statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
poniedziałek, 28 lipca 2008

No i wracam do systematycznego opisywania przygody z Tango. Ostatnie dwa tygodnie były trudne, głównie dla mnie co bardzo wyraźnie odbiło się na relacjach moich z moimi psami. Najpierw była Kokarda i w drugim tygodniu psy wypowiedziały sobie co czują wobec siebie gdy jeden chrupek zniknie w bluszczu. Kokarda ma ranę pod okiem, Bianka dwie dziury na faflach, ja palec przedziurawiony na wylot. Pierwszy raz w życiu rozdzielałem psy. Jak to zrobiłem odpowiem tylko mailowo. Jedno jest pewne, na pewno zrobiłem to bardzo behawioralnie, nie awersyjnie. Inaczej bym tego nie przeżył choć do dzisiaj trudno mi się z tym pogodzić. Po wypadku Bianka i Koka spały wtulone w siebie jak dwa aniołki. Poszło o żarcie o instynkt, który niestety rozbudował się w Biance ponad miarę. A może to tylko moje jej odstawienie i zaniedbanie. Zaniedbałem Biankę i teraz dostaję za to bęcki. Bianko przepraszam, nadal będę się tobą zajmował i pieścił twoje oczekiwania.

Potem było spotkanie przyjaciół. Tak jak zwykle spotkaliśmy się z psami u mnie w Radości. Jest to niezwykłe, uwielbiam mieć wokół siebie tylu zapaleńców. Tym razem do grona trenerów dołączyła Zula ze swoją Philą.

Był jak zwykle bardzo udany pobyt pod kolumną Zygmunta i popisy naszych psów. Były godziny dyskusji i merytorycznych rozmów na tarasie. Było sprzeczanie się o rzeczy drobne i istotne. Było wreszcie spotkanie przyjaciół. To taka wartość, której nie da się zakleić byle plastrem. Bardzo Wam jeszcze raz dziękuję za spotkanie.

Cóż dodam, w trakcie naszego spotkania dostałem wiele interesujących wskazówek dotyczących postępowania z Tango. Bardzo staram się je stosować, choć ciągle mam wobec niego swój plan. W szkoleniu asistów są tylko ogólne reguły i tych należy przestrzegać. Są reguły które wiążą się z osobniczym podejściem i analizą przypadku. Jak pogodzić jedno z drugim? Rozwijanie wiedzy merytorycznej plus doświadczenie, co staram się robić. Nie, nie staram się, ja to robię po prostu i już. Zobaczymy bo czeka nas zmiana.

We wtorek jedziemy z Tango na obcięcie. Będzie kastratem. Zmiana po takim zbiegu następuje po 24 godzinach. Brak nadprodukcji testosteronu powoduje zmiany w zachowaniu. Trzeba to tylko wyłapać i odpowiednio wzmocnić. Jak to przebiegnie w przypadku Tango? Nie wiem z punku widzenia sprawy na poziomie psychofizjologicznym. Na poziomie behawioralnym będę się starał żeby, wszystko przebiegło zgodnie z oczekiwaniami. Jak to zrobię, jeszcze do końca strategii nie mam. Zobaczę jak ten gałgan da sobie z tym radę.  Wierzę, że da sobie radę, a ja razem z nim.

14:48, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lipca 2008

"Jeszcze chwila jeszcze momencik zaraz nasz program zacznie się kręcić" jak mówił smok Pankracy. Dajcie mi kilka dni i wrócę do uzupełniania wpisów
Robert

21:45, r.drozda
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 lipca 2008

No i co mam pisać skoro Małgosia robi to za mnie. Napisała kolejny fragment baśni, Jest taka książka prof.Kozieleckiego "Smutek spełnionych baśni", ksziążka mocno się zestarzała. We mnie tkwi mocno już prawie 30 lat, Tekst Małgosi przypomniał mi, że niespełnone baśnie gdzieś wokół fruwają i się nie kończą.

Puszka Pandziory

Popołudnie było bardzo ciepłe, wręcz gorące, słońce świeciło, po niebie leniwie przetaczały się białe baranki i nic nie zapowiadało nadchodzącej burzy.

Tango, Kokarda i Bianka spędzały czas w ogrodzie, zajmując się swoimi sprawami. Tango pogonił jakiegoś wyjątkowo pięknego motylka, czasem kłapnął zębami w stronę przelatującego ospale trzmiela, to znowu przypatrywał się Kokardzie, która jak zwykle czyściła swoje błyszczące futerko. Bianka drzemała w cieniu bzu, od czasu do czasu strzygąc uchem, gdy któryś trzmiel zapędził się zbyt blisko niej.

Drozda siedział na tarasie i pisał coś na tej swojej magicznej, lekko szumiącej skrzyneczce. Czas płynął leniwie, a po niebie przetaczały się trochę jakby ciemniejsze i większe baranki. Tango przeciągnął się, otrzepał futerko, wspiął się na taras, podszedł do Drozdy i szturchnął go noskiem. Drozda podrapał go pod brodą, podrapał się po brodzie i wrócił do pisania, oczywiście strącając coś ze stołu.

„Ale z niego niezdara” – pomyślał Tango, szybko podnosząc leżący na ziemi długopis i podając go Droździe.

        Dziękuję, Tango – powiedział Drozda – Taka tu cisza i spokój, ale chyba nadchodzi burza... – dodał, patrząc w niebo.  

„ Burza? Jaka burza?” – pomyślał Tango, po czym zwinął się w kłębek u stóp Drozdy i zapadł w drzemkę. A po niebie krążyło więcej i więcej coraz ciemniejszych baranków.... Ile czasu spał – sam nie wiedział, obudziło go szuranie krzesła. Zaspanymi jeszcze oczkami spojrzał na Drozdę, który właśnie wstał i przeciągał się, mrucząc pod nosem coś o „ starych kościach”, potem popatrzył na niebo i ze zdziwieniem stwierdził, że zrobiło się prawie czarne, zniknęły gdzieś te miłe baranki, a w oddali słychać było grzmoty. 

Drozda poczłapał do kuchni i nastawił wodę na herbatę, a Tango dla towarzystwa poczłapał za nim. Drozda zajrzał do jednej szafki, potem do drugiej, wyjmował jakieś torebki i puszeczki, wąchał ich zawartość, drapał się w brodę i mruczał:

-         Gdzie ja schowałem tą dobrą herbatę? To nie ta.... ta też nie.... może ta? O, a to co? Jakaś stara puszka Pandziory! – zdziwił się Drozda, oglądając starą puszkę Pandziory.  

Potrząsnął nią, a w środku coś niepokojąco zagrzechotało. Tango nadstawił uszu i oblizał się.

        Ciekawe, co tam jest? – mruknął Drozda i pociągnął wieczko, a z puszki wyskoczył jeden, jedyny chrupek, który odbił się od stołu, a potem, jakby niesiony jakąś niewidzialną siłą, wskoczył na parapet i wypadł przez otwarte okno prosto do ogrodu. Tango śledził go z zapartym tchem i było mu strasznie żal, że tak nagle zniknął.

          On jest mój! – usłyszał z ogrodu głos Bianki.

           Nie, zostaw go, ja go pierwsza zobaczyłam! – warknęła Koka.

          Jest mój i tylko mój ! – krzyknęła Bianka.

         Po moim trupie! – wrzasnęła wściekła Koka.

         Zobaczymy!!! – rozdarła się Bianka.  

Resztę kłótni zagłuszył huk grzmotu. Tango, pomimo, że tak naprawdę niezbyt lubił burzę, postanowił jednak sprawdzić, o co ta cała awantura. Wybiegł do ogrodu i zamarł z wrażenia. Czegoś takiego jeszcze nie widział w swoim krótkim psim życiu, a to, co zobaczył, przeraziło go nie na żarty. Piękny, kuszący chrupek tkwił w załomie muru pomiędzy rynną i gałązką bluszczu, a u jego stóp tarzały się Bianka i Kokarda, zwarte w śmiertelnym uścisku. Były naprawdę wściekłe, walczyły na śmierć i życie, gryzły się zapamiętale wielkimi zębiskami, a w powietrzu fruwały strzępy ich pięknych futerek! Niebo przecięła błyskawica, huknęło i rozpętało się prawdziwe piekło. A chrupek niewzruszony tkwił na swoim miejscu w załomie muru i Tango mógłby przysiąc, że słyszał jego złośliwy chichot. 

Z domu wypadł Drozda i Tango wyczuł, że też był zły. Bardzo zły. Doskoczył do walczących suk, zrobił coś tak szybko, że Tango nie był w stanie zobaczyć jego ruchów i nagle Bianka leżała po jednej jego stronie, a Koka po drugiej i obie miały bardzo zdziwione miny...  

        Psy do domu i to już! – rozkazał Drozda, po czym obie suczki ze spuszczonymi ogonami i skulonymi uszami, ociekając wodą, wbiegły do domu i schowały się w odległych kątach pokoju. 

Tango wsunął się do kuchni za Drozdą. 

        Nie powinienem był otwierać tej puszki Pandziory – mruknął Drozda i ze złością chwycił puszkę, chcąc ją wyrzucić do kosza, ale kiedy ją podniósł, znowu coś w niej leciutko zagrzechotało. 

Tango spojrzał na niego z obawą, a Drozda zajrzał do puszki zdumiony i wyciągnął z niej małego, maluteńkiego chrupka. 

        Widzisz , Tango, zawsze pozostaje nadzieja – uśmiechnął się Drozda – za to, że byłeś taki grzeczny , to Twoja nagroda.

  Tango delikatnie wziął podanego przez Drozdę chrupka i żując go z lubością pomyślał ; „ Jejku-jej, Drozda to naprawdę wielki czarodziej, wyczarował dla mnie nadzieję ! I jaka pyszna ta nadzieja...” 

 
00:29, r.drozda
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 lipca 2008
Jeszcze link do klipu Noire Desire
http://pl.youtube.com/watch?v=eUvApC0bwUk&NR=1
21:25, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Czasami coś piszę, czasami coś tłumaczę. Teraz właściwie zinterpretowałem tekst kawałka Noire Desire "Le vent nous portera". To dość odlotowy, dziwny, z kryminalną przeszłością zespół.
Chyba potrzebowałem zrobić i napisać coś takiego.

Je n'ai pas peur de la route
Faudrait voir, faut qu'on y goute
Des méandres au creux des reins
Et tout ira bien la`
Le vent nous portera

Nie obawiam się drogi
Zanim jej nie poznam
Zanim nerki nie powiedzą
Wszystko jest gotowe
Żeby wiatr nas zdmuchnął

Ton message a la Grande Ourse
Et la trajectoire de la course
Un instantané de velours
Meme s'il ne sert a rien va
Le vent l'emportera
Tout disparaîtra mais
Le vent nous portera

Spojrzysz na  Wielką Niedźwiedzicę
Na ślad wzroku
Aksamitną trajektorię lotu
Wiatr poniesie
Wszystko co znika
Poleci z wiatrem 

La caresse et la mitraille
Et cette plaie qui nous tiraille
Le palais des autres jours
D'hier et demain
Le vent les portera

Czułość i zgrzyty
Nawet rozdrapana rana
Dobre inne dni
Z wczoraj z nazajutrz
Wiatr to zdmuchnie

Génetique en bandouillere
Des chromosomes dans l'atmosphe`re
Des taxis pour les galaxies
Et mon tapis volant dis ?
Le vent l'emportera
Tout disparaîtra mais
Le vent nous portera

Zabandażowani genetycznie
Chromonosalnie uzależnieni         
Wsiadamy do taksówki
Jakby to był latający dywan
Wiatr nas porwie i zaniesie
Gdzieś w pustkę
Wiatr nas zniesie

Ce parfum de nos années mortes
Ce qui peut frapper a ta porte
Infinité de destins
On en pose un et qu'est-ce qu'on en retient?
Le vent l'emportera

Ten smród śmierci
Nie puka do twych  drzwi
Bez przebaczenia bez łzy
Stawiasz na coś
A wiatr to porywa
 
Pendant que la marée monte
Et que chacun refait ses comptes
J'emmene au creux de mon ombre
Des poussieres de toi
Le vent les portera
Tout disparaîtra mais
Le vent nous portera

Przypływ nadchodzi
I to czas rozliczeń
Ziarna piasku w moim cieniu
Twój pył marrny
Wszystko przepadnie
Wiatr to zdmuchnie

08:15, r.drozda
Link Komentarze (1) »
środa, 16 lipca 2008

Dzisiaj zamiast wpisu ogłoszenie o inicjatywie naszej Fudacji Pomocna Łapa.

Jesienią tego roku na przełomie września i października planujemy uruchomić Akademię Trenera Pomocna Łapa. Naszą intencją jest wyszkolenie ok. 10 trenerów, którzy znajdą w sobie tyle pasji, żeby związać się z naszą Fundacją i szkolić psy asystujące. Nie ukrywamy, że tacy kandydaci będą stali w pierwszym szeregu. Jeśli masz w sobie tyle pasji, żeby pracować na rzecz Fundacji Pomocna Łapa, znajdziesz dla siebie szansę. Uczestnictwo w naszym szkoleniu nie obliguje do współpracy z nami. Nas też nie obliguje do dawania jakichkolwiek rekomendacji. Nasza oferta jest głównie skierowana do osób z Warszawy i okolic. Ci z dalszych regionów Polski mogą liczyć na naszą przychylność, jednak bardziej będą musieli polegać na sobie samych. Nasze szkolenie nie będzie ani łatwe ani tanie. Żeby wejść w naszą ofertę trzeba będzie przejść przez sito rozmowy kwalifikacyjnej z psimi instruktorami i psychologiem. Trzeba będzie również wykazać się wiedzą nt. podstaw wiedzy o kynologii i pozytywnym szkoleniu psów. Szczegółowy program zajęć zostanie opublikowany na przełomie lipca i sierpnia. Kadra szkoląca nie będzie opierała się tylko na zasobach instruktorów naszej Fundacji. Wśród prowadzących zajęcia spotkacie specjalistów z różnych dziedzin reprezentujących wiedzę niezbędną do przygotowania psa asystującego, ale również jego przyszłego przewodnika. To tyle na zachętę.

Wstępne zgłoszenia proszę przesyłać na adres: robert@pomocnalapa.pl tel: 0 500 190 172 W zgłoszeniu prosimy podać: Imię i nazwisko, adres pocztowy, adres mailowy i tel. kontaktowy. Odpowiemy na każde wstępne zgłoszenie. Zainteresowani otrzymają od nas ankietę, rozpoczynającą proces rekrutacji. Do miłego spotkania.W imieniu Fundacji na rzecz osób niepełnosprawnych Pomocna Łapa.

Robert Drozda

 

00:06, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lipca 2008

Wielkie dzięki za maile od Wszystkich od których je dostałem. No proszę, wystarczy nie pisać przez kilka dni a tu zaraz skrzynka się zapycha. Najbardziej rozczulające są listy, w których czytelnicy bloga wyrażają swoje pretensje w związku z moją opieszałością w pisaniu lub odpowiadaniu na listy. Postaram się to zmienić. Ostatnio z niczym się nie wyrabiam, ale przyjdzie czas kiedy wszystko wyprostuję. Lipiec miał być miesiącem mojej intensywnej pracy nad sprawami wokółpsiowymi. No i jest tyle, że jeszcze bardzo mało uporządkowany. Kiedyś napisałem, ze blog jest dla mnie formułą „sprzedawania” własnych wypowiedzi i spostrzeżeń. Blog jest do czytania a nie do prowadzenia dyskusji. Często spoglądając czy aby nie ma komentarzy, cieszę się, że ich nie ma bo nie muszę na nie odpowiadać. Większość, którzy chcą ze mną korespondować piszą maile. Taka forma wydaje mi się pełniejsza nie ograniczana do kilku równoważników zdań. Miło jest dostawać listy i na nie odpowiadać. Pisanie nie sprawia mi większego kłopotu. To nawet forma odprężania się, nawet w trudnych dla siebie sytuacjach. Tak jak to bywa w życiu, różnym stanom ducha, towarzyszą różne emocje. Znajdując w pisaniu pewna formę ekspresji związanych z własnymi emocjami, czasami zastanawiam się czy nie przesadzam. Obawiam się , że mogłem nie raz chlapnąć coś takiego co mogło być opieszale zrozumiane. No cóż chyba tego nie zmienię.

Dostałem zapytanie czy nie mam zamiaru zrobić z tej mojej pisaniny książki? Tak, ale musi się zamknąć sprawa Tango. Książka to trochę inna forma, wymaga to jeszcze dobrej redakcji innej niż internetowa. Zanim zbiorę wszystko i napiszę to co będę chciał dopisać, zanim zdarzy się to co ma się zdarzyć, może potrwa to jeszcze rok. Choć miałem propozycje napisania dwunastu felietonów. Na razie redakcja zamilkła. Może przestało im się podobać co piszę. Tak czy owak będę pisał. A Wy jeśli będziecie chcieli się ze mną czymś podzielić lub będziecie mieli pytania to zachęcam do korespondencji na adres: 4drozdy@wp.pl
08:59, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lipca 2008

Oj nazbierało się. O Tango, o mnie ,o aneksie, którego wymazałem, o tym co na bieżąco, o tym co będzie, o naszej współpracy i szkoleniach. Krótko mówiąc o tzw. wszystkim na co i tak nie zdąży mi czasu żeby napisać. Napiszę o wszystkim ale po kolei i w zauważalnych interwałach.

Tango jest super, coraz bardziej przewidywalny i delikatny. Szkoleniowo, czasami myślę, że bezbłędny. Choć było by dużą niezręcznością mówić o nim jako o aniole szkoleniowym. Tango jest teraz na etapie kiedy hormony, zwłaszcza testosteron ma przewagę. Każda nowa suczka to powód do okazywania jej względów. Jeśli jednak ta relacja potrwa godzinę lub dwie zainteresowanie mija. Znaczy normalnie, hormony uderzają we właściwe fragmenty hipokampa i nie znajdują odpowiednich połączeń synaptycznych (Tu odwołuję do bogatej literatury psychofizjologicznej). Widzę piękną suczkę i nie wiem co z nią zrobić. Czasami znajdę nogawkę gościa w moim domu, czasami drzewo, płot lub nogę od stołu (to patologia), tego Tango nie robi. To temat do odrębnej analizy. Tango interesują tylko osobniki tego samego gatunku, czasami myślę, że tej samej rasy. Interesował się seksualnie Kokardą przez jeden dzień może półtora i mu przeszło. Trochę głupi bo Kokarda jest po prostu ładna, na jego miejscu zakochałbym się w takiej kobicie bez reszty. Zakochał się ale tylko na chwilę, głupi jakiś, niedojrzały Labek, chyba nie powinienem mu tłumaczyć na czym polega okazywanie względów.

No właśnie, Kokarda. Znowu za mało się dzieje i toteż z braku dodatkowych wrażeń, przez najbliższe dwa tygodnie zamieszkała z nami Kokarda. Koka jest brązowym fundacyjnym labkiem. Swoją urodą rozkłada na łopatki największych twardzieli. Swoim temperamentem (jeśli jest psi temperament), swoją osobowością (jeśli jest psia osobowość), każdego tzw. macho rozkłada na łopatki. Takiemu uwiedzionemu nie pozostaje nic innego tylko niczym Rejtan z obrazu Matejki krzyczeć bierz mnie kochana, żadna inna po mnie nie przejdzie.

No może trochę poleciałem sobie w tym opisie tyle tylko,  że Kokarda taka jest. Zawsze uwielbiałem gdy była u mnie Panda. Już pewnie nigdy ze mną nie zamieszka. Kokarda to taka Pandziora do kwadratu. Uroda inna, jakże porównywalna, mechanizmy zachowań, inne jakże porównywalne, choć inne. Tango przez pierwszy dzień pobytu Kokardy próbował ją traktować jak obiekt seksualnych wrażeń. Drugiego dnia dałem im jeść w jednym czasie. Tango nie potrafił się zachować i dostał od Kokardy reprymędę. Lub inaczej, niezły wpiernicz. Pół dnia ją omijał, resztę dnia psy spędziły razem chodząc razem, śpiąc razem w jednej klatce. Miałem czas, żeby się temu przyglądać. Szkoleniowo to podręcznik. Mechanizmy zachowań, prawdziwe, jakbym czytał książkę dziadka Sadowskiego. Po prostu pięknie. A tak w ogóle Tango jest mniejszy od Kokardy, ale ogon ma prawie dwa razy większy.

Teraz o Bercie. To moja już blisko dziesięcioletnia Goldenka. Zawsze o niej mówię, że nic nie potrafi. Bertę, próbowałem szkolić jakieś dziewięć lat temu i sobie darowałem. Berta jest, po prostu. Jest psem i tylko psem, każde wymagania wobec niej spalają na panewce. Jest idealnym psem gdy wychodzimy na spacer w miasto i trudne miejskie warunki. Potrafi jeździć autobusami ale nie potrafi zaakceptować kolejki, nie wsiada do pociągu i już. Wtedy wracamy do autobusu. Berta jest oczywiście najpiękniejsza i zawsze jej o tym mówię. Berta jest cierpliwa. Progi agresji u różnych psów można liczyć w minutach. Berta w swoim życiu raz jeden nie wytrzymała. Trwało to ponad miesiąc, był taki pies, którego w końcu nie zdzierżyła i zostawiła odcisk swoich kłów na jego łapie. Walczyła z tym napięciem miesiąc, była bardzo cierpliwa. Wkurzyłem się na nią za to niepotrzebnie. Najpierw zareagowałem potem pomyślałem. Powinno być odwrotnie. Dlaczego piszę o Bercie? W zeszłym miesiącu nadałem tytuł psa miesiąca Bąblowi za genialne popracowanie z tzw. „agresywnym owczarkiem Dianą”. W niedzielę przyjechała do mnie Diana. Warczała i pokazywała swoją klawiaturę przed każdym psem jaki się napatoczył. W końcu wypościłem Bertę. Diana luzem w ogródku i krzyczy na wszystko. Wypuszczam Bertę, Diana wyskakuje do niej z wystawionymi kłami, Berta robi dwa razy haw, haw, pokazuje swoje uzębienie i Diana z podkulonym ogonem chowa się za swoim Panem. Dalsze 1,5 godziny to spokojne obcowanie suczek w bezpiecznym choć dystansie wobec siebie. Berta próbowała jeszcze Csować, ale Diana mało z tego zrozumiała. W końcu Berta stała się Panią swojego podwórka a Diana już więcej nie odezwała się podniesionym głosem, w ogóle zamilkła. W tym miesiącu będąc nieobiektywnym nadaję mojej Bercie tytuł psa miesiąca. Uwielbiam tego psiaka i już zapomniałem jak bardzo jest fantastycznym osobnikiem. Berta przecież nic nie potrafi. Potrafi być psem i przenigdy nie będę niczego w niej zmieniał. Niech sobie szczeka a to, żeby ją przywołać potrzeba kilku powtórzeń niech zostanie jej kolorytem, pięknym jak jej odcień za który nie jedna blondynka dałaby się poćwiartować.

To na dzisiaj tyle z zaległości.

20:48, r.drozda
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 lipca 2008

Tango, ostatnio podaje mi przedmioty, różne. Po prostu jak coś niesie przychodzi staje i mi podaje, dobry wstęp do dalszej pracy. Jest w tym wytrwały i bardzo konsekwentny. Nie jest ancymonem jak napisał o nim Piotr. Może powinienem trochę więcej pisać o szczegółach naszych ćwiczeń. Piszę o tym w odrębnych notatkach, Krok po kroku opisujemy nasze „osiągnięcia”. Jeszcze nie czas żeby o tym opowiedzieć. Tango wyszeptał mi to dzisiaj do ucha. Jest draniem bo robi wiele rzeczy w poprzek moich oczekiwań, robi wiele rzeczy tak że mnie zastanawiają. Tango nie potrafi warować. W niedzielę gdy była Berna, tak dla zabawy udałem, że to z nim ćwiczę. A on to ćwiczył. Ważniejsze dla niego było hasło zostań. Zawarował i na hasło zostań zamarł na chwilę w bezruchu. Potem wytrzymał moje oddalenie. Drobny gest ręką i waruje, potem zostaje, Jak to zrobiłem nie wiem. „Czas bez dna tęsknoty, czas wybryków i psoty czas kieliszki wódki, gdy dzień był za krótki, .... a ten czas to miłość”. To duży skrót piosenki Turnaua „ Jakby ktoś nas zgłębił i nie spuszczał z nas oczu” to ciąg dalszy. Może jestem za mało obiektywny, może to czary tak jak Panie od Zorki i Berny to nazwały. Żadne czary, po prostu metodologiczne działanie i konsekwencja. Chciało by się jednak żeby w tym było trochę, choć odrobinę poezji, a ona przepada gdy się to analizuje. Znaczy poezja. A poezja czasami mówi „Burze były jak jasne uśmiechy nie zgasłe smutki nieprzepastne .... a ten czas to miłość” Nie wiem co to ma wspólnego z psami, Pewnie ma bo „ Podaj miła rękę, życie takie piękne”. Zabrnąłem

Chyba za daleko, ale w końcu tylko aneks
04:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »