statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
środa, 30 kwietnia 2008

Moja prywatna misja

Zaprzyjaźnij się ze swoim psem” tak nazwaliśmy nasze spotkania, czy jest to szkolenie? Pewnie jest, jednakże jeszcze na tym etapie nie spotykamy się żeby mieć psa chodzącego po sznurku. Dwadzieścia spotkań i dziesięć tygodni jest tylko, lub aż żeby się dogadać. Jednym to wystarczy innym potrzeba czasu. Jedni po takim czasie wywijają piruety inni wylegują się do góry brzuchem. Każdy kto bierze w tym udział z tego korzysta. Jakakolwiek korzyść, jest naprawdę warta włożonej pracy. Dysponuję wiedzą i opartymi na niej i standardami postępowań szkoleniowych. To wszystko prawda. Standardy jednak świetnie spisują się gdy cel jest celem tylko szkoleniowym. Tak samo dotyczy to szkoleń z zakresu umiejętności handlowych jak i wysublimowanych technik socjotechnicznych. My jednak mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie szkolą psy dla dyplomu lub osiągnięcia konkretnych korzyści sportowych. Ludzie chcą mieć po prostu przyjazne im i ich otoczeniu psy. I tu docieram do sedna. Większość procedur w takim wypadku bierze w łeb. Trzeba jednak śledzić dynamikę rozwoju grupy i dynamikę indywidualnego rozwoju każdego psa. Procedury będą niewyjęte w następnym etapie. Oczywiście nie wszystkie tzw. procedury lub zasady podręcznikowego traktowania ćwiczeń idą w odstawkę. Przestrzegam zasad wypracowanych przez innych, w końcu odrzucenie wiedzy ludzi doświadczonych jest totalną niedojrzałością. Za stary jestem żeby uważać siebie za „pistoleta” wiedzącego wszystko lepiej. Schemat twórczego korzystania z pomocy i współpracy jest we mnie głęboko zakorzeniony. Wszystko to wiem, wczoraj jednak bardzo poczułem na jakim etapie, ja sam jestem. Tango jest już u mnie troszkę ponad trzy miesiące. Były to trzy miesiące naprawdę bardzo wytrwałej pracy. Były to też trzy miesiące, które powywracały do góry nogami, moje czasami schematyczne i proceduralne myślenie o szkoleniu psów. Wreszcie, były to trzy miesiące kiedy dzięki bardzo regularnemu monitorowaniu swojej bieżącej pracy uzyskałem lepszy wgląd w to co robiłem wcześniej. O czym chciałbym teraz napisać? Po pierwsze, że uwielbiam pracować z ludźmi, którzy przychodzą do mnie z psami. Celowo tak to ująłem, być może powinienem napisać, że z ludźmi i ich psami. Nie, najpierw z ludźmi. Wielką satysfakcję sprawia mi celowe i systematyczne budowanie ich relacji najpierw ze mną samym. Przejrzałem jeszcze raz całe „know how” wg. którego, przynajmniej w założeniach pracuję. I co? Poczułem się bardzo obco. Poprawna, metodyczna, opisana w szczegółach orka,  Zrób to i tamto, tak a nie inaczej, ręka wyżej, ręka niżej. Wszystko to prawda i takie procedury obowiązkowo trzeba znać szkoląc kudłacze. Trzeba też umieć przejść za wał przeciwpowodziowy i zostawić przed nim psa. Właśnie już wiem jak to zrobić, (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, dla reszty niech to będzie pytanie konkursowe).  Wracając do tematu. Nie będę potrafił być instruktorem dla tych, którzy nie zrozumieją, że całość szkolenia i przygody z ich psem to proces. Proces, który zaczyna się od zbudowania relacji z instruktorem, przy nieustającej relacji z psem, potem na pogłębieniu relacji pies – przewodnik, następnie osiągnięciu zrozumienia – zaprzyjaźnienia się z psem takim jakim jest. Wreszcie na końcu możemy się metodycznie uczyć sztuczek, nawet jeśli będzie to tylko podawanie łapy. Moja Berta nic nie potrafi i jest takim psem jakiego zawszę będę chciał mieć. Wszystko to zbudowaliśmy będąc blisko siebie. Berta jest uparta jak mół, muszę jej kilka razy powtarzać żeby wróciła do domu. I co z tego że złamałem zasadę wypowiadania hasła tylko raz, ja chciałem żeby taka była. Berta jest też psem absolutnie bezproblemowym na spacerach w przeróżnych miejscach gdzie zdarza się nam być. Czy ją tego uczyłem? Chyba tak, ale nie mam pojęcia jak to się stało. Robiłem to bez roztrząsania niuansów. Czy jako szkoleniowiec powinienem o tym pisać. Tak, jestem z tego dumny. Kiedyś z jednym z  moich ulubionych instruktorów doszliśmy do wspólnego zdania: Pokaż nam swojego psa, powiemy Ci jakim jesteś instruktorem”. No i ja nie mam sobie wiele do zarzucenia, stop, niczego. Dlatego też będę pracował z ludźmi i ich psami, będę robił rzeczy dziwne i głupie, nie będę przestrzegał reguł, będę dużo mówił do kursantów, bo taki mam styl pracy. Wreszcie przyjdzie dla każdego czas metodycznej pracy według reguł i wtedy tak jak Beata z Bąblem i Marcin z Yuki wyjdą spoceni ale zadowoleni ze spotkania ze mną. Mam nadzieję, że nikogo nie wystraszyłem, bardzo mi będzie miło spotkać kolejne psy i ich właścicieli. Wielkim to będzie dla mnie zaszczytem poprowadzić dla Was kolejne lekcje.

19:57, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 kwietnia 2008

Od kilku dni czułem się dziwnie, coś jakby przeziębienie albo grypa. Trzeba było spojrzeć w kalendarz. Od kilku lub kilkunastu lat tak mniej więcej maj początek lipca właśnie coś takiego mi się przytrafia potrafi trwać miesiąc lub kilkanaście dni. Niestety jest to reakcja alergiczna na coś kwitnącego i pylącego. Jak zwykle mniej myślałem o sobie samym i zapomniałem. Przypomniała mi o tym moja mama gdy usłyszała mój zachrypnięty i nosowy głos. Wieczorem poszedłem do apteki po lek odczulający. Wziąłem ze sobą Biankę, psina powinna już wywietrzeć z cieczki, więc pomyślałem, że należy jej się spacer. Niby się mądrzę a zapomniałem, że nadprodukcja hormonów nawet po zakończeniu cieczki jest ciągle duża. Wychodzę z Bianką a ta szarpie smycz i cała podniecona wyrywa do przodu. Przejście z Bianką kilkuset metrów okolicznymi uliczkami było makabrą. Sam byłem wściekły i zniecierpliwiony Ona też to widziała i nakręcaliśmy się obydwoje elegancko. Dochodzimy do ul. Patriotów gdzie zaczynają się warunki tzw. miejskie i psu odeszło. Ulica ruch miejski, samochody, trochę ludzi, pociągi i pies nagle idzie równo przy nodze. Parę kroków dalej, luźna smycz przypięta do paska i zaczynamy ćwiczyć zwroty a potem slalom między słupkami wokół ronda. Apteka, pies zachowuje się nienagannie. Aż nie wytrzymałem i wytargałem ją wspomagając się dużą ilością smakołyków. Taka Bianka była zawsze. Piekielnie uważna, i delikatna. Przecież mamy za sobą zajęcia terapeutyczne w piekielnie trudnych warunkach. Wyjazdy i przejazdy przez całą Polskę gdy objuczony bagażami nie miałem wolnej ręki żeby wiedzieć gdzie mam smycz. Właśnie na tym polega tzw. pozytywne szkolenie, psy to pamiętają, nawet gdy przeszkadzają hormony. Biankę wczoraj przez jakiś czas hormony zdominowały, ale tylko przez te kilkaset metrów. W drodze powrotnej przeszliśmy kilka razy wirtualną trasę kilku egzaminów. Nie na placu szkoleniowym, ale na ulicy, może nie w godzinach szczytu ale w dużych rozproszeniach. Uwielbiam tego psa. Bianka aportowała, podawała przedmioty, chodziła jak chciałem na smyczy i bez niej, tańczyliśmy ze sobą tak jak było nam to wygodne, muszę o nią bardziej zadbać. W drodze powrotnej nie wściekałem się na nią ani Ona na mnie, dzięki temu mamy szansę wytrzymać ze sobą jeszcze kil... lat. 

Z innej beczki, jestem w trakcie opisywania kolejnych wymyślonych ćwiczeń. Jest takie jedno, trudne, wymagające dużej precyzji i systematyczności. Chyba nie każdemu wystarczy cierpliwości. Po wierszyku Beaty postanowiłem nazwać je „6 chińskich pałeczek”, szczegóły później.  

Dołączyłem też link do nowego bloga Grzegorza i Piotra. Jak dla mnie to niezwykła inicjatywa. Obydwaj panowie jak zapewne większości to wiadomo są nieźle zakręconymi ludźmi nt. psów. Należą do grupy, którą nazywam ”Normalni, nienormalni”. Zatem tytuł bloga „Dwaj ludzie z psami” świetnie do nich pasuje. Rozwinięcie tytułu „Dwóch trenerów, dwa psy – jeden cel” wyjaśnia wszystko. Dla mnie czytanie ich relacji to duża przyjemność. Ma to jednak jeszcze kolosalne znaczenie dokumentacyjne. W Polsce szkoli się bardzo mało psów asystujących, właściwie nie ma dokumentacji związanej z procesem szkolenia. Notatki, zapiski zbierane przez Grześka i Piotrka, moje też, może zachęcą innych. Bez dzielenia się naszymi doświadczeniami, będzie to jakaś tajemna wiedza nikomu nie  udostępniana. A jak stworzyć ekipę ludzi którzy będą szkoliły asisty bez budowania współpracy opartej na jednej bazie wiedzy i doświadczeń?    

12:00, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Żeby nie było tak bardzo gęsto w treści publikuję przeuroczy wierszyk Beaty komentujący nasze sobotnio niedzielne zajęcia. Beacie towarzyszy przepiękny Golden Bąbel. Przy następnym spotkaniu postaram sie o zdjęcia. Tym czasem kilka zdjęć z archiwum.

6 chińskich pałeczek
i bawcie się jak chcesz
to co będzie dalej
najpierw pokaże pies
teraz zobacz - siedzi, leży
też gdy piłkę rzucam mu
potem spacer, idziesz tam
lecz on nie widzi innego psa
klknij teraz, nie, za późno,
teraz dobrze, teraz równo
jeszcze raz, razem znowu
klik - jak tylko ruszy nogą
niech patrzy na ciebie
i robi to jak chcesz
jak dwoje przyjaciół
bo widzę, że tak jest
Trzy gracje
Trzy gracje Bianka, Berta, Altura
Trzy gacje01
Te same trzy gracje mówią mi, że mogę się przespać na fotelu.
Piątka z podwórka
Bywało i tak, że gospodarowałem takim inwentarzem.
15:29, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Uznając coś za niepożądane, staramy się tego pozbyć lub przynajmniej odwrócić głowę, uznając, że co z widoku to i z głowy. W potocznym rozumieniu uznając coś za niepożądane, myślimy o rzeczach, zdarzeniach, myślach, które są lub antycypujemy, że mogą być dla nas niekorzystne. Jeśli uznamy, że sytuacja, w której się znajdujemy jest niepożądana to może oznaczać, że jest niekorzystna, bo nam zagraża, doznajemy jakiejś straty, nie lubimy jej, bo jest po prostu nieestetyczna. Za niepożądane uznajemy to, co wykracza poza nasze normy etyczne, moralne, bytowe, bezpieczeństwa jak i wiele innych. Człowiek jako istota społeczna ma tendencję do eliminowania z własnego środowiska tego rodzaju sytuacji lub przynajmniej unikania ich. Podobnie zachowują się zwierzęta, trudno wyobrazić sobie gazelę idącą na randkę z lwem. Człowiek jednak ma tą przewagę nad innymi istotami, że to on niestety posiada jedyne prawo uznawania tego, co jest korzystne, bo myśli tylko o sobie własnym bezpieczeństwie i organizowaniu świata wg. własnych potrzeb. Wielokrotnie działania człowieka mające na celu uporządkowanie ekosystemu wg. własnych potrzeb prowadziły do kompletnych katastrof. Człowiek eliminując gatunki zagrażające wprowadzał nowe, które okazywały się jeszcze bardziej zagrażające. Zmieniając warunki środowiskowe dopasowując je do własnych potrzeb np. osuszając pola czy nawadniając pustynie człowiek poniósł tyle porażek ekologicznych, że aż trudno uwierzyć w jego rozsądek. Zatem trzeba pamiętać,
że oceniając coś jako niekorzystne czy niepożądane, oceniamy to stosując własne systemy wartości. Eliminując zachowania innych uznane za niepożądane warto pomyśleć czy nie usuwamy czegoś, co dla drugiej strony jest właśnie przedmiotem pragnień. Zanim dokonamy jakiejkolwiek zmiany dobrze jest zrozumieć kontekst całej sytuacji, w którą postanowiliśmy wkroczyć. Jak bardzo ważne dla innych jest to, czego chcemy się pozbyć
i czy aby na pewno jest to nam niezbędne ze względu na nasze potrzeby, czy aby nie jest to z naszej strony tylko jakiś automatyzm lub rutyna?

DLACZEGO ELIMINUJEMY ZACHOWANIACH PSA, KTÓRE UZNAJEMY ZA NIEPOŻĄDANE?

Społecznie akceptowany jest pies dobrze ułożony, nieagresywny, bezkonfliktowy potrafiący wpasować się w nasze oczekiwania, w nasz system wartości i norm społecznych. Tak naprawdę to często bardziej oczekujemy od psa zachowań zbliżonych do ludzkich niż do zwierzęcych. No może są wyjątki. Zapewne większość z nas nie życzy sobie żeby nasz pies jadł z nami przy stole z tych samych talerzy używając tych samych sztućców. Raczej nie chcielibyśmy, żeby używał tej samej szczoteczki do zębów, korzystał z naszej toalety, nosił nasz krawat czy buty (niezależnie czy na łapach czy w pysku). Tego aspektu ludzkości pozbawiliśmy psy i nigdy celowo człowiek do tego nie dążył, chociaż zdarzają się wyjątki. Zdecydowanie oczekujemy od psów, ale też od innych zwierząt domowych żeby robiły wszystko zgodnie z powszechnie obowiązującymi normami społecznymi i nie robiły tego, co nie znajduje społecznej akceptacji.

Zatem przeciętny właściciel nie pogodzi się z tym, gdy jego pies: gryzie ulubione buty, wchodzi na kanapę, jest agresywny i atakuje dzieci, nie okazuje przyjaznych zachowań wobec gości i bliskich, wyrywa z ziemi dopiero, co posadzone rośliny, drapie pazurami w drzwi, sika na wypielęgnowany trawnik, zjada na spacerze kupy i śmieci, nie wyciera łap wracając ze spaceru, chlapie na podłogę pijąc wodę, obgryza meble i naroża ścian, no i chyba najważniejsze, jest nieposłuszny i nie rozumie, co do niego mówimy. Trudno sobie wyobrazić człowieka zachowującego się w taki sposób a jeszcze trudniej znaleźć dla tego społeczną akceptację. Jednakże pies robi to wszystko, bo jest psem a człowiek raczej tego nie robi, bo jest człowiekiem. Chcąc pozbawić psa możliwości szczekania czy okazywania agresji pozbawiamy go możliwości robienia tego, co jest genetycznie wpisane w jego konstrukcję. Eliminując coś z zachowania psa możemy pozbawić go największej przyjemności, która pozostała mu w życiu. Zatem bądźmy ostrożni, poznajmy kontekst
i znaczenie takiego zachowania, zadajmy sobie pytanie, czy rzeczywiście jest to coś, czego należy się pozbyć? Oczywiście jest bardzo wiele zachowań psów, które mogą być po prostu niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzi i zwierząt. W takiej sytuacji nikt nie może mieć wątpliwości, pies nie powinien tak się zachowywać. Pies nie może być nieprzewidywalnym agresorem, nie może być destruktywny w stosunku do otoczenia
i siebie samego. Jeśli jest, to mija się z celem w ogóle posiadanie psa. Psy i ich właściciele jako element naszego środowiska muszą przestrzegać norm i zasad funkcjonowania społeczności, w której są, na co dzień. Odpowiedzialny właściciel psa powinien mieć również na uwadze zdrowie samego zwierzaka, pies nie jest przedmiotem a naszym obowiązkiem jest stworzenie mu godnych i bezpiecznych warunków do życia.

CDN

09:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 kwietnia 2008

Siad i waruj, podaj, przynieś

Zostań, dotknij, zanieś, wynieś

Równaj pięknie, chodź przy nodze

Pozbieraj co rozsypałem na podłodze

Tu powąchaj, tego nie bierz

Stój, poczekaj. Wiesz? Czy nie wiesz?

Wciąż robimy rzeczy głupie, wciąż gonimy

Żebyś zdążył umieć, gdy siebie zostawimy 

No to tyle dzisiaj zrobiliśmy      

17:35, r.drozda
Link Komentarze (1) »
środa, 23 kwietnia 2008

 

Wczoraj z racji odwiedzin Ewy i ładnej pogody odbyliśmy w piątkę tj. moi rodzice, Ewa, ja i Tango spacer Traktem Królewskim. Najpierw kawa i piwo na rynku starego miasta, potem skarpa, potem doszliśmy do Nowego Światu i obowiązkowa wizyta w kawiarni u Bliklego. Tango zachowywał się nienagannie na spacerze i raz gorzej, raz lepiej w knajpach. Bardzo przyjaźnie byliśmy potraktowani u Bliklego. Myślę, że należą im się słowa uznania nie tylko za przyjazne miejsce dla psów ale również za nieustannie pełną uroku prawdziwie warszawską atmosferę, jedyną i niepowtarzalną. Dla takich miejsc kocham swoje miasto. Czy Warszawa była by taka sama bez pączków z gęstym lukrem, skórką pomarańczową i aromatyczną konfiturą z róży? Chyba nie? Warszawa mogła by być też inna beze mnie, może bez Tango też. Cieszę się że tu mieszkam. Potem byliśmy w Aptece na Nowym Świecie, nikt na nas nie zwrócił uwagi. Po południu wylądowaliśmy z Kasią i Tango w Pizzerii, już na wstępie próbowano nas wyprosić. Zadziałała magia legitymacji i wypis z uchwały rady miasta. Swoją drogą zastanawiam się, dlaczego właściciele restauracji często nie myślą o tym jak duże znaczenie marketingowe ma obecność psa. Większość klientów spoglądała na nas z dużą sympatią i wyraźnymi uśmiechami. Czasami wydaje mi się, że niesmak po przypalonym kotlecie może zostać złagodzony obecnością spokojnego psa. Zapewne jeszcze trochę czasu musi upłynąć, zanim zrozumiemy, że psy łagodzą obyczaje i nie przychodzą do restauracji, żeby natychmiast się tam zsikać. Po Pizzerii była taksówka, potem godzina na placu i szkolenie, tramwaj, autobus i wreszcie dobiliśmy wieczorem do domu. Trochę było tego za dużo jak na szczyla. Rano odstawił cyrk z nieodpartą chęcią wejścia do łóżka, jeszcze tak tego nie robił. Kolejne z Tango inne spostrzeżenie. Dzisiaj pójdzie spać do klatki

17:53, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2008

Dzisiaj zamiast wpisu trochę zdjęć z archiwum. Moja Sunia II w zalotach ze swoim kolesiem. Ja nie zakładałem mu tej kolczatki. Zresztą to było 13 lat temu.

Czasami różni ludzie mówia mi, że nic innego nie widzę poza retrieverami, a to nie tak. Większość życia spędziłem z moimi ukochanymi dożycami.

12:26, r.drozda
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Dostałem dzisiaj maila od Andrzeja. Trochę mnie on zdziwił. Najogólniej wyszło z tej treści, że jestem bardzo zafiksowany na jednej rasie i nie mam pojęcia jak pracuje się z psami z różnych półek. Zagotowałem się nt. takiej opinii. Ale każdemu wolno wyrażać swoje zdanie. Może zatem powinienem napisać coś więcej nt. swojej przeszłości. Świadomie mam psy od 1976 roku. Wcześniej były różne burki z dzieciństwa pałętające się po Michalińskich ścieżkach u moich dziadków.  Sunia Pierwsza była dożycą. Mieszanką dwóch maści, wyszedł z tego piękny arlekin, który miał zamiast białego błękitne. Nigdy nie widziałem później psa o takim umaszczeniu. Sunia pierwsza była najpiękniejsza. Była też najbardziej moim wyszkolonym i zaprzyjaźnionym ze mną psem. Pracowałem z nią tak jak mi to wyobraźnia podpowiadała, żadna intuicja. Zamiast klikera używałem harmonijki ustnej. Każdy ton oznaczał co innego. Sunia Pierwsza miała swoje niesamowite umiejętności i swoje fochy. Potrafiła zimą zostać na Rusinowej Polanie w pozycji siad dopóki nie zobaczyłem małego jej punku. Jedno przywołanie i jeden galop w moim kierunku. Potrafiła stać na krawężniku tyle czasu ile ją o to poprosiłem zanim odważyła się wejść na ulicę. Wychodziła na spacer z każdym, kto ją zabrał. Mieszkałem obok mojego liceum, czasami gdy gdzieś zabalowałem, moja mama w swojej odpowiedzialności za psa próbowała znaleźć jej partnera na spacer. Gdy widziała, że kończą się lekcje po prostu otwierała okno i mówiła: „Pawełku, Marku, czy moglibyście przejść się z Sunią?”, no i Oni z nią wychodzili na skwerek, teraz to skwer im. Tarasa Szewczenki, kiedyś był to po prostu psi skwerek. Chyba to wszyscy bardzo lubili. Sunia była niezwykle dobrze zsocjalizowanym psem, nawet nie wiedziałem wtedy, że tak to się nazywa. Przez rok, dwa Sunia była też psem mojej siostry. Ewa jako świeży magister zatrudniony na Uniwersytecie zabierała ją często na swoje zajęcia. Sunia dodawała kolorytu jej samej i prowadzonym przez nią zajęciom. Dożyca pętała się po Wydziale Psychologii i nikt nie zadawał głupich pytań ani nie miał pretensji. Potem była Sunia druga, to zupełnie inna historia, bardzo emocjonalna i ciekawa, ale nie jestem gotów ją relacjonować. Po 23 latach obcowaniu z dożycami powiedziałem dość. Zakochałem się w goldenach i ciągle je kocham zreszta tak samo jak Dogi niemieckie. Potem była Altura 1,5 roku niesamowitej przygody z Bouvierem, z psem z zupełnie innej bajki. Teraz jest Tango, to też oddzielna historia. A co do moich doświadczeń w pracy z innymi psami to były: Labki i Goldeny, Berneńczyki i Owczarki Niemieckie, Gończe polskie i Ogary,  Jamniki i Papiliony, Akity różnego pochodzenia, Bulteriery i Rotwailery, Bulmastify i Dogi niemieckie, itd. Jak ktoś kogo znam czyta ten tekst i pominąłem jego niesamowitą i jedyną w swoim rodzaju rasę to pewnie się na mnie obrazi. Nie obrażajcie się bo psy i tak mnie lubią, nawet jeśli myślicie inaczej. A tak naprawdę najbardziej niesamowitą przygodą może być kontakt z mieszańcem, niczego o nim nie wiemy i nawet nie wiadomo jak sformułować oczekiwania. Najlepszym przykładem niech będzie Masza. Wielki mieszaniec coś z Kaukaza coś Lonbergera.  Masza miała fatalną przeszłość związana z pobytem w schronisku. Teraz jest pięknym i wyluzowanym psem zadowolonym ze swojego życia. Jej podstawową aktywnością na szkoleniach jest leżenie i opływanie się w zachwytach nad nią. Naprawdę wielkie ukłony dla Państwa Jaworskich za cierpliwość i nie eskalowanie wymagań. Masza jest cudownym kudłaczem i takim powinna zostać zawsze. Widzę jak ze spotkania na spotkanie Masza staje się przewidywalnym i spokojnym psem. Dzisiejsze zajęcia zakończyłem sesją tzw. chodzenia dowolnego. Na ograniczonej przestrzeni osiem psów chodziło sobie ze swoimi przewodnikami przez 15 minut. Psy mijały się bez cienia agresji. Zamieszanie było niezłe, ale też warunek jeden i podstawowy, Właściciele psów czuli się bezpiecznie. Psy natychmiast to złapały. Sytuacje, w które wtłoczyłem wszystkich nie byłe łatwe. Znowu odwiedziliśmy pobliską stację benzynową z ćwiczeniem warowania. Naprawdę jestem niezwykle dumny z tego jak psy i ludzie pięknie pracowali w naprawdę niezbyt łatwych warunkach. Asze, Maszo, Tropie, Bafi, Yuki, Spajki, Kaziu, Beniu mój ulubiony Briardzie, Chirazie, trzymam za was psiaki kciuki.

Jutro odbiorę skany zdjęć moich dożyc. Jak wyjdą dobrze to je zamieszczę

23:47, r.drozda
Link Komentarze (1) »
Tango leżał odłogiem przez całą niedzielę. Nawet poranne wyjście do sklepów, po kwiaty dla mojej mamy, odwiedziny kwiaciarni, sklepu z winami, nic nie dało. Miał całe długie chwile gdy zachowywał się nienagannie. Miał chwile gdy beżowy płaszcz pani profesor był upstrzony kwiatkami jego łap. No ale to Jej wina, przecież ani moja, ani Tango. Ale generalnie Ewa, zachowuje się naprawdę z dużą konsekwencją w stosunku do Tango. Cóż czasami wyciągają się jej ręce do niego, no bo jak tu tego nie robić. To w końcu moja ulubiona siostra i uroczyście to chrzanię, ma dyspensę. Niech go głaszcze i upieszcza, najwyżej potem będę to odkręcał. Poszedłem spać bardzo późno, rano obudziłem się z całym inwentarzem w łóżku. Obudziłem się bo nie potrafiłem przekręcić się na drugi bok. Berta, Bianka i Tango zajmowali większość przestrzeni mojego dość dużego łóżka. Pościel jest znowu do wymiany. Ale nie narzekam, lubię jak są blisko, lubię ich mokrą sierść, lubię jak pachnie psami, lubię jak za mną podążają. Nie przeszkadza mi zadeptana przez psy podłoga, w ogóle mi nie przeszkadzają. Czasami tylko zastanawiam się kiedy ja sam im przeszkadzam?
08:22, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2008
Dzisiaj poczytałem trochę postów na forum o pozytywnym szkoleniu psów nt. seminarium z Inki Sjosten. Miewam takie chwile, że żałuję swojej nieobecności, potem nie żałuję. Potem znowu żałuję. Może jestem człowiekiem z innej epoki, ale dla mnie seminarium z autorytetem, kimś znanym, kimś posiadającym własną wizję jakiejś dziedziny to nie poznawanie jego metody tylko poznawanie samego człowieka. Metodyka pracy Inki Sojsten jest dobrze opisana w wielu publikacjach. Zarówno Jej samej i Jej satelitów. To czego żałuję to, że nie zobaczyłem na żywca, jak Ona sama pracuje z psami. Jak daje sobie radę z sytuacjami łatwymi, trudnymi i zaskakującymi. Jak wygląda, co mówi, jak rozmawia z ludźmi, psami. Jak buduje program zajęć, na co zwraca uwagę ludziom, co punktuje w zachowaniach psów, gdzie Jej uwaga znajduje największe skupienie. Gdy studiowałem psychologię, no już sporo lat temu to nauczono mnie, że seminarium to spotkanie poznawcze z wiedzą jednego człowieka. Rozwijające i inspirujące, niekoniecznie zmuszające mnie do przyjęcia wszystkiego co będzie mi zaproponowane. Pamiętam też, że rozliczenie takich zajęć nie polegało na relacjonowaniu wiedzy zdobytej w trakcie, ale wypowiedzeniu własnej opinii i usłyszeniu odpowiedzi. Najbardziej niesamowicie wspominam spotkania z prof. Januszem Grzelakiem, chyba nikt inny jak On nie nauczył mnie szacunku do rozmowy i wymiany poglądów. Przecież wtedy byłem maluczkim studentem wobec jego wiedzy i doświadczenia. Organizując u siebie spotkania psich trenerów bardzo mi się marzy żeby kiedyś, może już od następnego spotkania nabrały charakteru seminarium merytorycznego. Takiego w jakich uczestniczyłem wiele razy. Poznajemy się nawzajem, rozmawiamy tylko po to żeby się rozwijać znajdować nowe pomysły i co najważniejsze krytykę znajdować w polaryzacji lub utwierdzaniu własnej drogi a nie krytykanctwie. Właściwie to dwa te spotkania tak wyglądały.  Wiem już z całą pewnością, że nigdy nie będzie mnie stać na waloryzowanie metod pracy innych. Jeżeli będę to robił to tylko sam przed sobą, czerpiąc z tego naukę lub odrzucając rzeczy niekorzystne dla konstrukcji mojej pracy. Każdemu wolno śpiewać, każdemu wolno to ściszyć. Każdemu wolno kochać, tak żeby czuł się szczęśliwy, jak to zrobi to już indywidualna decyzja, do której nie powinniśmy się wtrącać.Coraz lepiej wychodzi nam z Tango niewychodzenie za próg furtki.
08:28, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3