statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
piątek, 20 marca 2009

Jeszcze kilka zdjęć z pracy z moimi psami, no może z Bianką bo Berta, tak naprawdę pęta się wokół Bianki i tylko jej przeszkadza. Choć i ona zawsze coś z takiego doświadczenia wyniesie. Przejrzałem zdjęcia z niedzieli i wybrałem jeszcze jedną sekwencję. Otóż często zdarza się tak, że mamy psy u swojego boku i musimy zrobić coś w czym nie ma dla nich miejsca. Zatelefonować, lub wejść z kimś w rozmowę. Jeśli jest to wyszkolony pies potrafiący w bezruchu oczekiwać na swojego przewodnika to kłopot mamy z głowy. Jeśli towarzyszący nam burek niecierpliwi się przystępuję z nogi na nogę, ciągnie smycz itp., to zazwyczaj sobie nie pogadamy. Przez przypadek zastosowałem prościutki manewr, bardzo skuteczny. Garstka smakołyków i przykrywająca je doniczka odwrócona do góry dnem. Berta i Bianka zajęły się wydłubywaniem smakołyków, trwało to jakieś 5 minut a potem kolejne 5 minut lub więcej sprawdzały czy aby na pewno nic tam nie zostało. Ja natomiast miałem kilkanaście minut na spokojną rozmowę. W dodatku cały czas miałem je na oku i wiedziałem, że nic głupiego im wtedy do głowy nie przyjdzie. Opisując ten przykład chciałem zwrócić uwagę na to jak bardzo ważne jest dla relacji pies – przewodnik, organizowanie psom przestrzeni do różnorodnych zajęć. Nie tylko wtedy gdy dysponujemy wolnym czasem, najczęściej w weekend. Jakie to mogą być aktywności zależy od pary pies – człowiek ich kreatywności. Bardzo polecam takie myślenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No i po rozmowie

 

10:20, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009

Z Fantem jest już wszystko ok. Odwiedziłem go jeszcze dwa razy Fant był za każdym razem w coraz lepszej formie. W czwartek zostawiłem dyspozycje co robić z psem przez weekend. Dzisiaj rano zadzwoniła Ela z entuzjastyczną relacją. Fant od piątku jest ideałem. Chodzi krok w krok za swoimi Paniami. Kładzie się pod wanną gdy Pani bierze kąpiel, przybiega na każde zawołanie. Ela nigdy wcześniej nie wychodziła z Fantem na spacer bez smyczy, to potrafił tylko z Jerzym. W sobotę, Ela z córkami poszły na spacer do anińskiego lasu. Fant biegał bez smyczy pilnował ich jak oka w głowie i był odwoływalny na najmniejszy szmer zaczynający się od Fa… Ela powiedziała: „nigdy wcześniej nie sądziłam, że spacer z psem to taka przyjemność”. Wszystkie wytrenowane zachowania Fanta w relacji z Jerzym, w ciągu kilku dni zgeneralizowały się na relacje z pozostałymi członkami rodziny. Trochę mi samemu trudno w to uwierzyć. Cóż, to jednak nie jest normalna sytuacja i zdarzenie niezwykłe. Inne zachowanie psa i inne reakcje ludzi. Empatia na poziomie współodczuwania emocji między zwierzakiem i ludźmi znalazła wreszcie swoje spełnienie. Zrozumienie zachowań przyszło w takim a nie innym momencie. Dużą rolę odegrało wcześniejsze szkolenie Fanta, jeszcze większą to jak fajnym i bardzo zdolnym jest psem. Ela, przynajmniej dzisiaj zadeklarowała, że będzie jeszcze go szkoliła „skoro taki jest”, jak sama powiedziała.

Trochę popracowałem z Bianką. Odwoływanie kierunkowe z okrążaniem tyczek i slalom, ale nie sportowy tylko spacerowy. To taka nauka omijania przeszkód. O tym jednak kiedyś później. Najpierw zdjęcia.

Odwoływanie kierunkowe

 

Binka Slalom spacerowy

 

 
18:01, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2009
Dawno niczego nie dopisałem poza informacjami odsyłającymi na http://drozdaipytania.blox.pl/html Różne rzeczy wokółpsiowe się dzieją, ale tak jak zapowiadałem czasami tylko będę o nich pisał na moim blogu. Wątki osobiste mieszają się z psimi i trudno je oddzielić. Dzisiaj przed południem dostałem telefon z prośbą o pilne spotkanie z Fantem. Mieszańcem, chyba owczarka niemieckiego z czymś innym. Nie potrafię tego ocenić. Zazwyczaj umawiłem się z Jerzym jego absolutnym przewodnikiem. Tym razem zadzwoniła Ela jego żona. No cóż jak jest awaria to jadę, tym bardziej, że znam Fanta od dwóch miesięcy i regularnie ze sobą pracujemy. Przyjeżdżam do Anina i przed bramą zastaję karawan. Jerzy miał trzy dni temu wylew i umarł. Taką dostaję na wstępie informację. Fant od dwóch dni jest nie do opanowania, nie je, nie pije, ucieka i gryzie każdego, kto się do niego zbliży. Właśnie odbędzie się wyprowadzenie zwłok i Ela prosi mnie o zapanowanie nad psem. Cholera myślę, nigdy mnie nic podobnego nie spotkało. Fant jest zamknięty w biurze Jerzego. Idę do wskazanych drzwi, najpierw siadam pod drzwiami i gadam cokolwiek. Fant ujada i drapie drzwi. W końcu mówię sobie: „A uroczyście to pier….”. Otwieram drzwi i szybko je za sobą zamykam wchodzę i co widzę? Fant czołgając zbliża się do mnie i oblizuje. Czuję jego krowi język na twarzy, rękach i szyji. Po tych umizgach dostaje kilka smakołyków. Potem przez jakieś 40 minut masuję psa. Ręce mi drętwieją ale nie odpadam. W międzyczasie wszyscy jadą na pogrzeb. Zostajemy sami. Dalej masuję Fanta. Po jakimś czasie wychodzimy do salonu. Pies węszy wszystko co napotka. Przywołuję go, nie reaguje dopóki nie obejdzie wszystkich swoich kątów. Przywołuję go, czasami do mnie przybiega łyka smakołyk i znika. Włączam telewizor siadam przed nim i oglądam głupie programy. Fant natychmiast kładzie się w moich nogach. Zalega i śpi. Mi też zaczynają się zamykać oczy. Kolejna dobra kawa z dobrego expresu, Fant mi asystuje. Wychodzę do ogródka, ubieram się ciepło, siedzimy z Fantem na tarasie i popijamy kawę. Daję Fantowi oblizać palec znużony wcześniej w kawie ze śmietanką. Oblizuje go z namiętnością i czeka co dalej? Idziemy do ogródka, na progu tarasu znajduję wystrugane patyki, bawimy się w aportowanie. Od wyjazdu stałych mieszkańców minęło 3 godziny. Wraca Ela z dziećmi i rodziną. Fant jest spokojny. Po prostu wychodzi na spotkanie. Żegnam się Elą Magdą i Weroniką. Wychodzę a Fant spokojnie przechadza się po ogródku. Jutro do nich jeszcze wpadnę.
23:51, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
Nowy wpis na http://drozdaipytania.blox.pl/html  mam nadzieję coś dopisać dzisiaj na blogu bo zdarzyła się kolejna traumatyczna historia, ale spoko jakoś dałem sobie radę.
15:10, r.drozda
Link Dodaj komentarz »