statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010

Wróciłem z wieczornych zakupów, zmokłem niemiłosiernie. Może potrzebowałem takiego kubła wody na głowę. Jak się idzie po ciemku i w deszczu to się myśli przyczepiają. Do mnie przyczepiła się jedna, którą powtarzałem jak mantrę. Co mam zrobić przed zimą? W drodze powrotnej zamieniłem to na: Co ty właściwie teraz robisz? Dwa pytania, na które łatwo znaleźć odpowiedź, a na które trudno przed samym sobą odpowiedzieć. Na pierwsze odpowiedziałbym mnóstwo. Na drugie, nic sensownego, tracisz czas. Bo to prawda. Oczywiście coś robię ale czuję się jakbym cofnął się o kilkanaście lat i zapomniał o tym co w sobie rozwijałem i intensywnie nawoziłem, jako dorosły mężczyzna. Pierwsze półrocze 2010 było dla mnie trudne, czasami bardzo, czasami kompletnie nieudane. Właściwie nic nie poszło po mojej myśli. Praca dla drukarni, hm dobrze, że jest daje dochód ale powoduje, że zupełnie zniknęła mi para do robienia czegokolwiek innego. Trochę, nawet sporo niespełnionych nadziei finansowych. Szarpany i jak się okazało zupełnie nieudany koniec związku z Kasią i wysysający moją aktywność. Odłogiem leżące od dwóch miesięcy moje książki i kilka artykułów. Wręcz niechęć do ich kontynuowania. Mało intensywna praca z psami jak na moje możliwości. Po prostu jak się na siebie spojrzałem przed chwilą w lustrze to mógłbym powiedzieć: zeszło z ciebie powietrze. No ale z drugiej strony, to nie jest prawda. Nigdy w życiu w tak krótkim czasie lata, nie zrobiłem tak zdyscyplinowanie tyle km na rowerze. Średnio dziennie po 30-35 km. Na liczniku rowerowym wyszło mi do wczoraj 1960 km. Śmieszne bo to rok moich narodzin. Ale to kawał drogi po lasach i bezdrożach. Pracowałem z wieloma, wieloma psami i bardzo mi to dobrze wychodziło, było nawet kilka spektakularnych sukcesów, ale to nie tak jak wcześniej. Napisałem jednak kilka artykułów, z powodzeniem, ale to nie tak. Miałem kilka wykładów w środowiskach naukowych, przy których ludziom szczęki opadły, ale to nie tak. Odnowiłem mieszkanie, ale nie wycyklinowałem podłogi, to nie tak. Zrobiłem wiele, ale mam wrażenie że stoję na pozycji zero. Wszystko co robiłem, robiłem sam, z zerowym wsparciem emocjonalnym kogokolwiek. Aż dziw mnie bierze, że wszystko co wokół mnie stoi na swoim miejscu i jeszcze się nie rozleciało. W sumie powinno być świetnie. W tym roku skończyłem 50 lat. Przeszedłem tą rocznicę fatalnie. Zabawne bo tak samo fatalnie przeżyłem 30 rok, a dla odmiany 40 świetnie, wręcz rewelacyjnie. W tym roku było źle. Tym bardziej, gdy ludzie na których Ci zależy, zajmują się innymi osobami lub sprawami. A ja krzyczałem wtedy o zainteresowanie się mną wręcz o pomoc. Kończąc 50 lat odbiło mi się czkawką wiele zaległości. Tych, z którymi nie dałem sobie rady i tych, które nie dały sobie rady ze mną. Ale pisząc ten tekst, dałem upust chwilowej niemocy, zaraz to przejdzie i ruszę do ataku. Mam tylko nadzieję, że zima nie przyjdzie we wrześniu, bo jak tak, to wpadnę w depresję. Ale nie przyjdzie tak szybko. Jest źle i dobrze.

Dlaczego o tym piszę na moim blogu? Bo przypomniałem sobie, że w założeniu nie miał być to blog  nie tylko o psach, ale o mnie również i o moich zakrętach. Jestem na zakręcie. Czy pomagają mi w tym psy? Gdyby nie one mógłbym zakręcić nie w tą stronę.

22:56, r.drozda
Link Dodaj komentarz »