statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
RSS
środa, 28 stycznia 2009

Jeszcze jedno. Wielkie dzięki za brak komentarzy na blogu. Wszelkie uwagi proszę kierować na adresy 4drozdy@wp.pl lub r.drozda@gazeta.pl tak jak zwykle.

Pozdrawiam

Robert

20:42, r.drozda
Link Dodaj komentarz »

Przegapiłem jedną ważną datę, choć obiecywałem sobie, że tego nie zrobię. 22 stycznia 2008 roku zacząłem pisać mojego bloga. Blog miał być o mnie i o moich meandrach związanych z psami. Bezpośrednim powodem inicjującym pisanie było się pojawienie Tango. Tango już dawno, bo o sierpnia nie ma. A wszystko co o nim wiem, to informacje z przemytu. Nie potrafiłem się dogadać z nową właścicielką Tango, nie potrafiłem znaleźć dla siebie miejsca w organizacji, która działała wbrew moim oczekiwaniom. Trudno tak się stało. Najważniejsze, że niczego co zrobiłem w ciągu tego roku nie żałuję. Były cudowne zjazdy u mnie i spotkania z przyjaciółmi. Była mnogość szkoleń i spotkań z bardzo różnymi psami. Kolosalne doświadczenie, którego nikt mi nie odbierze. Było wreszcie spotkanie z Jackiem Gałuszką i szkolenie w Lublińcu. Była Hania, Monika, Andrzej, Grażyna i ich cudowne psy. Była to bardzo merytoryczna praca, którą żeby zrozumieć trzeba w niej uczestniczyć. Były też psy i ich właściciele, którzy naprawdę zrobili na mnie wielkie wrażenie. Beata i Bąbel, Andrzej, Ania i Dino, rozdygotana Tosia – moja faworyta. Kama, Hovek z nieodpartym imperatywem stróżowania. Bary pracujący tylko na patyki. Wiki, jamniczka, którą trzeba było terapetyzować po nieudanych kursach psów norowców. Świeczka, szpic którego próbowano przyuczyć do roli psa asystującego. Było jeszcze wiele innych psów i ich przewodników, którym pomagałem. To była niezła przygoda. Przez ten rok pisałem o psach ale nie tylko. O sobie też. Było też spotkanie z Kasią, zaczęło się od konsultacji w sprawie jej psa a skończyło się na uczuciu, którego nie unikam. Jestem w Kasi zakochany i bardzo z tego powodu szczęśliwy.

Wreszcie powinienem o tym napisać. Od stycznia 2008 roku do dzisiaj odwiedziło mojego bloga 75631 osób. To wielki dla mnie zaszczyt. Gośćmi byli ludzie z ponad 140 miast w Polsce, prawie ze wszystkich krajów Europy. Najbardziej mnie wzrusza stały czytelnik z Wietnamu. Jestem Wam bardzo wdzięczny za czytelnictwo moich tekstów. Wiem, że ostatnio mniej piszę. Przejrzenie statystyk zobowiązuje do regularnego pisania. Zatem wrócę do tego. Jeszcze raz Wszystkim Wam dziękuję.

12:36, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 stycznia 2009

„Czy warto mieć dwa psy? Lepiej mieć jednego czy dwa lub może więcej?”

Dzisiaj rano obudził mnie mail z tak zadanym pytaniem. W pierwszej chwili pomyślałem, że warto. Potem jednak uznałem, że jeśli miałbym odpowiedzieć na takie lub podobne pytanie, musiało by być inaczej sformułowane. Posiadanie psa, jednego lub nawet kilku, to nie jest kwestia, czy warto? Myślę, że nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi. Obecność psa, kota czy węża boa, zazwyczaj wypełnia jakiś zakres naszych potrzeb, jakich? Każdy ma ich bezmiar do wypełnienia. Dla jednych będzie to niespełniona potrzeba afiliacji, dla drugich dominująca potrzeba władzy. Człowiek jest bardzo złożoną i ciągle zaskakującą samego siebie konstrukcją. Człowiek z psami to konstrukcja czasami zupełnie nieprzewidywalna. Zatem mieć jednego, dwa czy trzy psy? I tu zadaję sobie pytanie: A co człowieku chciałbyś uzyskać otaczając się gromadką większą niż jeden? Pies w domu i świadome przewodnictwo właściciela to góra szczęścia. Tylko czy przyrost inwentarza automatycznie zwiększa poziom naszego szczęścia? Nie, to nie dzieje się tak po prostu. Znam domy gdzie jest jeden mały pies i ten fakt określany jest przez właścicieli jako nadmiar szczęścia. Znam i takie domy gdzie psów jest siedem, cztery koty, kanarki i tchórzofretka. Pod płot wieczorem przychodzą na kolację dziki z pobliskiego lasu. Właścicielom posesji ciągle jest mało i myślą o zakupie dwóch koni i stadka kóz. Wszystko fajnie, Marek i Hania mieszkają na wsi. Mają duże gospodarstwo, choć rolnikami nie są. Dużą część swojej prywatności poświęcili zajmowaniu się zwierzętami. Robią to pięknie a każdy kolejny nabytek jest dla nich autentycznym szczęściem. Oni zapewne powiedzieliby, że warto mieć kilka psów. Tyle tylko, że Oni tak a nie inaczej, ułożyli priorytety we własnym życiu. Ja też bym tak chciał ale na razie nie mogę. Dlatego mam dwa psy i więcej niż dwa mieć nie będę. W ciągu ostatnich czterech lat, blisko dwa lata mieszkała ze mną Altura, mój ukochany Bouvier, oraz Tango przez siedem miesięcy. W międzyczasach hostelowały u mnie różne psy. Gdyby dołożyć do tego pobyt w Brzeźnicy, to w ciągu tych lat pętały się wokół mnie czasami więcej niż trzy psy, czasami nawet więcej niż siedem. Na szczęście tylko Bianka i Berta są moimi psami, resztą się opiekowałem, ale też brałem za nie odpowiedzialność, taką jakby to były moje psy. Właśnie, więcej psów to konieczność wykrzesania z siebie większej odpowiedzialności. Ale takiej, która nie polega tylko na okazywaniu im uczucia i wypełnianiu miski żarciem. Ważniejsza od utrzymania stałych pór posiłków jest umiejętność obserwacji zachowań zwierzaka i adekwatnej ich interpretacji. Interpretacji nie uczepionej jednej ideologii ani teorii wyjaśniających zachowania czworonogów. Przypominam, jednej. Najlepiej gdy właściciel psa jest otwartym człowiekiem i holistycznie podejmuje meandry rozumienia różnych zdarzeń. Wkrótce pojawi się mój tekst dotyczący etologicznego rozumienia mechanizmów zachowań psa. Może wtedy będzie bardziej zrozumiałe nagłe ucięcie dalszego wywodu. Pisząc do ludzi, szukających odpowiedzi na konkretne pytania, powinienem dawać konkretne odpowiedzi. Czasami takich odpowiedzi udzielam i wcale się ich nie boję. Czasami boję się udzielać odpowiedzi.

Na koniec przytoczę przykład dotyczący posiadania kilku psów.

Przykład:

Dwa miesiące temu zostałem poproszony o konsultację w sprawie agresywnego psa wziętego ze schroniska. Zawsze, dwa razy w miesiącu spełniam taki dobry uczynek i w granicach Warszawy, tam gdzie dojeżdżają autobusy, stawiam się na wezwanie. Sam pokrywam wszelkie koszty takiej mojej wyprawy. Nigdy w takiej sytuacji nie biorę za to pieniędzy. Przyjeżdżam na umówione miejsce. Mieszkanie w dzielnicy Ursynów. Wcale nie małe mieszkanie. Cztery pokoje, mieszkanie z dużym polotem urządzone, wszędzie pełno nowoczesnych sprzętów. W mieszkaniu rezyduje sześć osób. Dla ludzi to wystarczająca powierzchnia. Są tam też cztery psy i cztery koty. Ludzie, cztery koty i jeden pies bez skrępowania przemieszczają się po mieszkaniu. Pada pytanie. Co zrobić z pozostałymi trzema psami? Trzy pozostałe, są przywiązane na smyczy do kaloryferów w trzech pokojach. Pytam się dlaczego? Pada odpowiedź bo się gryzą.Ryzykuję i proszę o spuszczenie wszystkich psów, oczywiście zaopatrzonych w kagańce. Trzy tzw kaloryferowce podchodzą do siebie pięknie c-sują, idylla. Wpada ten czwarty, który jest zawsze na wolności. Zaczyna szczekać, pokazywać kły i podgryzać pęciny, trzech dogadujących się psów. Zaczyna się awantura, gdyby nie kagańce powstała by krwawa jadka. Rozdzielam psy i każdy ląduje w swoim pokoju. Pada pytanie właścicielki psów: Co z tym zrobić? Ku jej przerażeniu odpowiadam: Oddać w dobre ręce trzech kaloryferowców i przynajmniej dwa koty. Wrócić do stanu kiedy Pani i zwierzaki nie sprawiały kłopotu. Odpowiedź właścicielki jest taka: „Jestem okrutny i nieczuły, ja ich nigdy nie oddam. One będą takie nieszczęśliwe beze mnie. Pan jako psycholog powinien to rozumieć, żałuję że pana zaprosiłam na konsultację.”. No cóż, tak bywa, tak odpowiadają klienci.” Właścicielce wydaje się, że robi „wszystko” żeby psy były szczęśliwe. „Przynajmniej trzy razy dziennie wchodzę do każdego z nich. Głaszczę i przytulam. Z każdym psem wychodzę dwa razy na przynajmniej półgodzinny spacer, dbam o nie jak o swoje dzieci.”Przyznam, że nie uwierzyłem w relacje Pani Alicji. Psy, żyją gorzej niż w najgorszym schronisku, w kompletnej izolacji i w permanentnym stresie. Rodzina też, bo żyje pod pręgierzem szantażu. „Jeśli mi je odbierzecie to utopię w Wiśle siebie i wszystko co mi zostanie”. To patologia wymagająca pomocy psychologicznej, może nawet psychiatrycznej. Tak naprawdę konsultacji wymagała rodzina klientki. Nie jestem praktykującym psychologiem klinicznym, zatem przekazałem kontakty do znajomych terapeutów i interwencji psychiatrycznej. To było smutne doświadczenie. Wiem że nic się nie zmieniło. Nic nie pomogło. Nie doszło do kontaktu terapeutycznego, bo właścicielka odmawia kontaktu. Panie z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Straż miejska, Policja mimo zgłoszeń ze strony rodziny, niczego nie stwierdzili. No cóż takie mamy porąbane prawo. Mimo pięknych ustaw mamy głupich stróżów prawa. Znam tylko jedną panią prokurator, która gdyby zetknęła się z taką sprawą to by zainterweniowała. Ale Małgosia mieszka w Katowicach. Poza wszystkim pisze piękne bajki, bajki o psach. Ale o tym w następnym odcinku.Obowiązkiem człowieka jest mieć psa lub kilka psów. Mieć odpowiedzialnie „Bez ludzkiej odpowiedzialności, nie ma psiej sprawności i ludzkiej radości.”

No i na tym kończę temat.

16:45, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 stycznia 2009
No tak. Naprawdę nie śpię w łóżku z moimi Goldenkami. Lubię się budzić w czystej pościeli. Lubię się przytulać, ale wolę żeby to był ktoś z gatunku homo sapiens niż miliony rudo-beżowych kudłów. Jednakże, jeśli tylko nieopatrznie zostawię otwarte drzwi do sypialni zastaję obrazek jak poniżej. Ja z psami nie śpię i powtarzam to z pełną odpowiedzialnością. Natomiast moje psy śpią w moim łóżku gdy tego nie widzę. Zazwyczaj jest tak, że gdy zbliżam się do sypialni to natychmiast złażą z łóżka siadają obok siebie i z miną niewiniątka, pokazują całymi sobą, nic się nie stało. To, że łóżko jest wygrzane to efekt podkręconego ogrzewania. Musisz pan zadbać o oszczędne ogrzewanie. Czasami mam ochotę utłuc te dwie bestie. Nie utłukę ich, bo bardzo, bardzo je kocham, ta ich niesubordynacja jest ważnym fragmentem naszego wspólnego życia. Pewnie nie powinienem tak pisać, jako psi szkoleniowiec.

Uwielbiam gdy moje psy robią coś co jest w poprzek moich oczekiwań. Oczywiście w granicach rozsądku. Za bardzo żyjemy w bardzo zrytualizowanym zrytualizowanym świecie, żeby miało się nam coś pomieszać. Moje Goldenki nie są cyborgami. Ja też nie jestem cyborgiem. Jak każdy, popełniam na co dzień masę niekonsekwencji, no może nie masę ale trochę. Moje psy są dokładnie takie same jak ja. Boleśnie uparte w dążeniu do osiągnięcia własnych korzyści. Niech przykładem będzie Berta. Zawsze gdy wołam ją do domu, pies natychmiast zwraca na mnie uwagę, ale wcale nie przybiega natychmiast. Przystaje, patrzy się chwilę na mnie, kręci głową jakby chciała się upewnić czy aby to na pewno chodzi o nią. Gdy sama uzna, że to wcale nie jest oczywiste, że powinna wrócić do domu, przyjmuje pozycję waruj i czeka co będzie dalej. Jeśli zacznę schodzić po schodach Berta uznaje, że jednak jest powód do powrotu do domu. No i wypielęgnowaliśmy sobie taki elegancki rytuał. Czasami bywa on bardzo nieznośny, szczególnie gdy jest powód do natychmiastowego odwołania psa. W tym absurdzie jest jednak obopólna korzyść. W takiej sytuacji po prostu mamy chwilę na rozmowę. Ja idąc kierunku Berty złorzeczę pod nosem jak nieznośny starzec, a Ona całą sobą pokazuje swoją uległość. Nie krzyczymy na siebie i nie złościmy się na siebie, zawsze jest taka chwila gdy przytulam Bertę i mówię jej coś miłego do ucha. Mi wtedy wystarcza jej anielskie spojrzenie. To już jedenaście lat od kiedy jesteśmy razem. Bardzo bym chciał, żeby jeszcze spotkało nas drugie tyle, ale to niemożliwe. Drugiej takiej Berty nigdy nie będzie, a ja nigdy nie będę oczekiwał żeby kolejny mój towarzysz pies był kolejną Bertą.

 

 

 

 

 

No i jak wytłumaczyć innym, żeby psy nie spały z nami w łóżku. Ja z nimi nie śpię. One śpią bezemnie.

21:00, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009
Wczorajsza wizyta w telewizji ostatecznie skłoniła mnie do kilku zmian w formule mojego bloga. Niemalże codziennie dostaję maile lub telefony z prośbą o poradę w rozwiązaniu jakiegoś problemu związanego z zachowaniem psów. Kotów też, ale na tym się nie znam. Bardzo zależy mi na utrzymaniu charakteru bloga drozdaipsy, tym bardziej, że po roku funkcjonowania właściwie zaczynam rozumieć jaki być powinien. Drozdaipsy będzie blogiem o mnie i o moich psach. O mnie gdy będę chciał napisać coś osobistego, nie tylko w sprawach psich. O psach gdy będę chciał opowiedzieć coś własnego, nie tylko o sobie. Dawno niczego nie napisałem o szkoleniu psów, o mojej pracy z nimi. Może właśnie dlatego, że nie chcę już mieszać wątków osobistych ze szkoleniowymi. Za namową przyjaciół, zwłaszcza po wczorajszym programie postanowiłem uruchomić platformę do udzielania odpowiedzi i zadawania pytań. Będzie to aneks w postaci bloga http://drozdaipytania.blox.pl link umieściłem na zakładce. Blog ten będzie miejscem gdzie oczekuję na pytania związane z psami. Pytania dotyczące szkoleń czy rozwiązywania problemów behawioralnych Waszych psów. Będę też przytaczał własne przykłady różnych przypadków, którymi miałem do czynienia i w jaki sposób się z nimi uporałem, a właściwie jak to zrobili właściciele psów. Nie jestem wielkim fanem udzielania porad przez Internet lub telefon. Poradnictwo na odległość, bez dokładnej diagnozy i bezpośredniego kontaktu niesie ze sobą ryzyko popełnienia błędu. Zarówno przez doradzającego jak i szukającego porady. Jest jednak wiele spraw, z którymi można się uporać bez wizyty psiego trenera czy behawiorysty. Są sprawy w których można podsunąć konkretne rozwiązanie i wtedy publiczne poradnictwo jest poprawne. Są sprawy przy, których nie powinno się rozwiązywać na odległość. Znam wiele osób, które poległy na próbie takiego działania. Moim zdaniem, sensowne poradnictwo w sprawach trudniejszych polega na inspirowaniu w znalezieniu właściwego rozwiązania. To tak jak z wiedzą w ogóle. Dzielenie się wiedzą nie polega tylko na podsuwaniu gotowych algorytmów. To umiejętność inspirowania innych do poszukiwań, nie pozostawiając ich samym sobie. Takie są moje założenia związane z prowadzeniem aneksu. Jeśli tylko uznam, że nie spełniam stawianych sobie wymagań natychmiast zamknę bloga.

Zatem czekam na pytania. W najbliższych dniach opublikuję kilka swoich przykładów.

11:19, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 stycznia 2009

No i przydarzyła mi się rzecz niespodziewanie miła, choć spodziewanie zaplanowana od tygodnia. Zostaliśmy z Bianką zaproszeni do Telewizji. W porannym programie TVP2 „Pytanie na śniadanie” miałem wypowiedzieć się jako ekspert czy można spać z psem łóżku i jak go tego oduczyć? Kontakt nagrał mi Jacek. Wypowiedź i obecność w publicznych mediach zobowiązują do nie popełnienia plamy. Nie jestem osobą medialną, ale chyba plamy nie popełniłem. No i taka jest moja natura, bardziej przejmowałem się Bianką niż samym sobą. Bianka została wystawiona na niezłą próbę. Nagle ktoś mi ją zabrał i postawił wśród prowadzących program, a ona wcale mnie nie widziała spoza świateł i spoglądających na nią kamer. Jednak trwało to chwilę i zaraz byliśmy obok siebie. Trzymanie ręki na mostku bardzo ją uspokoiło, ale ciągle nie była sobą. Dla psa, który nie ma obycia w tak stresującej sytuacji, to bardzo trudne przeżycie. Udzieliłem wypowiedzi związanej z problemem spania z psem a potem jako ekspert zasiadłem do telefonu. Telefon się urywał, a mi uschło ucho od dziesiątków rozmów. Pytania były bardzo różne i bardzo prozaiczne. Wniosek jeden, poziom powszechnej wiedzy nt. opieki i szkolenia psów jest  bardzo, bardzo słaby. Jakże bym chciał żeby był wyższy, lub po prostu oparty na lepszym zrozumieniu. Bardzo to była miła przygoda. Bianka po jakimś czasie wyluzowała się i gdy pan operator stanął 10 cm przed nią z wysuniętym obiektywem mlasnęła i oblizała obiektyw. Znaczy, że jej przeszło i czuła się dobrze. Kamerę i obiektyw trzeba było wytrzeć a Bianka była zadowolona. Ja też wróciłem do domu zadowolony poparciem kilkunastu telefonów, które bardzo wspomogły naszą posturę, minie przewodnika, Bianki psa mi towarzyszącego, czego i Wam wszystkim życzę. Wśród ekipy telewizyjnej był jeden młody człowiek, któremu w pewnym momencie dałem aparat fotograficzny a on zrobił mi i Biance całą masę zdjęć. Nie zdążyłem mu podziękować, nawet nie wiem jak ma na imię. Zatem dziękuję bo dzięki niemu mam zdjęcia. Bardzo dziękuję za miłe i niezwykle kulturalne zajęcie się mną i Bianką.

przestraszona Bianka wśród kamer i prowadzących program

Już lepiej

Robimy za ekspertów. Dziesiątki telefonów do odebrania i moja słoneczna Bianka, którą też trzeba się zając.
W sumie pozytywne doświadczenie.

No i plan ogólny

15:57, r.drozda
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009

Przyszedł nowy rok. Zmieniła się tylko data w kalendarzu. To co jeszcze trwało przed Nowym rokiem jeszcze się nie skończyło. To co się zacznie w tym roku może nie skończyć się w następnym. Jaki był ten rok? Był ciekawy. Zrobiłem rachunek sumienia w moich licznych notatkach i wyszło mi, że w trakcie różnych form spotkań szkoleniowych przeszło przez spotkania ze mną 47 psów i 62 osoby im towarzyszące. Lub odwrotnie 62 osoby, których szkoleniem się zająłem i ich psy, które bacznie przyglądały się poczynaniom swoich przewodników. Właściwie to niezły wynik, biorąc pod uwagę fakt, że zajmowanie się psami nie jest moją podstawową aktywnością zawodową. Bardzo mi się marzy osiągnięcie w tym roku proporcji: 80% psy, 20% grafika. Merytorycznie jestem na to przygotowany na 100%, organizacyjnie na 90%, to trochę mniej, bo nigdy nie wiadomo co wypali. Jednak niezależnie od chłodów i mrozów jestem w stanie prowadzić zajęcia w małych grupach nawet zimą. Chociaż szkoda, że właściciele psów nie potrafią zrozumieć, że psy najpiękniej pracują w temp. –10 i wcale wtedy nie marzną. Berta i Bianka dzisiaj ułożyły się wokół brzozy na śniegu i spały tak przeszło godzinę ich chrapanie słyszałem na piętrze. Dzisiaj było -12. Jednakże dla tych którzy marzną dysponuję ogrzewanym pomieszczeniem. Wielkim dla mnie bonusem było poznanie w ciągu tego roku ponad setki nowych wcześniej mi nie znanych osób i nawiązanie z nimi kontaktu, przyjaźni lub po prostu relacji. To piękne i bardzo budujące. Nie wszyscy mieli psy, nie wszyscy lubią psy. Tacy ludzie też są na świecie. Myślę, że to dobrze inaczej świat by zwariował wokół psów, a one nie są najważniejsze na świecie. Zawsze powtarzam, najważniejsi są ludzie. Najważniejsi są natomiast ci, którzy potrafią żyć i szanować świat zwierząt ich potrzeb i ich ekosystemu. Nawet jeśli tymi zwierzętami są insekty lub inne robale.Wielkim bonusem dla mnie były spotkania comiesięczne na które przeciętnie przyjeżdżało 20 psów i jeszcze więcej ludzi. To duży bagaż doświadczeń dla mnie i dla mojego domu. To były naprawdę wielkie chwile, przyjaznych i miłych relacji.Była piękna wymiana korespondencji z J.Nohawicą. Facet mi odpisał ale za bardzo emocjonalnie. Jednak bardzo go za to uwielbiam. Tu link do jego piosenki przy której wymiękam  http://www.youtube.com/watch?v=81NWZV0lGWE Jak ktoś nie zrozumie czeskiego to polecam poszperanie w Internecie ma swoją oficjalną stronę z tłumaczeniem tekstów. No ale Myszkamiki znajdzie się na moim blogu. 

Rankiem mnie budzi brzask, więc się za przegub chwycę,
czy wciąż mam fart i jeszcze pcha serce krew w tętnice,
a może już jest po mnie, trumienny mam garnitur.
Czy tak czy siak co rano przebudzenie do niebytu. 
Nie ma co, nie ma jak, nie ma z kim, nie ma po co,
każdy jest w sobie sam i z siebie wyjść nie sposób.
Wnet chudy Don Kiszot na szkapie ruszy w nicość,
a Bóg to ślepy szofer, co siadł za kierownicą. 
Telefon włączyć strach - to cudzych uczuć szpicel,
złe wieści jak policja stukają w drzwi o świcie.
Pół we śnie, pół na jawie próbuję zewrzeć szyki,
uśmiechnąłbym się, lecz mam uśmiech Myszki Miki. 
Ranki bym zniszczył. W radiu gra Chick Corea,
za oknem gaśnie neon -
wesoło jest doprawdy,
całkiem jak w mauzoleum.
Ta mumia w nim to ja,
mam podkrążone oczy,
różowy blask poranka już mnie nie zauroczy. 
Ty mówisz do mnie coś, próbujesz czas zawracać,
choć stygną już pomału nasze dołki w materacach.
W szarość mieszają się wyznania win nie w porę,
gdy między nami przepaść wyrąbał drwal toporem. 
Dwa łóżka rozdzielone, dwa suwerenne krajei
z ozdób na tapetach nasz mur berliński staje.
W sen zapaść jak najprędzej, w tę nieświadomość błogą,
że była we mnie miłość, jest tylko pusta wrogość. 
Mury bym zniszczył. Świt to przeklęty czas, minuty,
chwilki małe,
gdy rzeczy nie są czarne, lecz nie są również białe.
Gdy dnia i nocy splot, gdy światła brak,
i cienia,
czuwanie jest cierpieniem bez błogiego znieczulenia. 
Puls znów oszalał i w pachwinie czuję bóle.
Usnąć, nie budzić się, bezmyślnie i nieczule.
Skulony słucham twych słów przeplatanych szlochem.
Na życie jest za późno, na śmierć za wcześnie trochę. 
Co było, a już nie jest, to się nie pisze w rejestr.
Kawa wypita, świeżej z pustego nie nalejesz.
Czego uniknąć chcesz, to ci się właśnie stanie,
a chleb ląduje zawsze stroną z masłem na dywanie. 
Masło bym zniszczył. Mówisz o szansach znów,
sieć słów mnie tak oplata,
jak szpiegowskie satelity,
co krążą wokół świata.
Piżamy zdjąć - no cóż, to byłby plan zbyt prosty.
Gadałem tyle lat, aż spłonęły wszystkie mosty. 
W ustępie plakat mam, a na nim tłustą świnię
-
wiruje z szumem to, co za chwilę z wodą spłynie.
Rzekł każdy, co miał rzec, i poszło to do ścieku,
a ja już tylko chcę swojego dożyć wieku. 
Znów macam dłonią puls, za oknem wstaje dzioneki na „dzień dobry”
brzęczy budzika głośny dzwonek.
Pół we śnie,
pół na jawie próbuję zewrzeć szyki.
Uśmiechnąłbym się, lecz mam uśmiech Myszki Miki. 
Miłość bym zniszczył. Rankiem mnie budzi brzask,
więc się za przegub chwycę,
czy wciąż mam fart
i jeszcze pcha serce krew w tętnice,
a może już jest po mnie,
trumienny mam garnitur.
Czy tak czy siak - co rano - przebudzenie do niebytu. 
Przekład Tolka Muradzkiego 
No i rzecz potwornie ważna. Spotkanie z Kasią. Może najważniejsza. Delikatna, bardzo delikatna sprawa a zaraz minie rok od kiedy pierwszy raz Ją zobaczyłem i ciągle jesteśmy razem, blisko i miło. Kasia jest moim promykiem, ja chciałbym być dla niej słońcem. Może to głupie, że tak publicznie o tym piszę. A co tu owijać w czystą bawełnę ona i tak pachnie Kasią.     

17:36, r.drozda
Link Dodaj komentarz »