statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Dlaczego moje psy są takie a nie inne?

Wczoraj usłyszałem następujący komentarz o mojej Bercie: „szewc bez butów chodzi”. Zapewne uwaga dotyczyła tego, że Berta nic nie potrafi. Żadnych sztuczek, żadnych fajerwerków. Potrafi jedynie, siad i podaje łapę. Tego pierwszego nauczyła się jakoś przy okazji a podawania łapy nauczyła ją moja mama. Berta nigdy nie brała udziału w szkoleniu a ja nigdy celowo jej nie szkoliłem. Gdyby potrafiła mówić powiedziałaby „jestem Berta, po prostu Berta”. Gdybym był szewcem to powiedziałbym zupełnie coś innego. Mam buty szyte na miarę, idealnie dopasowane do mojej stopy. Chodzenie w tych butach, nie dość że nie powoduje odcisków to leczy odciski pozostałe po chodzeniu w niewygodnych butach, lub po nierównym podłożu.  Bo taka jest Berta. Jest miodem słodzącym każdą niedogodność. Jest właśnie taka jaką bym chciał ją widzieć zawsze i taką ją pamiętać jak najdłużej. Berta przychodzi rano i mówi „muu” lub „uuuy”. Jest delikatna i potrafi ze mną rozmawiać. Robi to codziennie, ja wstaję zazwyczaj ok. szóstej rano. Potem następuje rytuał budzenia mojej ukochanej Kasi. Berta i Bianka przychodzą do sypialni mówiąc „muu” lub „uuauy”. Chwilę to trwa a potem spadamy. Psy pamiętają miziania, ja pamiętam kilka pocałunków. Schodzę do kuchni, dwie kanapki, kawa z mlekiem. Kasia przychodzi do salonu, mówi że kocha potem znika za szybą przedziału pociągu. Berta i Bianka są na co dzień i czasami mam ich dość. Kasia znika czasami na kilka dni a ja pragnę jej obecności. Kasiu kocham Cię, tak po prostu i coraz bardziej.

22:30, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Nie pijcie Coca Coli.

  

Miesiąc temu kupiłem butelkę tego brunatnego płynu. Zdarza mi się to raz na kilka miesięcy lub w ogóle. Jako niedoświadczony klient tej marki otworzyłem spienioną butelkę nad moim laptopem. Połowa coli rozlała się po klawiaturze i wsiąkła do środka urządzenia. Po wyschnięciu okazało się, że nie działa klawiatura, Cd nie ma zamiaru się otwierać a na ekranie pojawiają się dziwne robaczki. Ponieważ w tym momencie straciłem gwarancję na sprzęt postanowiłem zadziałać samodzielnie. Rozebrałem komputer i kawałek po kawałku myłem w wodzie destylowanej a potem suszyłem. Po dwóch dniach złożyłem komputer i odpaliłem. Nawet zadziałał, tyle że trwałe zablokowanie kilku klawiszy uniemożliwiło mi wpisanie hasła, cdrom nawet nie drgnął. Postanowiłem zasięgnąć języka w serwisie. Gdy dowiedziałem się ile będzie kosztowała naprawa, odeszła mi chęć zbliżania się do komputera. Zostawiłem go na tydzień samemu sobie. Choć był mi naprawdę potrzebny. Po tygodniu włączył się i nawet udało się wpisać hasło. Z dnia na dzień zaczęły odblokowywać się klawisze. Jeszcze raz go rozebrałem, przemyłem, wysuszyłem, przedmuchałem. Jakoś zaczął działać choć z czkawką. Pisanie czegokolwiek na nim mijało się z celem. A miałem tyle zaległości. Wreszcie w sobotę wstaję rano patrzę się na komputer i widzę, że cdrom sam się otworzył. Niektóre klawisze ciągle się zacinały. A dzisiaj no proszę, napisałem ten tekst, uderzając może zbyt mocno w klawiaturę, ale wszystko zadziałało. Jeszcze kilka dni i może wróci do normy. Wierzę w niego bo to w końcu dobry i nowoczesny komputer, no i dość drogi.

Przyznam się do tego, że te trzy tygodnie prawie bez komputera były bardzo przyjemne. Nawet zacząłem pisać odręcznie. Tyle tylko, że teraz jak już zaczyna działać ta czarna skrzynka to trzeba to wszystko przepisać, a tego nie znoszę.

Nie pijcie CocaColi szkodzi wszystkim i zagraża porządkowi Waszego świata. Psuje zdrowie, komputery i bardzo rozczarowuje.
10:04, r.drozda
Link Komentarze (1) »