mam z nią absolutnie żadnych kłopotów w jakichkolwiek środkach lokomocji. Zresztą w trakcie takich wypraw mogą zdarzyć się rzeczy zupełnie nieprzewidywalne. Kiedyś jechałem z Bianką tramwajem, pies położył się na boku zajmując prawie całą szerokość wagonu. W tramwaju nie było dużo ludzi, ale co jakiś czas ktoś przechodził jej nad głową. Teraz myślę, że nie było to bezpieczne, powinienem jednak psa mieć bliżej siebie. Wtedy wydawało mi się, że panuję nad sytuacją, lub że Bianka da sobie radę. Trochę było za dużo w tym harcerstwa, no cóż teraz tak nie zrobię. No i jedziemy tak a ja myślę co by tu jeszcze psu pokazać? Nagle na Pl. Bankowym wsiada do tramwaju grajek z akordeonem i zaczyna grać nad głową mojemu psu „Chryzantemy złociste”. Pies nawet nie drgnął. No nieźle, pomyślałem, zawsze coś się może zdarzyć moałoprzewidywalnego. Ciekawe co nam się przytrafi z Tango, może powinienem takiego grajka tramwajowego specjalnie zaprosić?

Zorientowałem się, że od pewnego czasu nie odmieniam przez przypadki imienia Tango. Przepraszam purystów językowych ale jakoś tak mi bardziej pasuje i tego nie zmienię.

Jeszcze dobrze nie potrafię obracać się blogowych zawiłościach. Dzisiaj rano wszedłem do opcji statystyki i trochę przyznam mnie zatkało. W ciągu trzech dni było 350 wejść na tą stronę i to z bardzo różnych źródeł. Oczywiście poinformowałem trochę prostu historiami o psach niż jakiś mój talent literacki. Tak sobie myślę że, rozmawianie o psach ma tą zaletę, że można w takiej rozmowie łatwiej zawoalować potrzebę ujawniania własnych emocji. To zresztą normalny mechanizm tożsamy ludziom, szczególnie w naszej strefie kulturowej. Nie tak dawno sam wpadłem w taką pułapkę. Miałem napisać monografię o psie, z którym byłem i pracowałem blisko dwa lata. No i okazało się, że napisałem tak naprawdę merytoryczny, choć bardzo osobisty i emocjonalny pamiętnik. Tak bywa. Podobnie jest gdyby zapytać, o to jakie własne potrzeby realizujesz poprzez bliskość Twoich psów? Byłem kiedyś na takim spotkaniu, gdzie zadałem takie pytanie. Kilkunastu hodowców niemalże obraziło się na mnie za zadanie takiego pytania, tak po prostu, wprost. Potem Ci sami ludzie rozmawiali od rana do wieczora o swoich psach, ba nawet przez sen coś o nich mruczeli. Tak naprawdę to rozmawiali i ujawniali swoje potrzeby związane z posiadaniem czworonogów. Tyle że nie potrafimy rozmawiać o emocjach, łatwiej o perfekcji i wysiłku włożonym w osiągnięcie jakiegoś celu szkoleniowego. Nie ukrywam, że ja nie mam z tym kłopotu i otwarcie przyznaję, że każdy pies, który pojawia się obok to wypełnianie luki emocjonalnej a nie ambicji szkoleniowych. Tak mam i mam nadzieję mieć do końca życia.

Ale się rozpisałem. A Tango? Tak naprawdę nie mam jeszcze specjalnie o czym pisać. Przyczepiłem mu dzisiaj tzw. licznik aktywności. Takie drobne urządzenie które mierzy ilość kroków, właściwie każdy ruch psa i podaje w jakim czasie to wykonał. Okazało się, że był aktywny 45 minut i zrobił w tym czasie 250 ruchów. To zrobił z własnej inicjatywy nie wliczam w to naszych celowych ćwiczeń. No i o czym tu pisać. A to że byliśmy na spacerze i to, że trochę się szkoliliśmy to już opisałem. Trudno, będę pisał o rzeczach różnych póki Tango nie da mi okazji do zdawania relacji z jego nauki. Nie, przecież będę pisał o wszystkim. To na dzisiaj tyle. Na koniec, jak nie widziałem Tango zerwał z szelek urządzenie pomiarowe i pogryzł na drobne kawałki.

To co wyżej to relacja z przedwczoraj. Te weekend zapowiada się bardzo zwariowano. Tango jest wszędzie obok.Napiszę w poniedziałek. Choć poniedziałek też jest nieźle zaplanowany. To ciężka praca socjalizować asista.

11:22, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 stycznia 2008

 Jaki jest Tango? Złapałem się na tym że pary razy powiedziałem do niego Tangulec, bo tak mam, że do Berty mówię Bertulec a do Bianki, Biankulec. Jednak będę uważał, żeby takiemu małemu się nie pomieszało, może później. Tango jest u mnie. Jest słodki jak każdy szczeniak, dawno nie miałem u boku takiego małego psa. A to wszystko inaczej. Trzeba być uważnym na każdym kroku. Sylwia przywiozła go przed południem. Było trochę zabaw i poznawania się z moimi sukami. Jak na nie uznałem to za szaleństwo, Sylwia zdziwiła się na taką moją reakcję. Cóż, to dość spokojne suki zatem jak na nie, to było szaleństwo. Potem była godzina snu. No i od razu niczego sobie nie odpuszczając poszedłem z Tango do sklepu. To kawałek drogi jak na takiego szczeniaka, jakieś 1,5 km w jedną stronę. Zatem część trasy spędził na rękach. Byliśmy w kilku sklepach, wszędzie wzbudzał sensację i oczywiście wyciągało się do niego dziesiątki rąk. Jednak postanowiłem być konsekwentny i wszystkich prosiłem o niegłaskanie Tango. Część osób jak to zwykle trochę tego niezrozumiała, ale jak wyjaśniłem o co chodzi to zazwyczaj spotykało się to ze zrozumieniem. Zresztą jestem znany w okolicy jako facet, który chodzi z psami i robi z nimi dziwne rzeczy. Slalom między słupkami na rondzie lub wchodzi do sklepu i nie pyta się o pozwolenie. Jeszcze trzy lata temu sąsiedzi pukali się w głowę na mój widok ale jak zobaczyli Biankę lub Alturę w akcji to im przeszło. Na spacerze były: inne psy, place budowy, kałuże, lód, piasek, kamienie. Były sklepy, różni ludzie, autobusy, przejazd kolejowy z opadającym szlabanem. Jak 1,5 godziny to nie wiem czy nie za dużo. Wróciliśmy do domu jeszcze chwila w ogródku i pies padł. Spał całą resztę dnia z krótkimi przerwami, na trening czystości. Zlał się ledwie raz. Myślę, że za kilka dni zakapuje gdzie się sika.

Powinienem napisać coś o zachowaniach. Z jednej strony mnie korci, z drugiej boję się porażki w interpretacjach. Ale co tam w końcu się upubliczniam. Najwyżej potem napisze, że to była nieprawda. Tango wygląda na bardzo zrównoważonego i odważnego, ale czy można tak powiedzieć teraz o szczeniaku w którym jest teraz z racji etapu jego rozwoju więcej odwagi niż lęków. Tak mi coś podpowiada, coś innego niż intuicja, bo po prostu w nią nie wierzę. Tango potrzebuje bliskości, chodzi za mną, przytula się i kładzie w nogach. Oferuję mu swoją bliskość, ale nie nakręcam go na więcej. Dostanie to ode mnie zawsze ale postaram się, żeby było to tyle ile potrzeba. Ile? Nie wiem tego jeszcze.

Dzisiaj przez chwilę poznawaliśmy się z klikerem. Potrafi pięknie się skupiać. Sumiennie na każdym kroku ćwiczymy hasło uniemożliwiające i na moje ee reaguje bardzo ładnie. Dzisiaj gotuję rosół i jutro pójdziemy do pracy z gwizdkiem i przywołaniem. Mięso z kurczaka powinno być niezłym motywatorem. Zresztą przywołanie gwizdkiem zawsze ćwiczę z jakimś najpaskudniejszym przysmakiem. To musi być coś takiego przy czym pies dostaje konwulsji ze szczęścia. To działa, przynajmniej sprawdziło się na wielu psach. Takie tzw. awaryjne przywołanie gwizdkiem uważam za jeden z kluczowych elementów wychowania psa. Kiedyś raz widziałem jak uratowało to życie psiakowi, który chciał wskoczyć do zbiornika z mazutem. Może nawet nie chciał, ale na gwizdek zareagował bezwzględnie.

12:31, r.drozda
Link Komentarze (1) »
środa, 23 stycznia 2008

Jedna korekta, Tango jest czarny jak smoła. Nie wiem dlaczego najpierw usłyszałem, że będzie beżowy. Jak przyjechali to szukałem jaśniejszej plamy w bagażniku a tam niczego takiego nie było. Może najpierw napiszę skąd się wziął taki pomysł na pracę z Tangiem. Otóż doszedłem do takiego etapu w swojej pracy szkoleniowej, może bardziej nauce, że trzeba coś zrobić więcej. Ale już zdecydowanie samodzielnie no i może z większą niezależnością. Samemu robić coś dobrze i chwalić się, samemu popełniać błędy, zauważać to i ganić się. Oczywiście  pomoc i konsultacje będą potrzebne ale to ja muszę mieć ostatnie zdanie. Muszę przejść cały taki cykl i zobaczyć efekty. Inaczej to jakoś nie widzę siebie jako instruktora. Mam nadzieję, że nie polegnę. Przeprowadziłem już wcale nie tak mało różnych zajęć psich, trochę wykładów, w sumie kilkanaście przeszkolonych psów przy moim udziale. Siedem psów własnych, dużo czytam, trochę piszę, ciągle się czegoś uczę, ale jakoś czegoś brakowało. No i przyszła pora na „naukę Tanga”. A to cholernie odpowiedzialna praca, wymagająca bezwzględnej konsekwencji, oczu dookoła głowy, sumienności i dokładności. Już się boję. Luzu też wymaga bo przecież psy to nie cyborgi, na szczęście.

Skąd jest Tango? Jest psem fundacyjnym, prowadzonej przez Sylwię Gajewską Fundacji Pomocna Łapa www.pomocnalapa.pl , zapraszam na stronę. Fundacja szkoli psy asystujące, no i akurat pojawił się Tango i ja ze swoim pomysłem.

O psie niczego dzisiaj nie napiszę, no może to, że jest hmm... bardzo ładny. Leży teraz wtulony w Bertę i Biankę i śpi pod moim stołem komputerowym. Dzisiaj przyglądamy się sobie, a jak będę coś wiedział to się tym podzielę. Spostrzeżenia muszą się chwilę odleżeć, przynajmniej do jutra. 

13:45, r.drozda
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 stycznia 2008

Nazywa się Tango. To świetnie uwielbiam słuchać tanga. Tańczyć nie umiem, ale obawiam się, że nieźle ze sobą potańczymy, choć to przecież chłopak. No ale nie bądźmy drobiazgowi. Tak naprawdę przytupuje z nogi na nogę. Nawet na tą okazję wyczesałem moje dwa suczydła Bertę i Biankę. Nic nie wiem i nie wiem czego się spodziewać. Jutro wszystko, no może raczej nic się nie okaże ale będę miał więcej do powiedzenia.

22.01.2008 

16:26, r.drozda
Link Komentarze (1) »
1 ... 26 , 27