statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
czwartek, 28 stycznia 2010

Po moim ostatnim wpisie nt. termoregulacji u psów, zadano mi kilka pytań. Tak jak się spodziewałem pisanie skrótowo o rzeczach skomplikowanych często prowadzi do nieporozumień. Po pierwsze nikomu nie każę trzymać psów na mrozie i nie przejmować się niskimi temperaturami. To bzdura i radzę jeszcze raz przeczytać to co napisałem. Po drugie. Ludziska! A ubierajcie swoje psy jak chcecie. Wiążcie im kokardki, zakładajcie kolczyki, strzyżcie i róbcie wymyślne fryzury. Przecież posiadanie psa to również forma zaspokojenia szeregu własnych potrzeb, których niekiedy niepotrafimy zrealizować gdzie indziej. Rozumiem takie potrzeby, ale nie muszę ich akceptować.

Pisząc poprzedni tekst jednak wyraziłem się nieprecyzyjnie. Zakładanie psu ubrania nie oduczy go, jego naturalnego mechanizmu termoregulacji. Termogeneza drżeniowa to mechanizm działający na zasadzie odruchu bezwarunkowego. Tak samo jak cofanie ręki znad otwartego płomienia. Oduczyć się go nie da, chyba że uszkodzimy układ nerwowy. Pies w ubranku, skrótowo, drży mniej. Jego metabolizm nie dostarcza tyle ciepła ile potrzebuje. Ilość energii wygenerowana poprzez mechanizm jego termoregulacji zawsze będzie większa i bezpieczniejsza niż osłona karku chroniąca przed utratą ciepła. Naprawdę trzeba dużo czasu żeby wychłodzić naszego pupila. A tak naprawdę spójrzcie na zegarek. Ile czasu trwa przeciętny spacer z psem w trakcie mrozów? Najbardziej wytrwali właściciele wytrzymają może godzinę. Częściej jest to jednak 15 minut.

Los chyba tak chciał, żeby pisząc o termoregulacji pojawił się medialny wątek, który doskonale ilustruje to o czym wcześniej pisałem. Otóż te same stacje telewizyjne, które dzień wcześniej trąbiły (niemerytorycznie) o zziębniętych zwierzętach, następnego dnia emitują felieton o „dryfującym psie Balticu”. Kudłaty kundelek uratowany przez ekipę statku Baltic z dryfującej kry, 30 km od brzegu, prawdopodobnie po pięciu dniach przebywania na mrozie rzędu – 20 stopni. Cud? Nie z punktu widzenia fizjologii zwierząt. Cudowne jest to, że znalazł się ktoś, kto psa uratował. Ale wróćmy do faktów. Pies przebywał na dryfujących krach. Zatem woda przy słabym zasoleniu Bałtyku musiała mieć temp. między 1-3 stopnie. Lód na którym stał ok. – 3 może – 5 stopni. Dla takiego psa jak Baltic to temperatury do zniesienia dłużej niż nam się zdaje, nawet do wiosny. Dużo gorsza do zniesienia była temperatura na wysokości jego karku. Wiatr mógł smagać jego kark temperaturami poniżej – 20 stopni. Jeśli trwało to 5 dni to jeszcze dał sobie z tym radę. W ciągu następnych dwóch dni, najpierw zacząłby słabnąć, potem nawet zastrzyk adrenaliny nie wystarczyłby do utrzymania równowagi i znalezienia właściwej kry. Pies mógł, ba nawet musiał kilka razy przekąpać się w takiej wodzie. No chyba, że jest super spryciażem i skakał z jednej na drugą. To że przetrwał i nie umarł z przechłodzenia jest dla mnie zrozumiałe. To, że przetrwał przy tak olbrzymim stresie, już mniej. Najwyraźniej pies Baltic jest starym wyjadaczem, który doświadczył niejednej niedogodności.

Dlatego Panie Kapitanie statku Baltic nie oddawajcie nikomu psa. Niech zostanie z Wami jako honorowy członek załogi. Dla niego większym stresem będzie oddanie go komukolwiek innemu, nawet właścicielowi. Czuje się świetnie w objęciach Pana Bosmana, już niech nie stresuje się kolejnymi zmianami.

Wniosek: psy marzną nie wtedy gdy nam jest zimno.

 

 

 

 

10:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010

Czy psy marzną?

Wczoraj obejrzałem w wiadomościach krótki felieton nt. dbania o zwierzęta zimą. Generalnie, pointa była taka, że zimą psy, koty, krowy, konie marzną i trzeba o nie dbać. Psom zakładać specjalne sweterki a kotom uchylać okienka piwniczne, żeby miały gdzie się schować. Jeszcze kilka ujęć na psy wystawiające czubki nosów ze swoich nieocieplanych bud i mamy pięknie zakomponowany obraz bezdusznego człowieka. To wszystko prawda, jeśli już pies mieszka w budzie, niech będzie ona ocieplona. Otwierajmy kotom okna do piwnic itd. Będziemy lepszymi ludźmi. Nie wiem jak dba się o krowy i konie. W stajni, którą kiedyś widziałem, choć podobno bardzo porządnej, było zimno. Zresztą, jak w przysłowiowej psiarni. Nie znam się na zwierzętach inwentarskich zatem nie będę tego oceniał. Wierzę, że było w porządku.

Trochę więcej wiem nt. psów i trochę się powymądrzam. Czy psy marzną? Tak, marzną jak wszyscy, tylko trochę inaczej i niekoniecznie wtedy gdy nam jest zimno. Wśród swoich notatek znalazłem tabelę z zakresem tzw. temperatur krytycznych u niektórych ssaków. Temperatura krytyczna to taka, poniżej której lub powyżej której metabolizm zaczyna trochę inaczej działać. Jeżeli dolna temperatura graniczna dla gołego człowieka to 25 stopni, to oznacza, że przy niższej temperaturze nasz metabolizm zaczyna czerpać z naszych zasobów. Tak, to przedziwne ale już w temp plus 25 stopni organizm człowieka zaczyna uruchamiać całą falę mechanizmów fizjologicznych i behawioralnych mających za zadanie utrzymać optymalną temperaturę ciała. U różnych ssaków dolna granica jest różna. Niedźwiedź polarny może zacząć się martwić dopiero w temperaturze poniżej – 30 stopni, lis polarny – 40 stopni, ale taki leniwiec już w temp. + 31 stopni traci ciepło. Jaka jest dolna temperatura graniczna dla psa? Różna, bo pies to niejednorodna hybryda wyhodowana przez człowieka. Psy bardzo różnią się wielkością, grubością tkanki tłuszczowej, gęstością futra itd. Ale również intensywnością przebiegu procesów fizjologicznych mających wpływ na termoregulację. Ale uwaga! U psów północy, husky czy malamutów dolna temperatura graniczna to – 30 stopni a u ich szczeniaków – 25 stopni. U psów pozostałych średnio można przyjąć, że jest to temp. – 20 stopni. Co to dokładniej oznacza? Najprościej to, że u psa dopiero w temp. poniżej – 20 stopni następuje przechłodzenie, prowadzące do ujemnego bilansu cieplnego organizmu. Straty ciepła przewyższają wtedy jego bieżącą produkcję. To dość ryzykowne ale można by powiedzieć, że psy zaczynają marznąć przy – 20. Ale to nieprawda, nie wiemy przy jakiej temperaturze marzną. Dlaczego? Bo poziom odczuwania zimna to wartość opisowa i subiektywna, a jeszcze żaden pies o tym nie opowiedział. Z całą pewnością nie odnośmy własnej skali odczuwania zimna do psów. Chociażby dlatego, że różnica pomiędzy dolną temp. krytyczną człowieka i psa to niekiedy 45 stopni. Człowiek przebywający w wodzie o temp. + 5 stopni jest w stanie przeżyć kilkanaście minut a wejście do niej to niebyle jaki wyczyn pokazywany w telewizji. Pies w takiej temperaturze potrafi godzinami biegać za aportem. Nam się może robić zimno już na sam widok psa kąpiącego się w niskiej temperaturze. Psom może się robić gorąco na nasz widok gdy chodzimy w czapkach i ciepłych kurtkach przy temp. – 5 stopni. To ostatnie zdanie, to oczywiście kolokwializm. Głównie chodzi mi o to żeby zwrócić uwagę na to, że gdy nam jest zimno, nawet bardzo, psom jest ciepło. Gdy my czujemy się komfortowo wygrzewając się na plaży, psy cierpią z przegrzania organizmu. O reagowaniu na wyższe temperatury napiszę innym razem.

Jak organizm psa i innych ssaków radzi sobie z przechłodzeniem?

Zdarzyło mi się mieć kilka razy wykład nt. termoregulacji psów. Zawsze na początku zadawałem pytanie: Jak myślicie, co ma największy wpływ na utrzymanie właściwej temperatury organizmu przy niskich temperaturach jego otoczenia? Zawsze na pierwszym miejscu wymieniano futro a na drugim grubość tkanki tłuszczowej. To prawda, ma to znaczenie ale nie pierwszorzędne. Przed spadkiem temperatury wewnętrznej organizmu chronią nas w pierwszej kolejności, wytwarzające ciepło mięśnie i narządy wewnętrzne tzw. termogeneza. Na drugim miejscu są struktury izolujące, jak skóra z tkanką tłuszczową, sierść, pióra czy sieci naczyniowe.Termogeneza to proces, w którym powstaje ciepło w wyniku reakcji biochemicznych. Żeby było trudniej rozróżniamy termogenezę drżeniową i bezdrżeniową. Obydwie formy temoregulacji są kontrolowane przez podwzgórze i są pobudzane przez pobudzenie różnych termoreceptorów. Można o tym pisać i pisać…

Termogeneza bezdrżeniowa.

Charakteryzuje głównie ssaki, choć występuje u niektórych ptaków. W niskiej temperaturze, poniżej dolnej granicy temperatury granicznej, następuje pobudzenie układu adrenergicznego co w konsekwencji prowadzi do zwiększonego wydzielania neurotransmiterów neoadrenaliny. Ta zaś powoduje poprzez wcześniejsze procesy, przyspieszenie utleniania pewnych kwasów tłuszczowych. To potworny skrót co napisałem wyżej. U ssaków występuje dość szczególny narząd mający szczególne znaczenie w termogenezie bezdrżeniowej, to tzw. brunatna tkanka tłuszczowa. Tworzy ona duże i ukrwione skupiska między łopatkami, wzdłuż kręgosłupa, między żebrami i w okolicach nerek. Tkanka ta w największych ilościach występuje u osobników młodych i starych najbardziej narażonych na wychłodzenie. Utlenianie tej tkanki ma pierwszorzędne znaczenie w utrzymaniu właściwej dla organizmu temperatury. Ilość ciepła powstająca w wyniku tego procesu jest nieporównywalna z żadnym innym. Zatem w wyniku chemii w naszym organiźmie dostarczamy sobie ciepełka. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze …

Termogeneza drżeniowa.

Jest to jednoczesne, odruchowe pobudzanie małych jednostek neuromotorycznych w działających antagonistycznie mięśniach, zginaczach i prostownikach. Powoduje to, czasami niewidoczne drgania mięśni w różnych okolicach. Skutkiem takich drgań jest przynajmniej pięciokrotny wzrost metabolizmu i produkcji ciepła. U wychłodzonego człowieka jako pierwsze zaczynają drżeć mięśnie warg, szyi i tułowia. Na intensywność drgań ma u ssaków przede wszystkim wpływ działanie niekorzystnej temperatury na receptory zimna rozmieszczone wzdłuż kręgosłupa. W drugiej kolejności na pozostałe receptory skórne. Dreszczowa regulacja temperatury ciała jest włączana okresowo i nie pozwala na precyzyjne utrzymanie właściwej temperatury ciała. W dodatku uruchomienie normalnej aktywności ruchowej mięśni przerywa drżenie i powoduje jedynie straty cieplne. Lepiej zatem skulić się i drżeć niż rozgrzewać się „szwedzką gimnastyką”. Termogeneza drżeniowa to mechanizm odpowiedzialny, czasami za 70% funkcji życiowych organizmu ssaka. Czy należy w temperaturze – 20 stopni zakładać psu ubranko? Nie ale o tym później.

 Futro i tłuszcz.

W ochronie przed wychłodzeniem jak i przegrzaniem ważną funkcję pełni skóra i jej wytwory np. sierść u ssaków, pióra u ptaków. Skóra kurcząc się ogranicza dostęp naczyń krwionośnych do warstw powierzchniowych przez co zapobiega stratom ciepła. Jeśli jest otoczona grubą warstwą tkanki tłuszczowej tym trudniej ciepło krwi ucieka. Jednak nawet w bardzo niskiej temperaturze naczynia krwionośne i układ limfatyczny rozszerza się żeby uwolnić nadmiar ciepła. Wartość izolacyjna futra, kreatyny, tkanki tłuszczowej jest istotna jednakże mocno przeceniana. To jednak termogeneza drżeniowa odgrywa decydujące znaczenie w utrzymaniu właściwej temperatury ciała.

O czym pamiętajmy?

Psy spokojnie wytrzymują temperaturę – 20 stopni.

Na mrozie drżą bo tak regulują temperaturę własnego ciała.

Godzina spaceru na mrozie bardziej wyziębi nas nisz naszego psa.

Temperatury minusowe do – 20 są bardziej komfortowe dla psa niż dla nas.

Nie zakładajmy psom sweterków bo oduczamy je ich naturalnego mechanizmu ochrony przed zimnem.

Zakładanie psom ciepłych kubraczków.

To absolutnie niepotrzebny wydatek generowany przez producentów psich akcesoriów. Zakładając psu ciepłe ubranko oduczamy go wszystkich naturalnych dla niego mechanizmów obrony przed niską temperaturą i właściwą dla niego termoregulacją. To że nam jest zimno nie znaczy, że psu jest podobnie. Krótkowłosy ratlerek da sobie radę na mrozie lepiej niż potrafimy sobie to wyobrazić. Ale po co zakładać termoizolacyjne kamizelki kudłatym Yorkom czy Papillionom tego nie wiem i wolę nie wiedzieć.

 

 

 

 

12:24, r.drozda
Link Dodaj komentarz »