statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
sobota, 30 sierpnia 2008

No ale nie wszystko co się dzieje, dzieje się przyjemnie. Przyjechał też Hektor - Amstaf i Andy - niby Amstaf. Obydwaj właściciele zgłosili problem z agresją wobec innych psów. Umówiłem się na dwa odrębne spotkania w godzinnych odstępach. No ale jeden przyjechał za wcześnie drugi za źno, obydwa psy przyjechały w jednym czasie. No i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, już na ulicy przed moją furtką Andy złapał za kark Hektora i wbił w niego zęby, tak mocno, że lała się krew i to mocno. Wybiegłem z domu i jak to już ostatnio robiłem. Lewa ręka - prawa tylnia łapa, prawa ręka - lewa tylnia łapa. Tak złapałem Andy. Poczekałem aż poprawi uchwyt i w tym momencie wykonałem obrót. Udało się psy rozdzielić. Najgorsze, że w tej panice właściciel Andy puścił smycz i uciekł. To ja musiałem jeszcze złapać smycz i przytrzymać psa. Potem był weterynarz, którego musiałem wyrwać z weekendowych pieleszy. Rozmowa z właścicielami psów o ich niesfornym zachowaniu i niedotrzymaniu umowy z warunkami spotkania. Jednak zastanowię się nad przyjmowaniem psów na szkolenia z tzw listy. Do tego musi być odrębna procedura i taką zastosowałem. Nie zastosowali się właściciele, mimo wcześniejszych ustaleń. ż, byłem tylko świadkiem i rozjemcą, ale nie chcę być ani jednym, ani drugim. Popołudnie dużo mnie kosztowało, to bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Głupie, niepotrzebne jak wracanie do rzeczy niepotrzebnych. Ciekawe czy ktoś z Was miał takie doświadczenie?

22:24, r.drozda
Link Komentarze (1) »

Witam po przewie.

Kłopoty z komputerem i internetem. Chwila milczenia. Jest wreszcie nowy komputer i nowy Internet i cała masa zaległości do odpisania. Postaram się to nadrobic, łatwo nie będzie. Dzisiejszy dzień zaczął się sennie i spokojnie. Był długi choć to już sierpień i zmrok zapada wcześniej. Przed południem przyjechał do mnie mój pupil Dino i pupilka Tosia. No i znowu trochę mnie przytkało Dino ćwiczył warowanie w rozproszeniach. Ale jakich?! Przechodzenie nad głową, spadające obok metalowe rurki itp. Wszystko w obecności moich wałęsających po ogrodzie Goldenek i rozbrykanej małej bernenki Berny. Chyba przestanę pisac o Dino bo jeszcze go rozpaskudzę w komentarzach, że już nie wspomnę o właścicielach. A tak serio, to ciągle ich podziwiam za wytrwałość i konsekwencję. Najbardziej mnie wzruszają skrupulatnie zapisane przez Anię pytania do mnie o każdą najmniejszą wątpliwość. Ania i Andrzej są idealnymi partnerami dla Dino. A dla mnie są wymarzenie idealnymi klientami do współpracy. 

Była też Tosia. Też wcześniej o niej pisałem i obiecywałem jakąś głębszą analizę przypadku. Jeszcze się wstrzymam, ale napiszę co się dzieje. Już nie ma Tosi bojącej się kiwających na wietrze traw. To już “bardzo prawie” wyszkolony pies. Siada, waruje, robi nawet żne sztuczki. Dzisiaj w ciągu kilku minut zakapowała niepodejmowanie pokarmu z ziemi. Chodzi przy nodze, jest odwoływalna. Ale co najważniejsze dzisiaj kilka razy przybiegła do mnie gdy byłem konkurencją dla jej Pani. Jeszcze 1,5 miesiąca temu sukcesem było gdy komukolwiek udało się do niej zbliżyć. Wielka praca właścicieli psa poparta budowaniem bardzo rozsądnej i spokojnej relacji. Relacji z psem po przejściach. Trudnych dla zaakceptowania dla psa i dla wrażliwych ludzi.

22:21, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2008

Coś jednak powinienem napisać. Nie ma ze mną Tango już drugi tydzień. Jak to z psami szkolonymi do pracy bywa, pojechał dalej żeby się uczyć. Jest naprawdę w dobrych rękach Zuli i Marty. Mocno trzymam kciuki za jego powodzenie w dalszym szkoleniu. Bardzo, bardzo wierzę w Tango i jego nowych opiekunów. Tango ma w sobie niezwykły potencjał, to kiedyś zaprocentuje. Zatem przyszedł czas, żebym zakończył wątek „No i padło na mnie” związany z Tango. Te siedem miesięcy pracy z Tango to wielka szkoła. Szkoła poznawania i dostarczania bodźców psu, który ma z góry ustaloną dla siebie rolę. To godziny skupiania własnej uwagi na najdrobniejszych fragmentach zachowań. Siedem miesięcy z Tango było chyba dla mnie jednym z ważniejszych doświadczeń w moim życiu. Bardzo dużo nauczyłem się przy tym psiaku i jest to wartość, z której zawsze będę czerpał.

Życie znajduje swoją kontynuację bo się toczy. Pasjonuje mnie praca z psami. Nigdy od tego nie odejdę. Nagle pojawił się telefon od mojego przyjaciela Jacka. No i powstał pomysł żeby stworzyć szkołę Wesołej Łapki w Warszawie. Bardzo cenię Jacka, jego pomysły, jego pracę. Jestem bardzo, bardzo blisko tego co robi. W końcu sam pobierałem od niego nauki a potem nawet razem prowadziliśmy zajęcia. To były naprawdę bardzo intensywne i merytoryczne spotkania, podczas których dzieliliśmy się doświadczeniem i wiedzą.No i dzwoni do mnie Jacol123 z propozycją poprowadzenia szkoły Wesołej Łapki w Warszawie. Pewnie, że taka szkoła powstanie. 15-16 września to termin kiedy spotkam się z pierwszymi kandydatami na nasz kurs "Pies, Twój Przyjaciel". Już się cieszę na te spotkania. Mój blog nadal działa i będę w nim nadal pisał o tym co zdarza się gdy mam wokół siebie psy.

Wszystkich zainteresowanych szkoleniem bardzo serdecznie zapraszam. Zgłoszenia na szkolenie proszę kierować przez stronę internetową  http://www.wesolalapka.pl/

Pozdrawiam
Robert Drozda

11:54, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

ANEKS

Moi rodzice, mieszkający obok wywieszają flagę biało – czerwoną w dniu rozpoczęcia Powstania Warszawskiego zdejmują go w dniu kapitulacji. Bardzo ich za to szanuję, przyznam że czasami zapominam o tych dniach. A to taki banał, były dni kiedy co 20 m leżał w Warszawie ktoś poległy. Moi sąsiedzi z ulicy w dniu rozpoczęcia igrzysk w Pekinie wywiesili wielką flagę Tybetu. Nie mam takiej flagi i bardzo żałuję. Wydrukowałem sobie, taka małą na A4 i przykleiłem na szybie. Jutro każda szyba będzie miała taki znaczek.Wolny Tybet

Robert Drozda

17:36, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Przyszedł czas na rewitalizację umiejętności Bianki. Wróciliśmy do codziennych ćwiczeń. Bianka potrafi mnie zaskakiwać swoją ciągle otwartą gotowością do nauki czegokolwiek. Szkoleniowo jest psem marzeniem. Przynajmniej dla mnie. Nie mam zamiaru startować w żadnych zawodach, ani zdawać z nią żadnych egzaminów. Bianka jest obok mnie bo wzajemnie wypełniamy luki naszych potrzeb relacji człowiek - pies. Z Bertą jest podobnie, tyle że w jej przypadku, wystarczy że jest. Ten tydzień trochę mnie obudził. Zobaczyłem w jak dużym napięciu moje psiaki musiały wytrzymywać wszystkie zmiany jakie fundowałem im przez ostatnie dwa lata. Teraz od tygodnia jest inaczej. Codziennie ćwiczymy z Bianką i znajdujemy czas, na spacery szkoleniowe i te rekreacyjne. Jakbym na nowo zobaczył moje Goldenki, choć znam je dobrze. Te „nowo” jeszcze może się zmienić. Wreszcie komuś, udało się zrobić mi zdjęcie z Bertą i Bianką, kiedy naprawdę jestem zadowolony. Nawet miałem na głowie czapkę z napisem wspierającym niezależność Bretanii. To był miły i spokojny dzień. Kasiu dzięki za wsparcie. 

15:09, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 sierpnia 2008
Dino nie robił nic, poza tym żeby przymilać się do swoich przewodników. Choć czasami próbował przymilać się do innych psów. Zobaczyłam Anię i Andrzeja wreszcie zadowolonych i nawet wyluzowanych. Dino chodzi wśród innych, ludzi i psów. Nie trzeba interweniować ani awaryjnie go przywoływać. Jest i już, drobne przywołanie Dino i jak kijanka przybiega do właścicieli.Co się zmieniło? Pierwsza sprawa to wejście w równowagę hormonalną po sterylizacji. Druga sprawa to wcześniejsza praca właścicieli, i wyrobienie w Dino mechanizmów zachowań znajdujących zastosowanie po osiągnięciu równowagi. Przy braku nadmiernej ilości hormonów zakłócających naturalne mechanizmy zachowań, wyuczone zachowania stają się substytutem dla braku hormonów. Zatem Dino węsząc po terenie i szukając impulsów środowiskowych, reaguje najpierw na swoich właścicieli i ich przywołania. Prościej, mogę to tylko sobie wyobrazić, ale to nie jest wartość merytoryczna tylko opisowa. Może Dino sobie myśli?: Jakaś wewnętrzna siła nie każe mi gonić od słupa do słupa, bo wyraźniej słyszę jak ktoś mnie woła, Dinooo! No i przybiegam, a to jest tak samo miłe jak wąchanie obsikanych słupów. Bardzo to opisowe i mało merytoryczne z punktu widzenia behawiorysty. Dokładnie prześledzę całą tzw. terapię Dino i wtedy powstanie skrupulatna analiza behawioralna. Na razie to tylko wartość opisowa i proszę żebyście tak ją czytali.

Dużą zmianę w zachowaniu Dino wprowadziła obroża uzdowa. Tu jednak mam swoją refleksję. Obroża uzdowa, halter, czy gentle leader jakby to nie zwać jest skuteczna. Jednak nie zawsze. Producenci zachwalają to rozwiązanie jako niezawodne. Instrukcja obsługi jest jednoznaczna niczym unijne przepisy. Jednak nie zawsze dobrze przetłumaczona. Już kilka osób z którymi miałem do czynienia zrozumiało, że gentle leader należy podpiąć do jednej smyczy a zwykłą obrożę do drugiej. Efekt był taki, że po pierwszej próbie z zaplątanymi smyczami właściciele rezygnowali. Podobnie było w przypadku Dino. A tu wystarczy jedna smycz zwykła, lub jedna z dwoma karabińczykami. O tym jak to zrobić, następnym razem. Zresztą nie w gentle leader tkwi sposób na zaprzyjaźnienie się ze swoim psem, to tylko środek wspomagający nie rozwiązujący problemu. Są jeszcze inne delikatniejsze metody, są też metody okrutne. Tych nie lubię i nie będę o nich pisał.  

Ostatnie zdjęcie Tango z moimi Goldenkami.

Spacer i wsólne węszenie.

Nawet jak zdyszane to tylko My. 

20:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 sierpnia 2008

Dzisiaj trochę o Dino. Miałem napisać wcześniej ale czas mi uciekł. Dino był na naszych byłych comiesięcznych spotkaniach w lipcu. Wiekszość czasu, Dino i jego właściciele przesiedzieli w krzakach. Pies był potwornie napięty i zirytowany obecnością innych przedstawicieli gatunku. Teraz myślę, że może było by lepiej, żeby wtedy wrócił do domu. Z punktu widzenia psa to byłoby wtedy wskazane. Z punktu widzenia szkoleniowca dobrze, że został. Mogłem spokojnie popatrzeć się na jego reakcje i sposób dawania sobie z tym rady jego właścicieli. Bardzo całej trójce współczuję bo to naprawdę nie było komfortowe. Teraz myślę również, że to spotkanie stało się świetnym punktem odniesienia. Odniesienia do procesu zmian, które później wystąpiły u psa i jego właścicieli. Po spotkaniu Dino został wysterylizowany. Były potem huśtawki hormonalne i bardzo niestabilne zachowania. Pisałem o tym wcześniej. W tym zamieszaniu nie pozostało mi nic innego jak tylko wspierać właścicieli i prosić ich żeby nie pękali. Wierzyłem, ze zmiana nastąpi. W międzyczasie, jeszcze na etapie dużej niestabilności zachowań Dino spotkałem się z właścicielami. W trakcie spotkania zaproponowałem Andrzejowi, żeby pochodził sobie z moją Bianką. Bianka, jak to ona dała się prowadzić równiutko przy nodze bez szarpania, wpatrzona na swojego przewodnika. Najpierw Andrzej zadał pytanie
-          Czy ona pójdzie tak z każdym?
Odpowiedziałem, że nie wiem. Właściwie trochę mnie to zastanowiło. Potem Andrzej powiedział, ja chcę taką Biankę.
-          Spokojnie Dino też taki będzie.
Odpowiedziałem. No i w ostatni weekend przyjechał Dino. Znowu na moim podwórku biegało kilka psów. Trzy moje, trzy inne. Nie było w tym żadnego zamieszania. Jakieś tylko smętne resztki ustalania relacji. A co robił Dino? 

CDN.         

18:13, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2008
No i minęło 24 godziny. To potwornie trudne szkolić asista. Właściwie zajmuje to cały czas ze wszystkich 24 godzin na dobę. Od wczoraj mam wrażenie, że nie mam co robić. Oczywiście, że mam bo jeszcze nie skończony folder i jakieś 12 godzin pracy. Wizyta w urzędzie skarbowym itp. Jednak jeśli już wszystko zrobię czuję się wyjałowiony. Aktywności mi nie brakuje. Mail za mailem, telefon za telefonem. Wszyscy dzwonią jakbym był wybawieniem na wszelkie problemy. Zgadzam się,deklaruję pomoc, wszystko skrzętnie zapisuję. Jednak chyba dorosłem do trochę większego własnego egoizmu. To nie będzie łatwe, ale chyba musi się zdarzyć. Jednak ciągle nie mam co robić, bo nie ma Ta....Jednak po 24 godzinach brakuje mi jego czarnego spojrzenia i mlaskania wokół uszu. Jest jednak Bianka i Berta. Moje dwie ulubione Goldenki, które wydają się zdumione, że potrafię poświęcić im tyle czasu. Chyba już dosyć z zajmowaniem się we własnych pieleszach innymi psami. Mam Ber i Bia i to wystarczy. Koniec z hotelami i robieniem komukolwiek tzw. „dobrze”. Od wczoraj dbam tylko o siebie i swoje psy. Nawet nie wiem czy z taką nonszalancją powinienem wpuszczać, do siebie psy, które robią spustoszenie w resztkach mojego ogródka. Może wrócę do etapu kiedy miałem wypielęgnowany ogród i dwa psy, które wiedziały, którymi ścieżkami podążać. Tak wrócę do tego i wrócę do moich zaniedbanych Goldenek za co bardzo je przepraszam. Robert
13:58, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Minęło znowu kilka dni. Obserwuję bacznie Tango w różnych sytuacjach. Jeszcze tydzień temu na spotkaniu z innymi psami urządził mi taniec św Wita. Wczoraj było przez chwilę podobnie, ale tylko chwilę. Potem psy pętały się po podwórku z niewielkim wzajemnym zainteresowaniem. Wyraźnie spadają z niego napięcia. Dzieje się to szybciej i w taki bardzo zauważalny sposób. Polubił znowu klatkę. Może nie jest to kwestia lubienia jej tylko innej dynamiki zachowań. Wcześniej wchodził do klatki i albo trochę wokalizował a potem się uspokajał i zasypiał. Od trzech dni wędruje do klatki, kładzie się i śpi póki go nie wypuszczę. Już nie wspomnę, że sam sobie otwiera klatkę gdy jest zamknięta i do niej wchodzi, wrócił do tego co było jakieś trzy miesiące wcześniej. Nie ma też problemu z zostawaniem samemu, a ostatnie dwa trzy miesiące nie były czasami łatwe. Dużo ćwiczyliśmy nad hasłem zostań...... No i już nie będę więcej pisał o Tango. Skończył się temat wraz z zatrzaśnięciem furtki, Tango pojechał do Sylwii. Zakończyliśmy współpracę, nie wyszło to komfortowo. Trudno czasami tak trzeba. Nie będzie mnie w Pomocnej Łapie, nie będzie mnie na szkoleniach. Zaczynam kolejny etap.  
15:31, r.drozda
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 sierpnia 2008

Witam

Kilka dni temu przeczytałem na forum Szansa dla Goldenów, że jestem behawiorystą. Sam jestem nieźle zakręcony nt. Goldenów, zatem chyba dobrze trafiłem. Jedna uwaga nie jestem behawiorystą i za takiego siebie nie uważam. Jestem psychologiem od ponad 30 lat mam wokół siebie psy a od kilku lat intensywnie szkolę siebie, psy, czasami innych ludzi. Jeszcze chwila i będę mógł powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Tak, jestem behawiorystą. Mam dużą pokorę wobec wiedzy z zakresu psychologii, psychofizjologii i etologii. Jeszcze kilka książek, seminarium w Dijon. Szkolenie we Francji wyjazd zimą do Londynu, certyfikat. Kilka rozmów no i własne doświadczenia, tego na szczęście mi nie brakuje. Mam wrażenie że ostatnie trzy lata to tylko praca z psami szkolenia i doradztwo, no właśnie behawioralne. Może się na mnie środowisko obrazić, ale uważam, że bez pogłębionej wiedzy nt. psychologii,  tej poznawczej szczególnie nie da się być dobrym doradcą analizującym mechanizmy zachowań zwierząt. Bardzo unikam postępowania wg. procedur. Niestety współczesny behawioryzm stworzył dziesiątki procedur pozwalających ludziom ich wyuczonych, sypać nimi z rękawa jak opadającymi z drzewa śliwkami. Ja tak robić nie będę. Ostatnio często słyszę pytanie „dlaczego?”. Mogę odpowiedzieć jak behawiorysta, bo jest taka procedura. Mogę chwilę pomilczeć i nic nie odpowiadać. Mogę poszukać rozwiązania, które poparte wiedzą będzie, no właśnie czy trafne? Musi być trafne, zgodne z moją wiedzą i sumieniem osoby doradzającej. Jednak jestem zwolennikiem holistycznego podejścia do każdego zjawiska. Zdarzenia, występujące w naszym świecie trzeba ujmować całościowo i organicznie. Wywiad, obserwacja, notatki, rozmowy i wiedza z tego zaczerpnięta nie służą tylko do wybrania z odpowiedniej półki odpowiedniej procedury. Służą może do tego żeby w tych procedurach szperać i zastanawiać się nad ich skutecznością. Służą może do tego żeby być kreatywnym i tworzyć własne rozwiązania. Warunek, jeden, poparte rzetelną wiedzą merytoryczną. Analizując zachowania zwierząt, o ludziach nie wspomnę bo to świętokractwo, nie można mieć gotowej apteczki, z której wyciąga się lekarstwo na zauważony kłopot. Może można, każdemu w zasadzie wolno wszystko. Tylko, że wtedy konsekwencje niech spadną na nas, nie na osobę której doradzamy. Niestety tak się zazwyczaj nie dzieje. Doradzamy, doradzamy a jak nie wychodzi mówimy trudno i szukamy nowego pomysłu. Ja wolę pomilczeć, przemyśleć, pomyśleć trzy razy obejść własna dumę, porozmawiać, popatrzeć, nie komentować i w końcu wydusić z siebie przetrawioną decyzję. W tym jestem stanowczy, tak samo jak w nie przyjmowaniu szybkich i stanowczych relacji. Pokora wobec wiedzy nauczyła mnie jednego, może nie jednego, to zbytnie uproszczenie. Nauczyła mnie, ze nigdy nie będę najmądrzejszy jak nigdy nie mogę być pewien tego, że Bianka znowu mnie nie dziabnie, a przecież tak było kilka tygodni temu. Natomiast bycie „za pan brat z wiedzą” bardzo przybliża mnie do pewności w podejmowaniu decyzji za które potem muszę i chcę brać odpowiedzialność. Po prostu lubię pławić się w rzetelnej wiedzy.O rany, prawie napisałem jakiś manifest. Chyba jednak potrzebowałem takiego tekstu. Dobrze, że go napisałem. Jest to jakaś moja deklaracja, na pewno wypowiedziana wprost. Z tym nigdy nie miałem kłopotu i oby tak pozostało. Jednego jestem na dzisiaj pewien do nikogo oczekiwań wobec mnie nie będę się dostosowywał. Inaczej przestanę być Robertem Drozdą.     

01:54, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2