statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
niedziela, 30 marca 2008
Każdy z właścicieli psiego czworonoga może mieć inne potrzeby związane z jego bliskością. Psy najczęściej wypełniają jakąś naszą lukę potrzeb emocjonalnych, których nic innego nie może wypełnić. Nie jest też niczym niezwykłym jeżeli w sposób oczywisty mówimy tylko o pasji hodowlanej, sportowej czy myśliwskiej w tym też jest przecież cała masa emocji. Rola jaką wyznaczymy psu jest indywidualną decyzją jego opiekuna.Trzeba jednak pamiętać, że biorąc psa decydujemy się na to, że sami będziemy musieli spełniać szereg jego oczekiwań i potrzeb. My szkoląc, za główny cel stawiamy sobie osiągnięcie porozumienia między oczekiwaniami przewodników psów, a możliwościami i potrzebami ich czworonożnych towarzyszy. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo osiągnąć taki consensus. Można od razu, po pojawieniu się psa w domu rzucić się w wir pracy szkoleniowej. Można też wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie, spokojnie najpierw zaprzyjaźnijmy się. Jak się zaprzyjaźnimy łatwiej będzie nam ze sobą rozmawiać i rozumieć. Ja zrozumiem dlaczego prosisz mnie żebym usiadł – powie pies. Ja zrozumiem dlaczego akurat w tej chwili masz mnie dosyć lub łakniesz mojego kontaktu – powie właściciel. Oczywiście, że w trakcie naszych szkoleń uczymy właścicieli i ich psy jak osiągnąć poziom, pozwalający na wygodne i bezpieczne wspólne egzystowanie. Zazwyczaj właściciele psów chcą żeby ich psy potrafiły:Chodzić na luźnej smyczy.Chodzić przy nodze bez smyczy.Siadać i warować na hasło.Pozostawać jakiś czas w pozycji siad i waruj.Być psami odwoływalnymi w każdej niespotykanej sytuacji.Znać kilka sztuczek. Generalnie być bezproblemowymi tzw. grzecznymi psami.

Uczymy tego wszystkiego, ale nie tylko wyjaśniając mechnistyczno-behawioralne zasady osiągania takiego poziomu wyszkolenia. Jesteśmy wrażliwi na stan motywacji do pracy psa. Uwrażliwiamy właścicieli psów na ich motywację do pracy, wyjaśniamy np.: że jeśli jesteś zmęczony lub zdenerwowany, to nie jest to najlepsza chwila do eskalacji wymagań wobec psa i siebie samego. Takie podejście to nie jest jakieś ezoteryczne rozumienie świata. Sam jestem z wykształcenia psychologiem społecznym, bardzo mocno ulokowanym w metodologii i jej poprawnej interpretacji. Cała olbrzymia, współczesna wiedza z zakresu psychologii poznawczej i społecznej w jasny i bezdyskusyjny sposób pokazuje jak bardzo skuteczne i trwałe są efekty uczenia się oparte na wszelkich pozytywnych wzmocnieniach. Dlatego też właśnie tylko w taki sposób chcemy pracować z ludźmi i ich psami. Jednakże żeby tak pracować i osiągać nawet mistrzowski poziom wyszkolenia, najpierw „Zaprzyjaźnij się ze swoim psem”. Tak też nazwaliśmy nasze szkolenia, lub może tylko spotkania. Może to trudniejsze, ale efekty są trwalsze, długofalowe i czasami wprowadzają nas w zdumienie. Nie tylko nas właścicieli, czasami psy. Przyjdźcie to sami zobaczycie.

 

Zajęcia prowadzą: Robert Drozda i Grzegorz Duda. Wspomagają nas Sylwia Gajewska i Piotr Wojtkow. Wszyscy przez ostatnich kilka lat szkoliliśmy się w Fundacji Alteri. Pracujemy w oparciu o metody poznane właśnie w trakcie tych szkoleń. Każdy z nas ma też różne inne doświadczenia związane z pracą z psami z których również czerpiemy. Sylwia, Grzegorz, Piotr i ja na bieżąco pracujemy szkoląc psy asystujące. To bardzo duża skarbnica wiedzy i doświadczeń, którą adaptujemy do pracy z grupą.

 

Cykl szkoleniowy to 20 zajęć w poniedziałek i wtorek przez 10 tygodni. W tym są dwa spotkania teoretyczne. Jedno dotyczące sposobów komunikacji zwierząt, nie tylko psów, bo żeby dobrze zrozumieć psa trzeba też rozumieć inne zwierzęta. Drugie to spotkanie dotyczące eliminacji zachowań tzw. niepożądanych. Co zrobić jak nasz czworonóg robi coś co nam ewidentnie utrudnia życie? Wykład zkomunikacji prowadzi Robert Drozda. Spotkanie dotyczące zachowań niepożądanych jest konsultowane przez cały nasz zespół.

Zajęcia odbywają się w Centrum Warszawy na bezpiecznym i spokojnym terenie szkoły integracyjnej przy ul. Elektoralnej. Częściowo na zewnątrz, częściowo pod dachem, wszystko zależy od pogody i rodzaju zaplanowanych ćwiczeń. Grupy to 5-7 osób z psami. Szkolimy psy wszystkich ras i nieras. Nie jest naszym celem przygotowanie psa do egzaminu PT. Jeśli jednak powstanie taka potrzeba, każdy zainteresowany może zostać pokierowany w swoim szkoleniu, tak żeby osiągnąć ten cel. 

Planujemy również uruchomienie małych grup weekendowych 3 osoby z psami. Zajęcia będą odbywały się na terenie mojej posesji w osiedlu Radość w Warszawie. 

Raz w miesiącu, w niedzielę organizujemy spotkania, na których nasi kursanci mają możliwość spotkania się z 6 -7 instruktorami, poćwiczenia pod ich okiem i uzyskania konsultacji. 

Gotowi jesteśmy również do prowadzenia zajęć indywidualnych. Warunki i miejsce pozostają do ustalenia po bezpośrednim kontakcie. 

Odpowiemy na każde pytanie mailowo fundacja@pomocnalapa.pl lub prosimy o kontakt telefoniczny: 0 516 086 084, 0 504 509 375. 

Robert Drozda

Ja i Bianka

Ja i Bianka 3 lata temu, pierwsze chyba nasza próba szkolenia. Co ja robię z tą ręką?

19:08, r.drozda
Link Komentarze (3) »
sobota, 29 marca 2008
Od dwóch lub trzech dni wprowadziłem kilka zmian w blogu. Jak zapewne zauważyliście dodałem kilka linków. Najpierw dwie Fundacje, Pomocna Łapa i Alteri. Pomocna łapa to Fundacja, z którą teraz współpracuję i bardzo bym chciał żeby nasza współpraca kwitła. Tango właśnie stamtąd do mnie trafił. Bardzo cenię pracę Sylwii Gajewskiej i jestem wielkim admiratorem jej osiągnięć z psami. Mam wielką ochotę, żeby nasza współpraca rozwijała się nie szukając jej końca. Fundacja Alteri, to miejsce, które dużo zmieniło w moim życiu. Dzięki szkoleniom chyba ostatecznie wybrałem pomysł na pracę z psami. Podjąłem również decyzję, że wkrótce moją całą aktywność zawodową zwiążę właśnie z psami. Alteri i współpraca z Agnieszką Orłowską była świetnym drogowskazem do dalszego kształcenia się i pójścia dalej własną drogą. Stąd też pomysł na Tango. Kiedyś już pisałem, że żeby móc samemu sobie przed lustrem powiedzieć: jesteś instruktorem, to muszę przeżyć taką przygodę z Tango. Jednak musi być to już praca absolutnie moja, kreatywna, oparta na własnej wiedzy, doświadczeniach, z moimi pomysłami, wliczając w to porażki i sukcesy. Druga bardzo istotna rzecz związana z Alteri to grono bliskich mi przyjaciół, które wygenerowało to miejsce. Może nie miejsce ale wspólna praca.Inne linki to blogi pisane przez dwie dziewczyny, które dostały psy asystujące i opisują tam swoje z nimi przygody. Załączyłem je w zakładce bo znam Igora i miałem okazję śledzić jak się rozwija. Nawet kilka razy z nim popracowałem. Jak choćby pamiętnego wieczoru, kiedy z drugim psem Karolem, Igor sprzątał ze stołu po kolacji. Sprzątał, nie znaczy wyjadał resztki, tylko przenosił wszystko co na nim zostało. Silvę też poznałem i jest to również niezwykły pies.Link do Forum Pozytywne szkolenie psów zamieściłem bo jest mi najbliższe jeśli chodzi o ideologię szkoleniową. Nie ze wszystkim zgadzam się co można tam przeczytać. Jednakże wiele trafnych i merytorycznych informacji można stamtąd zaczerpnąć. Wreszcie link „nienormalni”, będę w tej grupie umieszczał linki do stron lub blogów ludzi, którzy potrafią wrażliwie z zaangażowaniem, patrzeć się na swoje psy i nie kryjąc emocji o tym pisać. Planuję również stworzenie forum dyskusyjno-pytająco-odpowiadającego (nie wiem jak to nazwać inaczej). Jednakże będzie to forum zamknięte w większości wątków. Moim zamierzeniem jest by takie forum funkcjonowało inaczej niż większość platform dyskusyjnych. Będzie tam można zamieszczać pytania i czytać odpowiedzi sformułowane przez zaproszonych do współpracy ekspertów. O szczegółach wkrótce, póki co pomysł jest w końcowej fazie dopracowania. 

Po południu próbowałem zamęczyć Tango pracą nad warowaniem i kierunkowym odwoływaniem. Ale to mnie rozbolały plecy od ciągłego schylania.       

20:18, r.drozda
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 marca 2008

No i diagnoza była trafna. Dzisiaj Berta zaczęła cieczkę. Jest bardziej ożywiona, zachowuje się właściwie normalnie. Cały dzień byłem czymś zajęty i kompletnie nie miałem czasu zająć się psami. Tango przez ostatnie trzy dni zszedł trochę na drugi plan, ale jutro to sobie odbijemy. Szczerze mówiąc za dużo było we mnie napięcia żeby odpowiedzialnie zająć się czymś szkoleniowym. Wolę się odsunąć na bok. Oczywiście cały czas monitoruję co się dzieje, bo jakże mógłbym inaczej. Jednak nie stawiam nowych wymagań, oczekuję tylko, że psy będą zachowywały się tak jak wcześniej to ustaliliśmy. Ale, jak to z psami, nie zawsze potrafią się dostosować. Ciekawe dlaczego? Przecież wyraźnie i głośno im powiedziałem, że nie obgryza się kory z drzew. Nawet powtórzyłem to kilka razy. Mimo to każdy ma coś na swoim sumieniu. Tango obsikał dwa razy wycieraczkę, zrobił kupę w piwnicy i zjadł moje okulary. Bianka obgryzała korę z drzew. Razem z Pandą ściągnęły ze stołu torbę z 1kg jabłek i się posiliły. Panda ukradła ugotowane buraki przygotowane na sałatkę. A Berta, no cóż wprowadziła mnie w dygot swoim rozchwianiem hormonalnym. Daruję im to wszystko, bo przecież było by nudno bez takich wrażeń. Zresztą wszystkie cztery psiaki są aniołami, mieszka się z nimi po prostu spokojnie bez niepotrzebnych napięć. No chyba, że będzie coś szwankowało ze zdrowiem. W sumie jestem niezwykle zadowolony z pobytu Pandy u mnie ze względu na Tango. Ma szczeniak okazję być wśród psów i to różnych. Takie doświadczenie jest nieocenione. Grzesiek zabiera Pandę w poniedziałek. Ale potem tylko tydzień przerwy i znowu zjadą moi ulubieni trenerzy z psami. Już nawet nie liczę ile przyjedzie psów. Chyba dużo, będzie miał gnojek używanie.    

Berta po porodzie

Berta cztery lata temu na dzień po porodzie. Gdzieś tam sterczy ogonek Bianki.

18:58, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 marca 2008

Uff.. Spadło ze mnie napięcie. Zadzwonili do mnie wczoraj wieczorem z gabinetu weterynaryjnego. Wyniki badań krwi są jak najbardziej prawidłowe. Poza jednym, Berta powinna lada moment dostać cieczki. Babeszjoza została wykluczona. Osłabienie organizmu to po prostu reakcja, na zbliżające się jeszcze większe osłabienie. W wieku Berty takie reakcje są jak najbardziej normalne. Przechodzi lub wchodzi w coś co można by porównać z klimakterium u kobiet. Przez 32 lata zawsze miałem suki i pierwszy raz z takim zachowaniem się spotykam. Ale już dosyć tego latem Berta idzie pod nóż, jednak w końcu ją wysterylizuję. Dlaczego nie zrobiłem ego do tej pory? Nie potrafię dać jednej sensownej odpowiedzi. Od ostatniego porodu, to cztery lata, Berta ma przynajmniej raz w roku robione USG narządów rodnych. Wszystko jest w porządku. Podstaw do sterylizacji w tym obszarze nie widzę, nie ma też powodów behawioralnych do takiego zabiegu. Nie widzę w jej zachowaniach niczego co skłaniało by mnie do takiej decyzji. No może nie, wczorajsza historia dała znać, że trzeba to zrobić. Ja sam każdemu właścicielowi psa czy suki gorąco zawsze polecam taki zabieg na zwierzęciu, pod warunkiem, że nie myśli o reprodukcji. Jednakże, zawsze polecam sterylizacje ze względów behawioralnych a nie zdrowotnych. Nie jestem medykiem i nie mam prawa się na ten temat wypowiadać. Jeśli jednak nie ma powodów medycznych i zmian w zachowaniu psa, ja osobiście tego bym nie robił. To tylko moje zdanie, na które może powalić się lawina uwag. Bertę dopadły rozchwiania hormonalne, które dla psa są dyskomfortem. Mogą też w przyszłości odbić się na jej zdrowi i wprowadzić zamieszanie w jej zachowaniu, zatem będzie musiała poddać się takiemu zabiegowi. Taki jest mój tok myślenia, może jasny, może nie, ale jest on mój tak jak Berta i Bianka są moimi psami. W przypadku moich psów do dzisiaj nie widziałem żadnych przesłanek do wykonania zabiegu. Pojawiły się przesłanki, będzie zabieg.  

16:41, r.drozda
Link Komentarze (2) »
środa, 26 marca 2008
We wtorek po świętach zrobiłem sobie niezłą ucztę z psami. Po prostu wziąłem Pandę, Tango i  poszliśmy sobie w las. Dojście do lasu to jakieś 20 minut. Trzeba się przespacerować uliczkami pełnych psów zagrodowych, przejść dwie dość ruchliwe ulice i pokonać przejazd kolejowy. Psy zachowywały się nienagannie. Potem był las i dwa psy biegające wokół. Ależ to wielka przyjemność mieć wokół siebie kudłacze, które na najmniejszy mój sygnał reagują i są u mojego boku. Panda pilnowała się mnie, Tango, Pandy bardziej niż mnie. Były chwile, że traciłem je z widoku, odczekiwałem chwilę, gwizdek i psy zaraz gdzieś wyrastały z ledwie zieleniejących się zarośli. No i tak 1,5 godz baraszkowania po lesie. Jeszcze je czekało przynajmniej 5 godz samotności gdy wyszedłem z domu. Trochę drżałem, ale zostawiam Pandę i Tango luzem. Otwarte klatki, trochę ograniczona przestrzeń i psy same. Wyłączyłem domofon i telefon, lepiej, żeby nic je nie rozpraszało. Po powrocie zastałem witające merdaniem ogona psy. Jeszcze nie miały takiego doświadczenia. Zastałem wszystko w najlepszym porządku.No jest środa i mam urodziny. W prezencie od Berty dostałem jej niemoc. Wczoraj coś ją dopadło i nie wiadomo co to jest. Pozornie, wszystko co zewnętrzne jest w normie. Temperatura idealna, węzły chłonne normalne, stawy w porządku, ciśnienie prawidłowe. A pies ledwo chodzi, nie chce jeść, na szczęście pije. Są chwile kiedy jest w apatii zupełnej, nawet nie chce do mnie przyjść. Po jakimś czasie zaczyna się bawić z Tango. Nic nie rozumiem. Byłem u veta, czekam na wyniki analizy krwi, może coś to pokaże. Nastraszyli mnie trochę babeszjozą, tą odmianą, która w pierwszym okresie jest prawie bezobjawowa a potem atakuje wątrobę. Dla mnie nie ma nic gorszego niż choroba psów. Rozwala mnie to dokumentnie. Właściwie nie potrafię się nad niczym skupić. Próby przekierowania uwagi na coś innego nie wychodzą. Chyba sam jestem psem. Po powrocie od weterynarza, dziwnie zachowała się Bianka. Berta powaliła się na trawniku i sobie leżała. Bianka stanęła nad nią, ale dosłownie. Bianka stała i miała pod swoim brzuchem Bertę, poczym zciągnęła jej z łapy opatrunek i dalej stała. Oj nie lubię takich zachowań, jeszcze bardziej ich interpretacji. Często wśród przyjaciół psiarzy mówimy o sobie, że jesteśmy nienormalni. To prawda, ale ta nienormalność, to inność. Inna niż normalna wrażliwość współodczuwania, empatyzowania ze zwierzętami nie tylko z psami. Jak coś boli mojego psa mnie boli w dwójnasób. Jak środowisko dla niego jest niesprzyjające, to ja się z tego wycofuję, nie on. Berta nie jest młodzieniaszkiem, ma już 9 lat. W zeszłym roku zafundowałem jej bardzo dużo zmian, wiem że dla niej niekorzystnych i mało zrozumiałych. Większość ludzi by powiedziała to w końcu pies zaadoptuje się do wszystkiego. Berta tego nie zaakceptowała, ona może żyć spokojnie tylko w swoim ogródku, wśród swoich patyków, kępek trawy, spacerów po swoim lesie, dziadków rozpieszczających ją suszoną kiełbasa. Jest to pies, któremu już w pierwszym roku jego życia odpuściłem jakiekolwiek szkolenie. Jej zadaniem na całe życie jest, po prostu być. Taką kiedyś ustaliłem dla niej misję a potem wtłoczyłem ją w zupełnie inną rzeczywistość. Ona zniosła to fatalnie, ja też w efekcie nienajlepiej. Wróciliśmy na stare śmieci i teraz zastanawiam się czy to ja sam wróciłem, czy ona mnie tu zaciągnęła? Nie wiem, muszę z Bertą o tym pogadać. Ale zmiękłem.Piszę a moja ulubiona ruda blondynka leży w nogach, śpi spokojnie. Pocieszam się tym, że od poniedziałku do czwartku Panda zachowywała się podobnie. Może to jakiś wirus zawleczony przez Pandę? Jeśli niedyspozycja Pandy była z tym związana to może Bercie przejdzie to tak samo.

No i tak spędzamy moje 4... sme urodziny. A może Berta celowo chciała w tym dniu zwrócić moją uwagę na niej. Nienawidzę takich sytuacji, sam wielokrotnie zajmowałem się reanimacją właścicieli chorujących lub zchodzących psów, a tu jestem sam w takiej sytuacji, już nie pierwszy w życiu i nie daję sobie z tym rady.

Bert, Bian, Tang

Pytanie: Ile legowisk potrzebne jest trzem psom?

16:04, r.drozda
Link Komentarze (4) »
wtorek, 25 marca 2008
Dużo nowych rzeczy, ale po świętach i weekendzie muszą się odleżeć. Jutro postaram się uzupełnić wpisy.
15:00, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 marca 2008
Siedziałem bardzo długo dzisiaj w nocy i pisałem. Nawet przytrafiło się tak, że dostałem wstępną propozycje pisania krótkich felietonów do jednego z psich pism. Na po świętach mam oddać wstępny szkic całości i rozwinąć pomysł. No i położyłem się spać na jakieś dwie godziny jak już świtało. Oczywiście nie ma zmiłuj się, psy jasno powiedziały mi kiedy powinienem je wypuścić. Nie ma mowy o dalszym śnie. Zaraz potem spacerek edukacyjny z Tango, dzisiaj był rewelacyjny, może zorientował się, że ledwie stoję na nogach. Jeszcze godzinka urzędowania z psami w ogródku. Zabawa z piłką, Tango zaczyna załapywać, przynosi piłkę jeszcze tak nie do końca ją oddaje, ale przybiega i co któryś raz wypluwa ja przed moimi nogami. Dzisiaj bardzo ładnie jego zachowania były modelowane przez Pandę. Panda pięknie aportuje piłkę i uwielbia to robić. Miałem takie wrażenie, że Tango trochę się od niej tego uczył. Z Pandziorą miałem przez trzy dni trochę kłopotu, nie wiem czy to infekcja, czy stres. Raczej skłaniam się ku temu drugiemu. Dzisiaj już nie ma śladu po tym. Normalny zdrowy i radosny pies. Tak ok. południa zasiadłem do komputera i przejrzałem swoje zapiski. Często czytam głośno to co napisałem. Wokół mnie leżą rozwalone na podłodze cztery retrievery. Czytam, leżą spokojnie, przestaję, Berta zaczyna w charakterystyczny sposób mruczeć. Czytam dalej, Berta przestaje. W końcu czytam ostatnie zdanie i mówię do siebie no chyba ujdzie. W tym samym momencie słyszę tupot czterech retrieverowych ogonów walących w podłogę. Chyba te kundle zaakceptowały moje wypociny. Panda cały dzień przychodzi do mnie żeby się przytulić. Podchodzi, robi cielęce oczy, ja kładę rękę na jej łopatce, pies zaczyna intensywnie merdać ogonem a po 5 sekundach ogon opada i Panda stoi spokojnie. Natychmiast pojawia się obok Tango. Robię z mim to samo co z Pandą i mam dwa labki stojące na wprost mnie, zadowolone i rozluźnione tak, że mógłbym im ćwieki na głowach strugać. Przecież nie jestem jakiś Kaszpirowski.

Zastanawia mnie jak to jest? Nie mam teraz w swoim osobistym życiu łatwego czasu. Rozkołatany bywam nieźle, zarówno emocjonalnie jak i zdrowotnie. Gdzieś jednak bardzo wyraźnie udało mi się rozdzielić pracę z psami od swoich problematycznych sytuacji. Nawet myślę, że gdyby nie te mokre nosy moje życie układałoby się inaczej, raczej bez jakiegokolwiek sensu. Godzina z psami, to godzina z psami, piękna i frywolna chwila czystych i zrozumiałych relacji, pozbawionych zawikłań i trzecich kontekstów. Z moimi Goldenkami rozumiemy się bez słów i gestów. Z Tango dopiero to budujemy. Ale z Pandą? Wystarczyła chwila i jest tak jakbyśmy byli starymi kumplami. No bo w sumie trochę jesteśmy. Jutro święta, nie specjalnie mam na nie ochotę, ale one są nawet gdybym chciał, żeby ich nie było. Trudny to czas takich własnych rozliczeń, ale przychodzą nagle cztery zipiące pyski z mokrymi nosami i to wystarcza.

14:07, r.drozda
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 marca 2008

Dzisiaj, z pierwszym pełnym dniem wiosny mijają dokładnie dwa miesiące od kiedy mam Tango. Czy przyszedł czas na jakieś podsumowanie? Zapewne tak, ale nie potrafię obiektywnie, tego zrobić. Dostałem psa, który nie był w stanie wejść po moich schodach, a teraz po nich śmiga i nie boi się wejść na schody ruchome. Jak tak sobie przypomnę chociaż pobieżnie, w ile bardzo różnych sytuacji go wsadziłem, to albo mi ciarki po plecach przechodzą, albo należało by się popukać po głowie. Na szczęście wszystkiego tu nie opisuję. Jednakże wszystko o czym pisałem miało miejsce, wiele faktów o których nie pisałem też się zdarzyło. Niech to pozostanie moją i Tango tajemnicą. Jak opisać barwnie spacer kiedy co dwa kroki pracujemy nad dostawianiem się do lewej. Jak wytłumaczyć, że spacer na przestrzeni 200 m trwał 50 minut a następne 2 kilometry przeszliśmy w 20 minut. Taka planowa praca ze szczeniakiem to jednak, niezła orka. Mi sprawiają przyjemność wszystkie chwile spędzone z psami, nawet te najbardziej upierdliwe. Jeżeli uda się zapanować nad trudną sytuacją to satysfakcja z tego jest większa niż wcześniejsza irytacja. Wiele osób pyta mnie co Tango już potrafi? Zazwyczaj odpowiadam, że nic nie potrafi. Jego największą umiejętnością jest to, że potrafi być ze mną w każdych nawet tych niespodziewanych okolicznościach. To największe chyba, moje i Tango osiągnięcie. Możemy razem być i jeden drugiemu nie przeszkadza. Jak jest potrzeba to nawet się dogadujemy. Przyjdzie czas na konkretną naukę, wtedy powiem, tak tango potrafi nosić koszyk. W tzw. międzyczasie przemycamy różne ćwiczenia z klikerem, ale jest to zabawa. Tango łapie jednak to migiem i zapamiętuje. Już teraz bywa tak, że jak biorę kliker do ręki i w klasyczny sposób robimy coś sesyjnie, Tango jak dobrze „rozklikany” pies zaczyna prezentować wszystko, lub nic bo przecież nic nie potrafi. Tango spędził u mnie raptem dwa miesiące, to jak do tej pory połowa jego życia. Myślę, że jednak w tym czasie zadziało się w jego życiu dużo. Zadowolony jestem z siebie, że jednak nie napinam się. Ambicją tutaj niczego nie zdziałam. Spokój i systematyczne bycie z psem to jedyne co mogłem mu do teraz zaoferować. Oczywiście zaraz zaczniemy, zaczną się porażki i sukcesy, ale to normalka. Ważne, żeby wchodząc w regularny cykl ćwiczeń mieć tzw. bezproblamatycznego psa. Jak się patrzę na różnych właścicieli psów i ich podopiecznych to odnoszę wrażenie, że 90% zabiera się za szkolenie psa dopiero gdy wychodzą jakieś zachowania niepożądane. Nie ma w tym niczego niezwykłego, wielka chwała należy się wszystkim, którzy się za to zabierają. Szkolenie jako sposób na rozwiązanie problemów behawioralnych jest bardzo dobrym pomysłem. Czasami widzę psa z niezwykłym potencjałem, takiego który mógłby podbić świat prezentując swoje umiejętności, niestety z racji błędów socjalizacyjnych wychodzi to miernie. Właściciele cieszą się drobnymi sukcesami, mają rację, ale nie wiedzą co by było gdyby... Ja też nie wiem do końca czy mam rację ale różne drobne sygnały mi to podpowiadają. Na pewno nie kieruję się intuicją, bo jej nie ma. Intuicja może być jedynie nieuświadomioną wiedzą. Tak więc mam wielką nadzieję, że niedługo wyjdziemy z Tango z przedszkola i przejdziemy do szkoły podstawowej. Tu jeszcze nie ma żadnych egzaminów, po prostu podstawówka jest obowiązkowa i już. Każdy rozpoczyna naukę z różnymi doświadczeniami, społecznymi i socjalnymi. Ja zrobiłem tyle ile potrafiłem. To nie były same sukcesy, ale jestem zadowolony.

Czarne na szarym

Czarne na szarym
14:54, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 marca 2008
Aneks

Chwila przerwy od Tango, może nie. W końcu nie samymi psami człowiek żyje. Przypomniałem sobie dzisiaj, że Jacques Brel śpiewał piosenkę o Tango, no może nie o nim ale ten kawałek ma tytuł: „Le Tango Funebre”. Pisenka z walcem w tytule to „La Valse a mille temps” pokręciłem pisząc poprzedni aneks, w tłumaczeniu to „Walc na tysiąc pas”. Znalazłem dzisiaj w internecie w zasobach youtube całą masę kawałków Brela. Najbardziej dla mnie były ciekawe te z lat 60-tych. Stare nagrania b&w z jakiś dziwnych koncertów gdzie widownia siedzi w smokingach i sukniach balowych. Ja najlepiej zapamiętałem go z lat siedemdziesiątych a był to wtedy podobno niezły luzak. Zupełnie nie pasuje mi jego wizerunek w garniturku z wąskim krawacikiem. Ale w końcu „The Beatles” też wyglądali kiedyś podobnie. Największe wrażenie jednak zrobiło na mnie wideo z „Ne me quitte pas”. Brel był dobrym aktorem, toteż pokazał jak samą twarzą, jej mimiką jak interpretować każde słowo. Nie wiem czy można lepiej zaśpiewać tekst o miłości i z pełną szczerością opowiedzieć to co opowiedział.   Rozumiem każde słowo tego tekstu ale nie podejmuję się go przetłumaczyć. Kiedyś Młynarski starał się to zrobić, ale na moje oko to była dość daleka interpretacja. Tekst Młynarskiego podoba mi się ale to nie Brel. Dawno temu w teatrze Ateneum powstał spektakl „Brel”. Widziałem go, to musiało być gdzieś 85-86 rok. Wtedy byłem tym zachwycony. Potem widziałem i słyszałem piosenki z tego spektaklu wielokrotnie. Teraz nadal myślę, że to był dobry spektakl, ale to nie był Brel. To trzeba śpiewać po francusku i rozumieć po francusku. Mi to się udało dopiero teraz, zawsze lepiej później niż wcale.

 Poniżej linki do wspomnianych starych nagrań:   

http://pl.youtube.com/watch?v=nFD3U8laAaA&feature=related

http://pl.youtube.com/watch?v=uEAGoLHMMoA&feature=related

http://pl.youtube.com/watch?v=z9jYfbnyUlM&feature=related
21:33, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 marca 2008
Tango ma wreszcie godnego siebie partnera. Od wczoraj i przez najbliższe dwa tygodnie mieszka z nami Panda, biszkoptowy labrador, asist prowadzony przez Grzegorza Dudę. Moje Goldenki to tak naprawdę dwie takie dość pierdołowate suczki. Choć Bianka potrafi być sprężyną. Zabawa Tango z nimi to korzystanie z ich uległości. Panda natomiast nie daje sobie w kaszę dmuchać. Jest zwinna i szybka jak „błyskawica” (patrz poprzednie posty). Przed chwilą psy miały jakieś 15 minut szaleństwa, zabawy w podgryzanie i sprawdzanie siebie nawzajem. Przerwałem to, bo nie chcę żeby się nakręcały. Tango wylądował w klatce i poszedł spać a Panda powaliła mi się w nogach obok Berty i śpią razem. Ważne żeby w takich momentach zabawy nie przesadzić. Dobrze jest to przerwać i dać zdecydowany sygnał co mogą psy czego im nie wolno. Gdybym pozostawił labradory bez kontroli, pewnie mogłyby się tarmosić długo aż do momentu kiedy któryś z nich mógłby oberwać mocniej. To nie ma sensu. Tango chętnie będzie się bawił bo ciągle jest szczeniakiem i jego granica może być wysunięta dalej, Granica Pandy powinna być już dużo bliżej jej samej. Jutro czeka Tango praca na zajęciach naszej grupki a potem jeszcze jedno spotkanie. Pewnie wrócimy późno i chłopak się socjalizacyjnie i szkoleniowo napracuje. Ciągle nie mogę się do końca zdecydować czy robić już z nim coś konkretnego. Wiem doskonale, że jest do tego gotów ale z drugiej strony boję się zaprzepaścić jego tzw. „napędu socjalizacyjnego”. On uczy się na każdym kroku. W sobotę gdy przyjechali moi ulubieni trenerzy poszliśmy razem do sklepu. Cztery osoby, Tango i Knyszka. W drodze powrotnej Tango szedł luzem między nami. Tak naprawdę miał pierwszy raz okazję maszerowania w grupie kilku osób. Bardzo ładnie pilnował się i zaledwie kilka razy musiałem jakoś mu się przypomnieć. Ale tak naprawdę mogłem go zostawić sobie samemu i sam by się świetnie pilnował. Chodziło mi tu jednak o to, żeby w takim rozgardiaszu towarzyskim też był przywoływalny. No i był. Że już nie wspomnę chodzenia przy nodze bez smyczy w grupie dziesięciu psów.

Dzisiaj zrobiliśmy sobie kilka zdjęć w tym samym miejscu co w zeszłym miesiącu. Trochę urósł, na następnej takiej sesji zejdziemy chyba do parteru.  

Tang i Ja 01

Tang i Ja 02

Tang i Ja 03

Tang i Ja 04

Tang i Ja 05

10:49, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2