statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
poniedziałek, 07 lutego 2011

O trenerze, który pogryzł psa.

 

Zazwyczaj zdarza się odwrotnie, to pies gryzie trenera. Choć dobry trener nie musi się tego obawiać. Mnie nie pogryzł żaden z psów, z którymi pracowałem. Czy jestem dobrym trenerem? Tak, tak myślę. Nie będę już takim dobrym gdy skończę ten tekst, realizując w nim wszystkie moje przemyślenia. Trudno.

Jest u mnie na osiedlu, pewien pan. W tutejszej nomenklaturze zaliczany do okolicznych tzw. meneli. Ale to nieprawda. Cóż z tego, że wygląda dziwnie, delikatnie rzecz ujmując, nie przykłada specjalnej wagi do swojego wizerunku. Jego psy, jeden z dłuższą sierścią wygląda na fana Boba Marleya, drugi z krótką i czarną przypomina zwolennika sił nacjonalistycznych. Swoją drogą, dość specyficzna koalicja. Dlaczego zacząłem pisać od przypadku znanego mi Pana? Bo jest to najlepszy psi trener jakiego w swoim życiu widziałem. Pan i jego dwa kundle to najbardziej symbiotyczny związek, pies – człowiek. Oni po prostu są. Pan idzie, psy idą. Pan staje, psy stoją, Pan siada, psy siadają. Pan idzie wolno lub szybko, psy zawsze tak samo jak On i zawsze tak samo wpatrzone w niego jak gdyby zamiast głowy miał pieczoną gęś. Wszystko oczywiście bez smyczy, obróż, kagańców. No i najważniejsze, bez pokrzykiwania, szarpania, jakiejkolwiek awersji wobec zwierząt i człowieka. Oni w trójkę tacy są. Pan coś mruczy pod nosem, rozumiem, że rozmawia z psami. Mówi to spokojnym i niskim głosem, pewnie mógłby z powodzeniem pracować w dubingu. Mógłby też wygrać każde zawody obiedience, gdyby wiedział, ze takie istnieją. Wielokrotnie Pan i jego psy chodziły mi po głowie. To nie jest człowiek sukcesu. Biedny i z bardzo ograniczonymi potrzebami. Chyba tylko takimi, które pozwalają przetrwać. Jesienią, najmuje się do grabienia liści, zimą do odśnieżania. Często spotykam go w sklepie. Gdy jest po wypłacie kupuje piwo i jedzenie dla psów. Gdy, przed wypłatą, bułkę i jedzenie dla psów. Zawsze grzeczny, uprzejmy, właściwie przepraszający za własne życie. Kiedyś poczęstowałem go papierosem, od tamtej pory kłania mi się w pas i zawsze pierwszy mówi dzień dobry. Przyznam, że mnie to krępuje, bo wcale nie musi takim być. Nie musi przepraszać wszystkich, że jest na świecie. Ja na swoim sumieniu mogę mieć więcej grzechów niż On. Niczego o nim nie wiem, ale wygląda na pogodzonego z tym co ma i nawet wdzięcznego, za to co ma. Dla mnie Pan jest wielkim człowiekiem. Jest wielki za to co zrobił, dla swoich psów, ale nie tylko dla tych. Czasami widywałem go z trzema lub czterema. Zawsze wyglądało to podobnie. Pan, nie robi spektakularnych akcji, „zrywania łańcuchów”, czy ratowania upadających schronisk. On nie przeprowadza staruszek na drugą stronę ulicy, nawet jeśli tego nie chcą. Pan, po prostu to robi, a wszyscy dookoła go za to podziwiają. Pewnie nie jeden raz mógłbym mu pomóc, choćby finansowo, ale nie. Nie, bo On daje sobie radę, a nadmierna pomoc, jak to pomoc, burzy naturalną harmonię. Bo Pan jest trenerem, który „pogryzł” psa bo zrobił wszystko odwrotnie, za to go cenię.

No właśnie, teraz zadam sobie i innym pierwszy raz pytanie. Czy w obliczu takiej postaci jak Pan celowe są zorganizowane, pełne wymyślnych technik i umiejętności trenerskich, szkolenia psów? Jeszcze nie odpowiem. Wstęp będzie dłuższy.

Najpierw pytanie. Po co nam psy? Pierwotne cele, dla których człowiek udomowił wilki, dawno poszły do lamusa. Wartości użytkowe psowatych są już teraz, właściwie bliskie zeru. Ledwie jakiś promil psów znajduje zatrudnienie, w ludzkich obszarach życia. Ale zastanówmy się czy jest to potrzebne? Wiem, za chwilę może się na mnie wylać wodospad pretensji, ze strony osób, które pracują z różnymi psami tzw. serwisowymi. Wielu trenerów i pasjonatów psim światem nie wyobraża sobie Świata bez, psów lawinowych, ratowników wodnych, psów asystujących, przewodników, psów myśliwskich, psów tropiących, psów rozpoznających choroby, ataki anafilaktyczne, psów wynajdujących narkotyki czy materiały wybuchowe. Zgoda one wszystko to potrafią jeśli zostaną wyszkolone. Wróć, one to potrafią tylko my musimy nauczyć je mówić nam o tym. Zgoda, psy mają lepszy węch, słuch i zmysł dotyku. Jednakże wykorzystywanie tych naturalnie rozwiniętych zdolności na potrzeby człowieka to tylko nasze lenistwo. W dodatku nieuzasadnione ekonomicznie, a co do etycznej strony „niewolniczej” pracy na rzecz człowieka mam sporo wątpliwości. Kiedyś, konie, słonie czy wielbłądy były wykorzystywane jako podstawowy środek lokomocji. No bo człowiek wymyślił do pewnego czasu jedynie koło. A jak wymyślił pojazdy mechaniczne to i tak pozostał w nazywaniu jednostki mocy silnika, koniem mechanicznym. No cóż obecnie, w jako tako rozwiniętych społeczeństwach, nie ma żadnego uzasadnienia w używaniu zwierząt jako pociągowych czy transportowych. Jednak zawsze znajduje to ludzką akceptację i przyzwolenie. Podobnie jest z psami. Gdy słyszę jak różni trenerzy opowiadają o niezwykłych predyspozycjach i umiejętnościach psów, oraz o społecznej misji jaką wypełnia ich praca, słyszę w tym jedynie nutę dumy. Może jeszcze deklarowanego szacunku dla świata zwierzęcej doskonałości. To wszystko prawda, ja też nie mogę wyjść z podziwu. No właśnie, tylko czy naprawdę człowiekowi, potrzebny jest niezbędnie doskonały „psi nos”? Uważam, że tak, ale do zupełnie innych celów niż do tych, do których jest wykorzystywany. Współczesne technologie, bywają już tak samo zaawansowane jak zdolności psich zmysłów. Człowiek a właściwie jego „czarodziejskie” urządzenia, potrafią wyłapywać ślady zapachowe. Radary potrafią penetrować, niebo i ziemię, potrafimy widzieć w nocy itp. Przyrost zdolności takich urządzeń jest bardzo szybki. Tak szybki, że sami często za nim nie podążamy. Dlaczego, dysponując wszelkimi środkami mogącymi zastąpić symboliczny „psi nos” ciągle wykorzystujemy psy do pracy? Wyżej napisałem, że z lenistwa, do tego dochodzi kwestia ekonomiczna. Choć zwolennikom takiego podejścia radziłbym zrobić dokładny audyt. Koszt wyszkolenia i wieloletniego utrzymania pracującego psa, wcale nie jest niższy niż zakup np. porządnego radaru geotermalnego. Nie chodzi mi tutaj o roztrząsanie przydatności użytkowej psów. Co do tego nie mam wątpliwości, jest. Ale jeśli człowiek dysponuje możliwościami technologicznymi, to niech to co robią psy, robi sam. „Psi nos” zostawmy na inny obszar relacji z nami. Kiedyś usłyszałem dość skrajną wypowiedź byłego ratownika: „Skoro ludzie są na tyle głupi, że pakują się w różne niebezpieczne sytuacje, to niech inni ludzie narażają życie żeby ich z tego wyciągnąć. Dlaczego za nas, życie ma narażać, inny gatunek?”. Właściwie to myślę podobnie. Człowiek bije rekordy w biegach a do pogoni za złodziejami wysyła psy. Proponuję, żeby policjanci stracili brzuchy. Psy robią to i będą jeszcze długo wyręczać człowieka, właśnie wyręczać a nie pomagać. Pomagamy innym gdy z własnej woli wyrażamy deklarację pomocy. Człowiek potrafi to wyartykułować. Nie poznałem jeszcze psa, który by potrafił ludzkim głosem powiedzieć cokolwiek. Nie wierzę też w to, że psy potrafią pomagać tylko, z własnej nieprzymuszonej woli. Świadomość psa, jeśli istnieje to na pewno nie jest świadomością tylko jakimś innym pojęciem, o którym człowiek nie ma pojęcia.

Dlaczego pies jest najwierniejszym przyjacielem człowieka? Przypomina to trochę gombrowiczowskie pytanie „Dlaczego Słowacki największym poetą był?”. Ani jeden ani drugi nie są najwierniejsi i najwięksi.

Psom na siłę można jeszcze przypisać jakąś wartość użytkową. Chomikom, papużkom czy wężom boa, hodowanym w domu raczej żadną. Choć np. koślawe bociany, którym nie udało się uciec przed mrozami podobno świetnie łapią myszy.

No i tu zacznę wątek, który skłonił mnie do napisania tego tekstu. Nie szkolmy psów. Szkolmy siebie. Jak już poznamy nasze, ludzkie potrzeby, zastanówmy się nad tym po co nam są potrzebne psy? Jak się patrzę na historię różnych psów i ich przewodników, którzy trafiali do mnie to mam jedną nieodpartą myśl. Ja nie prowadziłem szkoleń dla psów. Przez kilka lat udało mi się spotkać ze dwie setki osób, lub więcej, którym tłumaczyłem co zrobić z psem, ale tak naprawdę co zrobić z sobą. To było skuteczne, to zaowocowało przyjaźniami. Hmmm, nawet czymś więcej. Znam wiele technik szkolenia psów. Fakt jestem z wykształcenia psychologiem, ale wydawało mi się, że tego zawodu nie wykonuję. Jednak wykonuję, w relacji człowiek – pies i w dodatku bardzo to lubię, i bardzo bym chciał robić to jeszcze.

Człowiek to taka dziwna istota, stworzył świat dla siebie i kompletnie go nie rozumie.   

12:27, r.drozda
Link Dodaj komentarz »