statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
wtorek, 28 października 2008

Psy serwisowe

Od kilku lat mam do czynienia z organizacjami głównie społecznymi o formule non profit. Duża część z nich to organizacje zajmujące się pracą z psami. Począwszy na tzw. dogoterapii a kończąc na ratownictwie górskim. Kilka dni temu spotkałem się ze znajomym z Francji, który szkoli psy na potrzeby armii. Właściwie Legii Cudzoziemskiej. Początkowo usiłowałem stać na swoim naiwnym stanowisku, że to wcale nie jest wielkie haloo. Nauczyć psa rozpoznawania kilku zapachów materiałów wybuchowych. Przy dużym budżecie i możliwościach stworzenia sterylnych warunków wystarczy kilka tygodni. Pies nauczy się migiem rozpoznawania mikrośladów trotylu, czy plastiku. I tu dałem jako psi trener tzw dupy. Zapomniałem o innej kwestii. Nauczyć psa rozpoznawania zapachów to jedno, nauczyć psa do podążania za swoim przewodnikiem to drugie. Żołnierz szukający min jest w ekstremalnie wysokim stresie. Każdy niepewny jego ruch i będzie aniołkiem. Ma obok siebie jeszcze psa, który tupie rozgląda się dookoła i czeka na nagrodę lub zabawę. A tu trzeba mu powiedzieć, stary jak ruszysz głową lub będziesz zipał to wylecimy w powietrze i pozostanie po nas marny puch. Powiem tak, wyobrażam sobie sytuację szkoleniową. Kompletnie nie potrafiłbym znaleźć się w takiej sytuacji. Może dlatego, że zawsze powtarzam w relacji pies człowiek ważniejszy jest człowiek. Ale jak tu zwaloryzować taką sytuację. Pies pomaga ocalić życie innych a jednocześnie, każdy jego niepewny ruch i można wylecieć w powietrze. Nigdy przenigdy, nie będę szkolił takich psów. Wiem jak to zrobić, nie chcę wiedzieć jak one potem to robią. Po tym co usłyszałem od Franka trochę, lub bardzo mnie przytkało. Oczywiście, że wolę nauczyć burka grzecznego chodzenia przy nodze, lub spokojnego warowania. Nauczyć burka spokojnego warowania, od którego zależy ludzkie życie to ponad moje siły. Jednak to wykonalne. Gdzieś tkwi we mnie ciekawość na ten temat. Tylko niech to nie będą bomby i miny. Franek, super szkoleniowiec, ma na co dzień dwa zwykłe kundelki i pięknego Goldena. Powiedział mi, że Minu i Mina, kundelki są piękniejsze od wytwornego Goldena bo w tajemnicy przed nim bardzo często im to powtarza. Dzięki Bogu, że wśród wyrafinowanych psich trenerów są normalni ludzie.

21:43, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008

Wrócę do Goldenek

Berta jest zwykłym psem moim i bezwzględnie moim. Nic nie potrafi, potrafi być tylko moja i egzekwować swoje widzimisię. Robi to jednak nieinwazyjnie i z pełnią jej uroku. Czasami wypuszczam w trakcie zajęć Goldenki. Z nadzieją, że będą demo dogami. Bianka robi świdry i podąża za mną zazwyczaj jak ja tego chcę. Bianka jest super demo dogiem, naturalnie i zawsze spełnia swoją funkcję. Berta nic nie potrafi, naprawdę nic nie potrafi. No może poza tym, że potrafi być. Podchodzi do mnie i czeka na moje zainteresowanie. Jedyną wyuczoną umiejętnością Berty jest siedzenie, żebranie i podawanie łapy. Tego ostatniego nauczyła jej moja mama. Potrafi jeszcze przychodzić do mnie gdy przyjdzie jej ochota na spacer i wokalizować. Mruczy i gada a ja wtedy wiem, że trzeba jej otworzyć drzwi. Moje psy żyją bardzo zrytualizowanie i ja dbam bardzo o to żeby nie psuć tych rytuałów. Berta mówi swoimi sygnałami a ja przez 10 lat nauczyłem się je rozumieć. Bianka mówi szybciej ale też to rozumiem. Nie ma w tym czarów tylko zrytualizowane mechanizmy zachowań, których ja się nauczyłem. Dostosowując się do nich stworzyłem jasną formę wymiany informacji. Berta przechodzi dwa razy dystans między drzwiami i kanapą, mruczy i mówi muuu.. tzn, że już nie może wytrzymać. Wtedy ją wypuszczam na podwórko. Jeśli tylko drepcze tzn, że próbuje mnie oszukać. Berta robi jedną śmieszną rzecz. Śmieszną dla mnie bo daję sobie z tym radę. Gdy wcześniej wpuszczone w towarzystwo innych psów próbuję je obydwie odwołać, Bianka do mnie przybiega i daje się odwołać. Berta na moje pierwsze przywołanie reaguje warowaniem tak jakby chciała powiedzieć nie chcę wracać do mieszkania. Mnie to rozbraja, robi to tak rozkosznie, że musiałem wykształcić rytuał. Polega to na podejściu do niej pogadaniu i zachęceniu do podążania za mną. Zawsze to odnosi skutek ale rytuał musi się odbyć, ważne że jest nieinwazyjny grzeczny i zawsze wzmacniany nagrodą. Wiem robię coś głupiego, ale to mi bardzo pasuje. Lubię gdy mój pies mówi mi a guzik nie wrócę do domu jak do mnie nie podejdziesz, nie pogłaszczesz lub nie dasz mi smakołyku. Za to uwielbiam Bertę. Jednak nie tylko za to. To dziesięć lat bycia z psem i wspólnej nauki. Nawet nie zwróciłem na to uwagi. Kasia to zauważyła jeśli stanę przed Bertą i powiem jej: „Kocham Cię” to stawia uszy do góry. Kiedyś musiała się tego nauczyć. Uwielbiam to bo trafia to mocno w moje potrzeby bycia z psem, myślę, że równie dobrze trafiam w potrzeby psów bycia z człowiekiem. Czasami jak jestem zły na psy, bo ideałami nie są mówię do nich: Nienawidzę was, sprzedam was dwie lub przywiążę do drzewa w lesie. (Nigdy tak nie zrobię). One zawsze stawiają do góry uszy i przynoszą mi jakieś przedmioty do potargania bo nigdy nie mówię tego podniesionym głosem, zagrażającym i złośliwym. Choćby nie wiem co, zawsze poniosę własne konsekwencje a psy będą przy mnie, choćby pogryzły kolejne pary okularów. Berta i Bianka są moimi idealnymi towarzyszami. Robią rzeczy złe i dobre i nie rozumieją ich waloryzacji. Ja robię rzeczy złe i dobre wobec nich a one dokładnie rozumieją ich waloryzację. Właśnie mija rocznica wydarzenia kiedy wtłoczyłem je w bardzo niezrozumiałą sytuację. Przerwałem to i psy bardzo mi za to podziękowały z nawiązką. Obiecuję, że to już się nie powtórzy. 

14:51, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008
Nie masz pieniędzy, a masz chore zwierzę? W Warszawie powstaje pierwsza lecznica, w której psy i koty będą leczone za symboliczny datek.

To pomysł przeniesiony z Wielkiej Brytanii. Tam od lat działa Niebieski Krzyż - sieć lecznic, w których zabiegi wykonywane są za symboliczne kwoty. Inicjatywa bezcenna dla tych, którzy mają chorego psa i kota, a wiedzą, że nie stać ich nas wyłożenie kilkuset złotych na leczenie. - W Polsce jeszcze czegoś takiego nie ma, stąd pomysł, żeby pierwszą taką lecznicę otworzyć w stolicy.

To stowarzyszenie działające od trzech lat, znane wcześniej pod nazwą Patrol Interwencyjny Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami. - Do tej pory pomagaliśmy zwierzętom w naszym małym ambulatorium przy Puławskiej. Leczyliśmy głównie ofiary wypadków. W ciągu miesiąca przewijało się przez nie ok. 50 zwierząt.

Bardzo mi się ten pomysł podoba. Tylko wspierać takich ludzi i już niczego nie nie trzeba komentować.

11:33, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 października 2008
Samcza wrażliwość.

Mam klientów z siedmiomiesięcznym labradorem. Po przygodzie z Tango czuję wielką miętę do czarnych labków. Toro jest wielce pojętnym i elastycznym uczniem. Wystarczają mu dwie trzy sesje i on wszystko wie. Łapie wszystko w mig. Siada, waruje, robi slalomy, podaje przedmioty. Nauczył się tego w 1,5 miesiąca. Chodzi przy nodze bez smyczy i na smyczy. Pies ideał, posłuszny i pracowity do bólu. Jednakże, wystarczy że zaszeleści listek, lub pojawi się w okolicy suczka natychmiast chce kopulować. Zarówno z listkiem jak i z suczką. Nadprodukcja testosteronu po prostu przeszkadza spokojnie żyć Toro i spokojnie egzystować ze swoimi przewodnikami. Próbowałem wyjaśnić Tomkowi i Ani jakie zalety będzie miała kastracja Toro. Godziny rozmów nic nie dawały. Ania była jak najbardziej za. Tomek zapierał się rękoma i nogami, nigdy w życiu nie pozbawię mojego psa męskości. Nie będzie wtedy prawdziwym facetem. Moje argumenty z poziomu fizjologii, medycyny, behawioryzmu w żaden sposób nie trafiały do Tomka. W końcu nie wytrzymałem i przypomniałem sobie jak mądry weterynarz poradził sobie z podobnym problemem wobec swoich klientów. Powiedział mniej więcej coś takiego: Niech pan wyobrazi sobie taką sytuację. W piękny i słoneczny, letni dzień idzie pan Nowym Światem (to taka ulica). Tylko że tym Nowym  Światem idzie tylko pan a reszta przechodniów to nagie, piękne, ponętne, opalone kobiety. Każda puszcza do pana oko i mówi chodź do mnie. Jak pan myśli co ja bym wtedy zrobił? Pointa jest taka. Toro ma na piątek umówiony zabieg sterylizacji. Tomek dał się przekonać. Pracując z psami tak naprawdę pracujemy z ludźmi, którzy pracują z psami. Tak naprawdę coraz bardziej się do tego przekonuję. Bez relacji z przewodnikami możemy wyszkolić jedynie tępą maszynę, która prędzej czy później stanie w poprzek oczekiwaniom właścicieli.

13:22, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008

To ciekawe.

Może to zabrzmi lapidarnie. Nie ma ze mną Tango już prawie trzeci miesiąc. Myślę o tym czarnym diable prawie codziennie. W zeszłym tygodniu pozbyłem się wszelkich swoich obaw związanych z Alturą. Pracowałem z tym psem prawie dwa lata i zobaczyłem w zeszły poniedziałek jak wszystko co z Alturką robiłem działa.

Jest jeszcze Tango. Jednego dnia wyciągnąłem go z bagażnika i jednego dnia zobaczyłem jak znika w tym samym bagażniku i ślad mi po nim zaniknął. Przez siedem miesięcy pracowałem z niełatwym psem. Siedem miesięcy, pracy i zainteresowania czarnym labkiem. Siedem miesięcy sukcesów i dramatycznych porażek. Potem wyjście na prostą i labek znika. Relacje interpersonalne zagodziły w ten związek. Tylko po co? Pies, który służył mi za demo doga i był niedościgniętym wzorem dla kursantów przegrał z interpersonalizacją relacji. Relacji z Fundacją i osobą prowadzącą Fundację. Bez sensu. Pies wyrwany w trakcie szkolenia, bez przekazania, bez rozmowy i wtłoczony w nową dla niego niezrozumiałą sytuację, nie będzie takim jakim oczekujemy, że będzie. Tango nie przegrał, przegrała Fundacja. Tango po różnych, nieudanych przejściach szkoleniowych trafił do zwykłej mniemam rodziny. Kilka dni temu dostałem taką informację: że z Tango nikt nie dał sobie rady. To bardzo ogólnie sformułowana wypowiedź. Mniemam, że nikt poza mną z Tango nie pracował natomiast miał wobec niego wielkie wymagania. To pomyłka merytoryczna popełniona już na wstępie. Radzę się trenerom zajmującym się wcześniej Tango zastanowić nad uniwersalizacją własnych metod pracy i nad realnym sformułowaniem własnych oczekiwań. Tych komercyjnych i tych związanych z organizacjami społecznymi wokół, których funkcjonują. Bardzo cenię wszelkie społeczne inicjatywy, ale odpowiem tak jak mój znajomy swojej małżonce: "Kocham Cię kochanie moje, ale bez przesady ku...mać."

Może ktoś z Was wie coś o Tango.

Pozdrawiam

"Kocham Cię kochanie moje, ale bez przesady ku...mać." Właśnie się poprawiłem tekst nie dotyczył mojej byłej żony tylko jego tzn. małżonki znajomego wyrażającego zniecierpliwienie wobec nadmiernych wydatków swojej żony. Przepraszam za ten błąd Ładę to absolutnie nie miało związku z Twoją osobą.

13:40, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2008

Ciągle siedzi mi w głowie spotkanie z Elą i Alturą. Bardzo spadło ze mnie napięcie, które kiełkowało od roku. Od 2 listopada zeszłego roku. Po prostu co chwila gdzieś mi się pojawiała Alturka i mój wielki niepokój. Altura była moim psem i nagle przestała. Sam do końca nie rozumiem dlaczego? Tego chyba nikt kto rozsądnie myśli nie zrozumie. Jak widać ja czasami myślę nierozsądnie, tak jak większość ludzi. Wczoraj po raz pierwszy nadałem tytuł mojemu wpisowi na bloga. Bo właśnie to jeden z takich przełomowych momentów, zakręt, przy którym psy pomogły mi utrzymać pasmo drogi. Coś się skończyło, skończyły się moje niepokoje. Coś się zaczęło, piękna przygoda Altury i Eli. Ja już tylko będę stał z boku i patrzył się z uwielbieniem na ich dokonania. Mam w tym jakiś swój wkład i czuję z tego powodu wielką satysfakcję. Jestem dzisiaj szczęśliwym psim trenerem.

12:39, r.drozda
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 października 2008

Altura śmietnik i ja

Alturka w pełni

Odpędzam cygarem demony i choć chwilę medytuję

21:53, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Zacznę od zupełnie czegoś innego.

W kulturze pierwotnych mieszkańców obydwu Ameryk jest pewne mocno osadzone ziele. To tytoń. Nie jest to tytoń, który znajdujemy w papierosach, fajce czy cygarach. To jakby pramatka tytoniu. To z czym mamy teraz do czynienia to potomkowie bardzo wyrafinowanej rośliny. Tytoń był i jest bardzo obrzędową rośliną. Towarzyszył większości plemion zwanymi Indianami w rytualnych obrzędach odpędzania złych mocy, złych duchów. Palenie tytoniu w kadzidłach towarzyszyło też zupełnie innemu ceremoniałowi. Zaczynaniu czegoś nowego, np. polowania lub kończeniu polowania. Zaczynaniu czegoś nowego, np. narodzin lub śmierci. Zawsze coś dobre na początku i na końcu.

 

W poniedziałek pojechałem z Kasią do Krakowa. Przyznaję, że moim głównym celem było zobaczenie choć na chwilę Altury, przytulenie jej i dotknięcie aksamitnej, skołtunionej sierści. Choć na chwilę poczuć, jej kosmatą łapę opartą na mojej stopie i ciężkie cielsko wbijające się i opierające się na mojej nodze. Podrapać ją po brudnej brodzie i spojrzeć w zasłonięte firaną włosów oczy. Bardzo wierzyłem, że mnie zapamiętała, bardzo bym zaakceptował gdyby tak nie było. Choć jednocześnie bym „umarł” z żalu.

19:15, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Przyjechaliśmy do Krakowa. Wychodząc z dworca powiedziałem Kasi: Wiesz ja wcale nie lubię tu przyjeżdżać. Za dużo w tym złych emocji i nierozwiązanych spraw. Zatem zamiast najpierw wałęsać się po Krakowie pojechaliśmy natychmiast do Eli i Altury. Podjeżdżamy w umówione miejsce, z daleka widzę Elę i „mojego” czarnego potwora. Wysiadamy z taksówki. Witamy się z Elą. Mi łapy drżą i wyciągają się w kierunku Altury, ale zachowuję spokój. Żadnego przywoływania, żadnego narzucania się. Altura chodzi sobie wokół nas jakby nic specjalnego się nie działo.

 

Nagle zbliżam się do Altury i mówię jej równaj. Altusia moja kochana, natychmiast załapała. Nagle wysiadł z taksówki facet i Altura zaczęła z nim ćwiczyć wszystko co potrafi. Chodzenie przy nodze, zwroty w lewo w prawo. Siad i waruj, przedłużone z odwołaniem i dostawianiem się do nogi. Już nie wspomnę lub wspomnę, o trudnym ćwiczeniu odwoływania na kwadrat z pozycją waruj. Tego nikt z nią nie ćwiczył od roku. Uwielbiam tego psa, mimo tego że porzuciliśmy siebie rok temu. Porzuciliśmy siebie, czy tylko rozstaliśmy się, żeby wszystko to co wypracowaliśmy razem znalazło swoje rozwiązanie? Znalazło rozwiązanie.

 

Rozwiązaniem jest Ela i jej małżonek Leszek. Alturka jest już psem wpisanym w ich życie i tryb ich życia. Pasja z jaką mówią o Alturze jest wyśmienita. Pasja z jaką zajmują się tym psiakiem jest wyjątkowa. Tu składam ukłony wobec Fundacji Alteri, która mniemam zaakceptowała stan istniejącej rzeczy. Altura musi zostać z Elą, jeśli miało by być inaczej własnymi rękoma zaduszę każdego oponenta.

18:56, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Altura stała się mimo własnej woli psem eksperymentalnym. W jej wykształceniu miała niebanalny i olbrzymi wkład Agnieszka, z tego co wiem pracowała z nią Magda, Jacek i ja. Ja, jak do tej pory najdłużej i bardzo systematycznie. Teraz jest Ela i odczepmy się od niej. Alturka powinna zostać najpierw psem rodzinnym Eli. Potem jeśli Ela wyrazi ochotę i gotowość, to może razem coś pokażą. Żeby jednak gdzieś wystąpiły, Ela i tylko ona powinna zaakceptować to podanie. W czterech egzemplarzach, podpisane przez nią, papieża, prezydenta Boliwii, burmistrza miasta Banialuka, dwóch dowolnie wybranych mieszkańców Krakowa i dwóch z Warszawy w tym jedno dziecko w wieku nieprzekraczającym 1,5 roku. Podpis powinien być czytelny i niebudzący wątpliwości.

Już nie pamiętam kiedy poznałem Elę. Dwa lub trzy lata temu. Jeszcze latem zeszłego roku widziałem jak mało poradnie dawała sobie radę z Tymkiem, właściwie z każdym psem. Dużo nieporadności, nie niepewności i obawy przed kontrolującym okiem instruktora. Poznałem Elę jako bardzo uważnego słuchacza wykładów i precyzyjnego recenzenta. Niestety z psami nie dawała sobie rady mimo jej wielkiego uroku i emanującego ciepła.

 Tym bardziej miałem wątpliwości czy Ela da sobie radę z Alturą. Przyjeżdżam po roku i co widzę? Wyprostowaną, rozluźnioną i pewną siebie Elę. Wyprostowaną, rozluźnioną i pewną siebie Alturę. Dwie pewnie kroczące wokół siebie Panie wpatrzone w siebie, pełne wzajemnego zrozumienia, uwielbienia i jasnych komunikatów. Najbardziej ekologiczny miód spływający z dzikiej pasieki.
18:39, r.drozda
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3