statystyka
Będzie o mnie i moim zmaganiu się z sobą samym. O psach i mojej wielkiej do nich miłości i wdzięczności za pomoc na każdym zakręcie.
Blog > Komentarze do wpisu

Trzy miesiące niczego nie napisałem na blogu. Teksty zakończone podpisem cdn. Oczywiście mają swoją kontynuację ale nie blogową. Piszę, oczywiście, że piszę ale książkę nawet dwie i końca ich nie widać. Miało być wcześniej, jednak przy głowie zaprzątniętej czymś innym, nie potrafię się skupić i kontynuować. Na szczęście pojawiło się zjawisko bardzo mnie mobilizujące. Jest czas żeby tworzyć i pracować sensownie, gdy myśli są świeże, gdy głowa jest pusta lepiej zapomnieć o myślach. Dzisiaj wszedłem do statystyk odwiedzin bloga i trochę mnie przytkało. Myślalem, że już nikt tego nie czyta, a tu proszę, tylu ludzi ciągle tu zagląda. Nieprzyzwoitością było by niczego nie napisać. Zatem napiszę. Może na początek o Maksie, zmysły zostawmy na później.

Różne spotykałem na swojej drodze psy. Genialne i kompletnie upierdliwe, ale też genialne tylko przewodnikom brakowało cierpliwości. No i jest Maks. Absolutny faworyt wśród spotkanych psów. Maks jest labradorem o posturze rotwailera, Wielki, masywny silny pies.

Maks był prezentem darowanym przez syna swojej mamie. Mama to drobna delikatna kobieta. Dostała małą czarną kulkę, która miała wypełnić lukę w jej samotności. Pomysł przedni, ale to tylko pomysł. Maks wyrósł na olbrzyma warzącego więcej niż jego Pani. Przeszedł jakieś jedno tradycyjne szkolenie i jak to labrador opanował ładnie wszystkie podstawowe komendy. Gdy mieszkał, ze swoją Panią w domu z ogródkiem było wszystko ok. Ale w wyniku rodzinnych zmian, przyszło mu mieszkać w mieście. A jak w mieście to przyszła konieczność wyprowadzania psa na spacer, a nie tylko otwierania drzwi do ogródka. A tego ani Maks, ani jego Pani nie nauczyli się wcześniej. Konsekwencją tego był spacer, kiedy Maks przeciągnął Panią po ulicy. Wyrwany bark i długa rekonwalescencja.

Trafili do mnie z przesłaniem: albo coś zrobię, albo poszukamy dla Maksa nowej rodziny.

No i się zaczęło. Maks przychodził na zajęcia tylko po to żeby nadrobić zaległości socjalizacyjne. Trwało to ze cztery miesiące, aż w końcu zaczęliśmy wędrować z sąsiadką Melą, małym spanielem i Maks, robił ze spanielem ósemki nie zważając na obecność rozproszeń. Przyznam, że się nieźle napracowałem. Ale, ale jego pani jest niezwykła, uważnie słuchająca i bardzo skrupulatnie wykonująca polecenia. Mój wielki ukłon wobec jej cierpliwości. Pani Maksa to starsza osoba już na emeryturze ale z wielką energią poznawczą.

Taką, której brakuje wielu dużo młodszym, jest po prostu moim najlepszym uczniem jakiego spotkałem. W wielkim skrócie powiem tak, Maks i jego Pani spacerują sobie teraz w najlepsze i czują się bezpiecznie.

Dlaczego o tym piszę. Bo tak się złożyło, że Pani Maksa poprosiła mnie o opiekę nad psiakiem z racji wyjazdu wokół świąt Wszystkich Świętych. No i Maksio spędził z nami cały dzień. W ciągu kilku minut dogadał się z Goldenkami, po piętnastu minutach poczuł się jakby był u siebie. Normalny delikatny psiak, świetnie rozmawiający z innymi psami. Marzenie nie jednego właściciela psa. Większość dnia spędziłem na porządkach ogródkowych. Maks łaził za mną krok w krok. Jak poszedłem do toalety to nawet wlazł mi w krok. Poszedłem z nim również na spacer, potem apteka, potem sklep spożywczy, potem fryzjer. Maks zachował się idealnie, marzenie. Dzięki Maksowi wróciło mi wspomnienie. Wspomnienie o moim ukochanym Bouvierze Alturze. Alturka zachowała się dokładnie tak samo gdy pierwszy raz przywiozłem ją do siebie. Maks przeszedł bardzo zawirowane przeszłości. Ale największa zasługa należy się jego Pani, która konsekwentnie z wielką uwagą, zajmuje się swoim wielkim pupilem. Maks był dzisiaj zmęczony. Gdy zacząłem pisać ten tekst zaległ pod stołem komputerowym i nawet nie zorientował się, że przyjechała jego Pani. Był tak zdezorientowany, że nawet ją obszczekał, oczywiście tylko w pierwszej chwili.

 

piątek, 03 grudnia 2010, r.drozda

Polecane wpisy