statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
czwartek, 29 maja 2008

Pracując z psem, którego kiedyś musze oddać muszę pamiętać, żeby nie pomieszały mi się wątki. Tango uwielbiam, jest to mój pies, drżę o niego na każdym kroku, jednak pamiętam, że to nie mój pies. Nie pieścimy się codziennie i nie mówię do niego jak do Bianki lub Berty. Nasze pieszczoty to zaplanowany masaż relaksacyjny. Moje zachowania wobec niego nie mają tzw. końcówki. Tego na co sobie pozwalam wobec Goldenek. Owszem są rozpieszczone i czasami podkarmiam je przy stole jak Tango tego nie widzi. Dzisiaj poszedłem na dłuższy spacer z Bianką, musiałem trochę odpocząć od czarnego diabła i zobaczyć, że są inne psy, które mogą szarpnąć smyczą a ja nie muszę się tym przejmować. Czasami mam potrzebę właśnie tak pobyć z Goldenkami. Z Tango nie mogę sobie na to pozwolić. Może nawet niekiedy tego żałuję. Wziąłem tego czarnucha i odpowiedzialność na siebie za wyszkolenie go na psa asystującego. To jednak bardzo trudne nie wplatać w taką relację tyle emocji ile by się chciało. Cóż tak bywa, to duża lekcja pokory. Kochać się i być obok, uwielbiać się z daleka, prawić sobie komplementy z jednoczesnymi zastrzeżeniami, to trochę wbrew naturze. 

22:56, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Mam w łazience ręcznik z napisem „Bycie najlepszym to kwestia treningu”. Jeszcze kilka lat temu myślałem podobnie. Ręcznik zmienił swoje przeznaczenie i służy mi jako dywanik rozkładany przed wanną gdy wychodzę z niej ociekający wodą. Podobnie hasło przestało mieć dla mnie takie znaczenie. Można trenować do upadłego i gonić ogony. Dla mnie bycie najlepszym to nie tylko kwestia treningu, to sprawa znacznie bardziej złożona i nie można jej upraszczać prostym sloganem. 

 

No właśnie. Jak to jest z Tango? Pracujemy teraz na bardzo przykręconej śrubie. Codzienne nasze spacery czy wypady do miasta to ćwiczenie do obrzydzenia eleganckiego chodzenia przy nodze. Nos Tango nieznacznie wyprzedza moją nogę, ale tak może już zostać. Właściwie mogę powiedzieć, że robi to już bardzo ładnie. Musimy to utrwalać właśnie do obrzydzenia. Natomiast Tango pięknie utrwalił sobie siadanie gdy tylko się zatrzymuję. Zaczęliśmy intensywniej ćwiczyć z wózkiem, na razie na tarasie i w ogródku. Zupełnie dobrze sobie z tym radzi. Może gdybym ja sam zachowywał się pewniej siedząc na wózku, Tango by lepiej rozumiał o co mi chodzi. Czasami gubi się przy zwrotach ale podąża za mną pilnie. Tu niestety zobaczyłem jak bardzo potrzebna jest umiejętność poruszania się na wózku. Mam nadzieję, że podciągnę się do czasu gdy już zaczniemy wyjeżdżać na ulicę. Tym czasem siadam na wózek i ćwiczymy sesyjnie różne rzeczy: ostatnio siad przedłużony z dystansem i przywołanie. Dzisiaj warowanie. Okazuje się, że ćwiczenie z psem w pozycji siedzącej (tzn. ja siedzę) wcale nie jest takie wygodne. Znowu bardziej bolą mnie mięśnie brzucha, lub może bardziej boli mnie to co je zastępuje. Muszę schudnąć. Pracując z Tango na wózku zwróciłem uwagę na jeszcze jedno. Stojąc na nogach, nawet gdy wydaje mi się, że jestem skałą wykonuję jednak znacznie więcej różnych tzw. przyruchów. Różnego rodzaju napięcia mięśniowe powodują, że nieświadomie poruszy się nogą, zmieni balans ciała itp. Siedząc w znacznym stopniu ograniczam takie możliwości. Druga rzecz to na wózku niektórych ruchów nie potrafię szybko i sprawnie zrobić. Mam ograniczony zasięg rąk, muszę zdecydować się na jeden lub dwa sposoby podawania smakołyków, trudniej mi poradzić sobie ze smyczą. W ogóle jest trudniej. Chcąc pracować nad precyzją zachowań psa muszę być sprawniejszym niepełnosprawnym. Na razie będziemy uczyć się chodzenia przy wózku z kilkoma podstawowymi komendami. Reszta potem

Nie wszystko idzie gładko. Tango jest teraz w paskudnym okresie dojrzewania ale na moje oko ta „choroba” nie ma przebiegu dramatycznego. Nie objawia się to ani ucieczkami ani jakąś gwałtowna niesubordynacją. Bardzo nakręca się gdy ktoś nowy do mnie przychodzi. Jeśli gość zachowuje się wg. moich instrukcji Tango przechodzi i spokojnieje. Niestety coraz częściej zdarza mu się zainteresować jakimś śmieciem. Chwila mojej nieuwagi i już go ma w pysku w dodatku trudno mu to zabrać. Hasło uniemożliwiające działa ale przed faktem, po fakcie mogę zapomnieć. Będę musiał zaaranżować kilka takich sytuacji i popracować nad tym. Labki i Goldeny to straszne śmieciarze. Kolejna sprawa to Tango znudziło się stanie w kolejce. Po prostu od kilku dni zaczął się niezbyt ładnie zachowywać na zakupach. W sklepie zaczął interesować tym co wokół, już nie wspomnę, że ukradł ziemniaka. Trzeba mocniej popracować nad pozostawaniem w spokojnym siadzie. Inna sprawa że jego potrzeba eksploracji środowiska jest teraz większa. Niestety w takim miejscu jak sklep musi o tym zapomnieć.

Zapomniałem napisać, że coraz ładniej zostaje przed przekraczaniem progu furtki. Przechodzi na hasło próg. Trochę inaczej wygląda to przy wchodzeniu i wychodzeniu. Przy wychodzeniu, otwieram furtkę Tango zostaje i czeka na hasło. Po haśle podbiega siada i zapinamy smycz. Przy wchodzeniu na posesję staje przed furtką, zazwyczaj w jednym miejscu, hasło, wchodzi, siad i odpinamy smycz. Dzisiaj wracając ze spaceru zapomniałem, że bardzo skróciłem smycz. Podchodzę do furtki i czuję szarpnięcie, odwracam się a Tango stoi w swoim miejscu i czeka, smycz była za krótka żebym mógł dojść do furtki. No to, było ładne.

  

 

  

08:02, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 maja 2008

No i miało być o Tango a ciągle nie ma. Będzie, jeszcze chwila. Dzisiaj przed południem pojechaliśmy z Sylwią uczyć się jazdy na wózkach. Pod okiem Dominika nauczyłem się, lub raczej zrozumiałem kilka zasad poruszania się takim pojazdem. Proste i banalne, tylko trzeba mieć wózek i kogoś kto to wytłumaczy, potem jeszcze trochę poćwiczyć. Przynajmniej już trochę wiem jak pokonywać progi, wjeżdżać na krawężnik i z niego zjeżdżać. Łatwe i trudne, wymaga ćwiczeń. Dominik, który jest instruktorem i uczy inne osoby z dysfunkcjami bardzo pięknie i metodycznie potrafił nam to wytłumaczyć. Ja osobiście pękłem przy wchodzeniu na wózek z ziemi. Zapominając, że mam nogi, chyba ze trzy razy próbowałem się na niego wspiąć. Tak napiąłem mięśnie brzucha, że czuję to do teraz, to nie jest łatwe. Sylwia jest bardzo ambitna i chce nauczyć się zachowywać jak osoba niepełnosprawna nawet w sytuacji wsiadania i wysiadania z samochodu. Ja nie jestem aż tak zmotywowany. Po dzisiejszej lekcji jednak naszła mnie refleksja. Powinienem właściwie coraz więcej pracować z Tango siedząc na wózku. Nawet nie wiem czy tylko na wózku. Nie wiem tylko czy dam radę, to strasznie trudne. Z cała pewnością będę to robił codziennie. Jedną rzecz dzisiaj naprawdę dobrze zrozumiałem. Są wózki i wózki. Można mieć pojazd wykonany z kosmicznych materiałów i stać się lżejszym, i bardziej sprawnym. To kosztuje kilkanaście lub więcej tysięcy. Można mieć wózek, który jest krzesłem na kółkach i to też kosztuje, ale dużo mniej. Po powrocie do domu spróbowałem zrobić to czego się nauczyłem na wózku, który mam to ćwiczeń. Niczego nie udało mi się powtórzyć. Pewnie gdy poćwiczę to jakoś wyjdzie. Przypomina to jednak jazdę na rowerze pod górę  rowerem z przerzutkami i bez nich. Można się męczyć bardziej i mniej. Chyba trochę lepiej rozumiem osoby niepełnosprawne. Jestem też pełen podziwu dla tych, którzy się nie poddają. Jeśli zrozumie się jak bolą mięśnie brzucha przy wdrapywaniu się na wózek, może łatwiej zrozumieć potrzebę posiadania psa asystującego i jego roli pomocnika, nawet jeśli to tylko kilka prostych czynności.  

  

 

  

00:30, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 maja 2008

Trochę filozofii trochę relacji. Takie głupie pytanie czy warto? Czy warto mieć wokół siebie psy emocjonować się tym, przeżywać całe zwariowane kontinuum emocji od tych najmniej pożądanych do tych najbardziej oczekiwanych? Co pozwala a czasami każe wypijać czarę goryczy, co podsuwa niczym narkotyk potrzebę bliskości? „Cztery łapy, uszy, nos”?. To zbyt proste. Dlaczego gdy stygnie jeden nos zaraz pojawia się następny? Mogę napisać, tylko czy chcę o tym pisać? Od przynajmniej pięciu lat myślę nad zrobieniem poważnych badań na temat motywacji dotyczącej posiadania zwierząt. Oczywiście, że najbardziej interesuje mnie motywacja i potrzeby związane z  posiadaniem psów.  Zrobić wreszcie poprawne metodologicznie badania społeczne, poparte wiedzą merytoryczną z zakresu psychologii społecznej i socjologii. Zamknąć wreszcie temat bajdurzenia ezoterycznego dotyczącego zwierząt, trochę obnażyć tajemnice kryjące się za naszym bredzeniem o zwierzętach i pokazać czy aby nie bredzimy o nas samych. Moja pasja metodologiczna mówi: Zrób to jutro. Z drugiej strony ta sama pasja mówi mi: Czy chcesz dowiedzieć się tego co już wiesz? Po co chcesz szukać odpowiedzi na pytanie, którym sam jesteś?

Relacja z pracy z Tango już wkrótce

00:21, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2008

Nazbierało mi się dużo treści związanej z Tango. Tango jeszcze nie ucieka. Ucieka życie kolejnego psa, z którym miałem do czynienia. Głupie i niesprawiedliwe uciekanie. Elik biszkoptowy labrador. Przeskoczył na spacerze ławkę, złamał kręgosłup i odszedł. Poznałem Elika, Marysię i Pawła  wiosną zeszłego roku, widziałem się z nimi ledwie trzy razy i przekazałem kontakt do Grzrześka. Potem od czasu do czasu dostawałem informację o postępach Elika. Nawet byłem czasami zazdrosny, że to nie ja miałem okazję do pracy z Elikiem, bo bardzo chciałem z nim popracować. Po moim powrocie do Warszawy Elik z Marysią był kilka razy na naszych spotkaniach. Bardzo mnie cieszyła jego obecność, wielkie zaangażowanie i poświęcenie Marysi. Przeczytałem też relację Grzesia z pracy z Elikiem, napisałem wtedy że to mistrzostwo świata, bo było. No i teraz nie wiem o czym pisać. Może tylko tyle, że Elikowi w jego życiu musiało być bardzo miło. Elik zapewne bardzo w wielu momentach pomógł swoim przewodnikom i razem im było miło. Może warto pamiętać tylko o tym.

Więcej o Eliku i foto na blogu Grześka i Piotra.    
17:09, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 maja 2008
Już sprawdziłem jest taka „hodowla” gdzie produkuje się Bassety, Rhodesiany, Mastify i Grzywacze Chińskie. Zapewne przypadkiem zdarzył się Golden. Wszystkiego na raz nie da się zrobić, wszystkich srok za ogon nie da się złapać. Proponuję odstawić przynajmniej Goldeny i nie robić im więcej krzywdy. Póki co nie odważę się podać adresu hodowli, nie kwestionuję osiągnięć exterierowych przy okazji innych ras ale zostawcie Goldeny. Tak naprawdę przykład Fiony dyskwalifikuje Was w oczach wielu ludzi, którzy po prostu lubią psy. Lub w ogóle wśród hodowców.
23:25, r.drozda
Link Komentarze (2) »

Ciąg dalszy.

Przyjechała Ala z Fioną, piękną suczką goldenką. Ala ma Fionę od tygodnia. Pies totalnie wypłoszony i wylękniony. Nie dawała się do siebie zbliżyć, nie dawała się dotknąć. Pies chodzący z podkurczonym ogonem, tak że niemalże sięgał jej szyjki. Drugi raz w życiu widziałem tak przestraszonego Goldena. Najpierw zgłupiałem, pierwszą moją reakcją było skopanie tyłka hodowcy, który wypuścił takiego psa. Zarejestrowana hodowla w Związku Kyneologicznym. Zachowania Fiony ewidentnie pokazywały, że pies musiał być bity, lub kopany. Jeszcze nie ujawnię nazwy hodowli bo muszę to sprawdzić. Ala w swojej nieświadomości kupiła psa, za niemałe pieniądze od kogoś kto nie powinien się zbliżać do Goldenów. W sobotę Fiona przyjechała ze swoją nową Panią i miała problem z przekroczeniem progu furtki. Już nie będę się wdawał w szczegóły. Przy drugim spotkaniu dzielnie bawiła się z innymi psami. Gdy przyszedł czas powrotu po prostu poszła za swoją Panią i nawet nie zwróciła uwagi, że pokonuje jakiś próg. To może mało, ale jakże dużo. 

 

21:54, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 maja 2008

Zacznę od środka. W trakcie naszego spotkania pojawiła się mała dziewczynka tak mniej więcej 3-4 lata. Tango miał mało okazji do socjalizacji z dziećmi szczególnie tak małymi. Ale tak mali ludzie też są na świecie. Zatem tak małego człowieka potraktował najpierw jako trochę większego, może wyższego psa. CS’ował wokół dziewczynki jak przy każdym nowo spotkanym psie. Patrzyłem się na jego spokój i delikatność wobec dziecka. Czasami przechodziły mi po plecach ciarki. Właśnie tak to powinno wyglądać. W pewnej chwili dziewczynka podniosła rękę w geście podobnym do komendy siad i Tango usiadł, bez smakołyków bez nagród. Po chwili zawarował pozostał tak przez moment wpatrzony w dziecko. Różnica między światem dorosłych a światem dzieci? Chyba tak, dziecko bardzo wyraźnie i stanowczo pokazało psu czego chce a czego nie chce. Może umiejętność wysyłania jasnych komunikatów tracimy z wiekiem. Może nadinterpretując własną rzeczywistość utrudniamy sobie życie.

Kolejna ważna rzecz wyniesiona z naszego trenerskiego spotkania to spotkanie z Damianem. To mój sąsiad, jest niewidomy. Robi różne dziwne rzeczy, jest fizjoterapeutą, hoduje owczarki Colie, tudzież fotografuje. Jak to robi nie mam pojęcia. Mówi, ze czasami mu to wychodzi. Czasami też bierze psy znajomych gdy jest potrzeba zaopiekowania się nimi. Widywałem Go na ulicy idącego samodzielnie gdy miał pod opieką trzy psy. Wielu widzącym właścicielom psów życzę żeby potrafili tak zapanować nad swoimi czworonogami, Damian potrafi.  Właściwie to złe słowo zapanować, On z nimi jest. Owczarki chodzą z nim bez smyczy i są zawsze odwoływalne. Czasami myślę że jest to na skraju odpowiedzialności ale nie mam prawa tego oceniać, jemu to wychodzi i jest szalenie konsekwentny. W tym wypadku nie są ważne metody jego pracy. Robi to bez smakołyków tylko stosując nagrody socjalne. Pogada, przytuli, porzuca piłkę.  Damian spróbował pracy z Bąblem. Ani Damian ani Bąbeel nigdy się wcześniej nie widzieli. Zrobili razem kilka sesji z podawania przedmiotów. Bąbel z niezwykłą delikatnością podawał kolejne przedmioty, jego delikatności i ostrożności nie da się opisać to trzeba było zobaczyć. Damian natomiast stanowczo ale ciepło potrafił powiedzieć psu o co chodzi. To jest niezwykłe, że można się spotkać, człowiek – pies i szybko znaleźć płaszczyznę porozumienia. Beata świetnie wypracowała w Bąblu ostrożność, delikatność czasami graniczącą z uległością. To idealne cechy psa pracującego w szeroko rozumianej dogoterapii. Dla mnie Bąbel i Beata mogą być ekspertami w tym obszarze pracy z psami. Każdemu kto chce szkolić psa do zajęć dogoterapeutycznych polecam kontakt z tą parą.

Nie napiszę chronologicznie o tym co działo się w trakcie naszego zjazdu. Po prostu w różnej kolejności o tym co było dla mnie ważne. Po naszym wspólnym szkoleniu w niedzielę, wróciliśmy do mojego ogródka. Na przestrzeni ok. 300-400 m2 znalazło się szesnaście psów w porywach do dwudziestu i 25 osób. Wydaje się, że trudno nad tym zapanować. Może wcale nie tak trudno. Najpierw psy były na smyczy, potem stopniowo puszczaliśmy je luzem. W końcu wszystkie chodziły sobie lub biegały wolno. Miałem baczenie nad wszystkim, zasada była taka gdy dochodziło do czegokolwiek niepokojącego, może inaczej, gdy widziałem że psy za bardzo się nakręcają właściciel psa dostawał sygnał żeby odwołać swojego pupila. Trwało to jakieś 30 – 40 minut po czym już właściwie nie trzeba było tego dalej robić. Psy spokojnie przewalały się po ogródku. Oczywiście doszło do kilku wymian opinii między psami ale gdyby do tego nie doszło znaczyło by, że mamy jakieś nienormalne psy. Nie jest łatwo wtłoczyć psy w taką sytuację, trudno jest nad tym panować, ale jakąż satysfakcję miałem z tak kulturalnego zachowania. Może te nasze psiury to jakaś elita. Było naprawdę super, nawet nie wiem czy ten fragment naszego spotkania, nie był dla mnie najważniejszy.

 

Zamieszczam zdjęcia Małgosi Glajcar, które ładnie to wszystko zilustrowały.

CDN nastąpi.

13:01, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 maja 2008

Hmm...Jak ugryźć to co się działo w ten weekend. Zapewne należałoby zdać relację. Jak zwykle suchej relacji nie zdam. Bo taki jestem. Znowu przyjechali moi ulubieni trenerzy: Sylwia, Agnieszka, Karina, Piotrek. Nie było tym razem Grześka, ale był obecny bo była Panda. Dwa i pół dnia z taką ilością wrażeń, że nie wiem czy dam radę wszystko opisać i czy czegoś nie pominę. Najpierw po prostu bardzo wielkie podziękowania dla Wszystkich Was, za zaszczycenie moich progów. Naprawdę czuję się bardzo, bardzo ... i nawet nie wiem co dalej napisać. Po prostu jesteście kochani, że przyjechaliście. To niezwykłe wzmocnienie dla mnie i naszej Fundacji. Warto jest wiedzieć, że można robić coś razem. Tak samo ciepło myślę o wszystkich, którzy przyjechali po prostu ze swoimi psami. To była niezwykła grupa, bo grupa w której, mam nadzieję, wszyscy głęboko rozumieli własne potrzeby spotkania się ze swoimi psami i nami szkoleniowcami. Nie jest łatwo zorganizować takie spotkanie. Łatwo jest spijać rozkosz z jego efektów. Ja jestem zadowolony, mam nadzieję, że Wy również. Szczegóły później, z tego musi powstać oddzielna relacja.

Na dzisiaj dziękuję za udział (przepraszam za pomyłki i brak imion, po prostu jeszcze nie pamiętam):

Agnieszka i Todar

Karina i Kofi

Piotr i Rudolf, Spajk i Panda

Sylwia i Kazik

Joanna i Mysza

Damian i owczarek Colie

Danusia i Trop

Państwo Jaworscy i Masza

Państwo Ciemniccy i Yuki

Ola z Fioną

Olga z Terierem

Pola z Asze

Zorka ze swoją Panią

Tosia ze swoimi przewodnikami

Beata z Goldenką

Ewa z Labkiem

Beata z małżonkiem i z Bąblem

Thaila ze swoją Panią

Małgosia z aparatem fotograficznym

Kasia obok mnie

Rodzina i znajomi Agnieszki

W sumie przez mój dom przetoczyło się w ciągu weekendu razem ze mną 28 osób plus jedno dziecko. Było też 20 psów, które zostawiły swoje zapachy. Teraz zostałem sam z Tango, zaraz dojadą moje Goldenki. Wszędzie pachnie psami i ich spoconą sierścią. To bardzo miłe. Jeszcze raz dzięki za wizytę, relacja później. 

  

 

  

18:17, r.drozda
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 maja 2008
No i będzie z Tango tak jak przewidywałem. Szósty miesiąc i nakręca się niemożebnie. Potrafi być skupiony do obrzydzenia, potrafi skakać, zaczepiać i na mnie pomrukiwać jak nie spełniam jego oczekiwań. Potrafi pracować w sesjach bez wytchnienia przez 45 minut jak dzisiaj. Potrafi kilkanaście razy próbować wejść na moje łóżko ze świeżo wypraną pościelą. Irytuje mnie na wielu naszych krokach, nie na każdym, wtedy dajemy sobie spokój. Jak jednak przychodzi taki moment, że zapiernicza jak kilka małych sprzężonych motorków, to mi przechodzi. W ogóle mi zaraz przechodzi. Już to kiedyś przerabiałem. Tak samo z dziećmi jak i z psami. Schodziłem wtedy do swojej pracowni, włączałem komputer i grałem w jakąś idiotyczną grę komputerową Colin McRae lub coś podobnego. Kilka spektakularnych kraks i mogłem wrócić do pracy z Bianką, lub do zabawy, lub do rozmowy z dziećmi. Teraz jak o tym myślę, to wydaje mi się, że zawsze miałem więcej cierpliwości do psów a swoje emocje kierowałem w sufit. Niestety w przypadku dzieci, moje emocje trafiały do nich i teraz czasami tego żałuję. Nie znaczy to, że jestem raptusem. Chyba wręcz przeciwnie. Człowiek niestety ma taką właściwość, że z zasady oczekuje adekwatnej reakcji środowiska na to co się z nim dzieje. W stosunku do ludzi można czasami uzurpować sobie takie prawo, w stosunku do zwierząt nigdy. Człowiek istota aktywna, powinien, lub można od niego oczekiwać, że zareaguje aktywnie, przemyśli to co widzi, słyszy i czuje. Zwierzak istota reaktywna zareaguje inaczej i nie będzie to miało wiele wspólnego z naszymi oczekiwaniami, zareaguje czasami emocjonalnie, jednak nie zawsze adekwatnie. Na nasz smutek może okazać radość, na naszą euforię, złość przechodzącą w agresję. Weź tu zrozum ten mechanizm. Mówiąc popularyzatorsko pozwalam sobie na takie uwagi, przeglądając wyniki różnych badań myślę, że nie powinienem tego robić. To co dotyczy psów i innych zwierząt niech pozostanie zwierzęce, to naprawdę ma mało wspólnego z tym co potrafimy intelektualnie wyperorować jako ci mądrzejsi od tych co chodzą na czterech łapach. Bardzo dużo wiemy o zachowaniach zwierząt i jest to czasami wiedza przerażająco szeroka, jak tylko pozbyć się tego co zakorzenione w potocznych interpretacjach psich i zwierzęcych zachowań?
18:57, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2